Udało się
Wczorajszy, wcześniej anonsowany, wypad udał się jak najbardziej. Co prawda pogoda przechodziła ze skrajności w skrajność, ale nie ma to jak naprawdę świeże powietrze.
Euro 2012 widać już za pasem ponieważ w trakcie ok. 130 kilometrowej trasy, gdzieś 60 km to wykopy, świeżo powstające drogi ekspresowe względnie estakady nad nimi. Jakby tego było mało to np. skręty oznaczone są wielką górą piachu i zaraz za nią umiejscowioną tabliczką gdzie ten skręt prowadzi - oczywiście nic nie widać i musieliśmy się zawracać, co przy sobotnim ruchu nie jest zbytnio łatwą sprawą.
W drodze "do" dokuczał nam przeraźliwy upał, który również dawał o sobie znać podczas grilla w miejscu docelowym. Tak mocno, jak prażył tak szybko przerodził się w ulewę, która towarzyszyła nam, a jakże, w drodze powrotnej. Ulewa była tak silna, że w ciągu godziny drogi tzw. "trzeciej kategorii odśnieżania" migiem zamieniły się w całkiem spore strumyczki, które wykluczały jazdę szybszą niż ok. 40 km/h. Zabawę pogłębiały TIRy, które nic sobie nie robiąc z panującej aury przejeżdżając obok nas zalewały jak ostrą, chlapiącą bryzą. Fajowsko.
Zdjęcia, gdyby ktoś chciał, znajdują się tutaj, trasa, którą przebyliśmy - w poprzedniej notce.