bliplet 0.2

W chwili wolnej napisałem coś, co znakomicie ułatwia pracę z blipem - skryptozakładkę (względnie, jak ktoś woli - bookmarklet) pozwalającą na szybkie dodawanie notek.

Proszę bardzo: bliplet 0.2. Gdyby ktoś nie wiedział co się robi ze skryptozakładkami to już tłumaczę - naciskamy na linku przycisk myszy i przeciągamy go na pasek z zakładkami, ewentualnie klikamy prawym klawiszem myszki i wybieramy "dodaj do zakładek".

W razie czego mam 2 zaproszenia na blipa do rozdania, zapraszam.

Całe szczęście że jutro weekend!

Oj tak, całe szczęście. Zabraliśmy się z rodziną za modernizację samochodu przed wakacyjnymi wyprawami. Wczoraj wymiana tłumika, dziś nowy akumulator.

Z akumulatorem to w ogóle dramat był. Wczoraj go wykręciłem i mozolnie zatargałem do domu (ciężkie cholerstwo) aby sprawdzić czy nie da się go przypadkiem trochę podładować przez noc - po zaniesieniu z powrotem (o 6:00 rano - o tej godzinie ważył 2x więcej) i zamontowaniu specjalnej różnicy nie odnotowaliśmy - podjęliśmy decyzję o wizycie u specjalisty z miernikami. Diagnoza była jednoznaczna: trup, trzeba nabyć nowy, w sumie nie było się co dziwić, egzystował bowiem od początku żywota naszego Coswortha czyli od 1997 r.

W Sklepie Z Akumulatorami nabyliśmy, popierając rodzimy przemysł, akumulator marki ZAP Piastów, przedreptałem z nim jakieś 100m (ciężkie cholerstwo, na dodatek był remont chodnika i nie można było podjechać pod sam sklep) i zabrałem się do montowania. Pech był taki, że okazał się on o jakiś centymetr za wysoki aby go skutecznie zamocować i żeby się nie "chybał". No więc znowu czekało mnie targanie akumulatora 100m po to, żeby nabyć kolejny tym razem "Panie! Austriacki - lepszy! I mniejszy!" firmy Banner Batteries, znowu 100m (ciężki, mimo że austriacki) i tym razem pełen sukces - PASUJE!

Na koniec dobra rada dla posiadaczy Espero - akumulatorów ZAP Piastów nie da się zamocować korzystając z oryginalnego mocowania (dwa druty i pałąk w poprzek) - zmierzcie przed dłuższą przebieżką z akumulatorem pod pachą. A jutro jedziemy po opony!

Ciężki wtorek

W pracy dalej jestem zaganiany, miałem w wolnych chwilach popracować wreszcie nad nowym szablonem do bloga - niestety tych wolnych chwil brakuje. Trudno, może później.

Tymczasem pogoda zmieniła się niemalże w późnoletnią - temperatura przypomina tą, którą pamiętam z czasów szkolnych, kiedy to wyjeżdżało się nad morze pod koniec sierpnia. Niby ciepło, ale wiatr i deszcz potrafił zaskoczyć niemalże w każdej chwili. Przy okazji udało mi się przed chwilą cyknąć zdjęcie obrazujące powyższe wynurzenia - nagle bowiem pojawiła się chmura, która poganiana wiatrem przemknęła nad moim blokiem.

Mój pierwszy HDR

Zdjęcie zrobione w RAW i przekształcone za pomocą Photomatiksa w HDR - proszę wybaczyć, ale to mój pierwszy HDR i nie należy się spodziewać rewelacji.

A jutro kolejny dzień tygodnia i jak mówi dobrze sprawdzające się powiedzenie: "środa minie - tydzień zginie". I tego się będę trzymać.

Nie lubię poniedziałków

Zazwyczaj. Dzisiejszy natomiast jest (był) całkiem znośny, mimo, że to poniedziałek zaraz po weselu, o którym pisałem w poprzedniej notce.

W pracy ostry pociąg tak, że nawet nie było kiedy się zamartwiać, że człowiek się źle czuje i wczorajszy dzień spędził na popijaniu piwa w celu zaleczenia kaca.

Wieczór równie spokojny - rodzina ogląda po raz, chyba, setny Harrego Pottera i Więzień Azkabanu na DVD, a ja finiszuję CMR. Ostatnie wyścigi to niemal same rajdy samochodami RWD - oczywiście wybrałem Sierrę Cosworth (straszna "łódka", dodawanie gazu na zakrętach powoduje ostre pływanie tyłem).

Sierra Cosworth

W sobotę kolejna impreza - tym razem uderzamy z żoną i juniorem naszym Espero Cosworth do Grodziska Mazowieckiego.

Muchy tupią

Oj tupią dzisiaj muchy, strasznie i do tego w podkutych butach - po wczorajszym weselu.

Ogólnie impreza była bardzo udana, a na dodatek jak na wiejskie wesele to orkiestra dawała naprawdę czadu z perkusistą na czele. Przeważnie jeśli chodzi o orkiestry to właśnie perkusiści są najsłabsi na placu - tym razem wystąpił wyjątek potwierdzający regułę, facet naprawdę znał się na rzeczy i kto wie czy poza weselnymi występami nie pogrywa gdzieś w jakiejś rockowej kapeli.

Furorę również robiło "stoisko z tradycyjnym żarełkiem" wyposażone w udźce, smalec oraz bimberek w klasycznych, obłych butelkach. Bimber niestety trzeba umieć robić, te domowe robione przez amatorów "jadą" jak cholera, natomiast ten wczorajszy - miód, palce lizać. Za przeproszeniem ryja nie wygina i wchłania się znakomicie.

Ogólnie impreza była udana, a żona opowiadała, że bawiłem się wybornie.

Nowa era

Dzieci nie lubią przegrywać. Doskonałym tego przykładem jest mój Junior, któremu dosyć często zdarzało się ponosić porażki w popularną na całym świecie grę "papier, nożyce, kamień" - rozwiązaniem okazało się rozwinięcie tej gry o dodatkowy element: laser.

Oczywiście laser w grze "papier, nożyce, kamień, laser" zawsze wygrywa...

Co na horyzoncie?

Powoli zbliżam się do końca rajdów w CMR i oczywiście im dalej tym gorzej. Ostatnie rajdy to niemal non-stop szutry w deszczu, bądź Japonia wieczorem i w deszczu. Jak się jeździ po krętych trasach, gdzie większość kwestii wypowiadanych przez pilota (znakomity Leszek Kuzaj) to "dwa lewy zacisk" nie muszę chyba tłumaczyć - Ci, którzy grają wiedzą najlepiej.

Pora się więc z uwagi na powyższe było rozglądać za kolejną grą, która zaleczy pustkę po CMR 05 - miało paść na Colin McRae Dirt, ale po przeczytaniu sporej liczby opinii (np. tu, tu i tu) wychodzi na to, że będąc estetą (absolutne minima, przy których gram do 1280x1024, AAx2, AFx16) nie mam co podchodzić do nowej edycji wyścigów z moim komputerem. No cóż i tak gra wychodzi dopiero w drugiej połowie lipca... Wygląda pięknie i lista samochodów też imponująca (np. na obrazku poniżej Kamaz - mmmm), ale poczekam chyba jak Św. Mikołaj przyniesie mocniejszą kartę graficzną.

Colin McRae Dirt

Padło więc na Call of Duty 2. Gra zakupiona w MM leży na półce i czeka grzecznie kiedy skończę się ścigać. Jeszcze 4 rajdy plus upgradowanie odblokowanych samochodów - do końca miesiąca się wyrobię. A potem wojna.

Na dziś to by było tyle

Słońce krwawo zachodzi nad Radomiem. Zdjęcie cyknięto o 21:30 - bardzo lubię, kiedy dni są takie długie. Jakoś raźniej.

Zachód słońca

Jutro znowu do pracy, na szczęście to już będzie środa, po środzie czwartek, a w piątek to już z górki. Poza tym w sobotę wesele i będzie szansa na odreagowanie tygodniowego marazmu oraz na zrzucenie paru kilogramów na parkiecie. Mam nadzieje, że nie będzie wiejskich korowodów i durnych weselnych zabaw.

zzzZZZzzz...

Ostatnie kilka dni w moim wykonaniu wygląda tak, że wracam z pracy, jem obiad i kładę się spać. Budzę się ok. 19:00 i chodzę niedobity do ok. 22:00, potem znowu sen, praca i tak w kółko. Wczoraj (a raczej dziś) w nocy Junior obudził się (a co za tym idzie mnie z żoną) o 2:00 i zażądał kopytek, wyobrażacie sobie kogoś, kto wstaje w środku nocy (o godzinie, której nie ma) i je kopytka? Ale, jak mówią niektórzy, dziecku wszystko wolno - zjadł, oblizał się i poszedł spać dalej...

Wszyscy dookoła narzekają na upały, a ja się cieszę - zdecydowanie wolę upały - nawet trzydziestokilkustopniowe niż temperaturę około 0oC i niżej. Zima jest dla mnie okresem marazmu, kilkunastominutowego ubierania się przed głupim wyjściem na dwie minuty do kiosku oraz ogólną szarością. Niech żyją upały!

Dzisiejszy dzień sponsorują...

...jazdy w CMR piękną, starą, oldschool i długo by jeszcze wymieniać - Celiką GT-Four. Jeszcze z czasów szkolnych pamiętam pokazywane w telewizji rajdy, gdzie wspomniana wiodła prym wśród szybko brudzących się błotem ryczących potworów. A jeździły nią takie sławy jak Didier Auriol, Carlos Sainz czy też Juha Kankkunen. Mimo, że w CMR dostępna też jest Celica siódmej generacji to "czwórka" bije ją "feelingiem" na głowę (oczywiście IMVHO).

Toyota Celica GT-Four

A w domu chory Junior. Coś zadziałały chyba pyłki ponieważ kaszle biedak raz, za razem od wczoraj. Dla pewności (wiecie, sobota - w nocy różnie może być) skoczyliśmy sobie na pogotowie - doktor podzieliła nasze diagnozy i przepisała syropki, tabletki itp. Młody niestety nie zachowywał się jak rasowy pacjent pogotowia - biegał w kółko dookoła ławek, w gabinecie buzia się nie zamykała, podczas badania sobie podśpiewywał, a na koniec zażądał możliwości skorzystania z wagi, miarki oraz ze zlewu w celu umycia rąk.

Powoli jak żółw ociężale

Dostałem od znajomej do poprawienia pracę dyplomową. Jako osoba pracująca przy DTP od dłuższego czasu czasem otrzymuję takie fuchy z racji "zmysłu estetycznego" i umiejętności sprawienia żeby "to jakoś wyglądało".

Niestety z powodu ograniczonego budżetu domowego jako edytora plików .doc korzystam z Writera z pakietu OpenOffice.org, który może i ma możliwości zbliżone do Microsoft Worda, ale dobija mnie jedną, dla mnie prawdopodobniej najważniejszą rzeczą - komfortem pracy. Ślamazarność aplikacji wchodzących w skład OOo wręcz poraża - szczególnie tych, którzy przyzwyczajeni są do pracy z MS Office. Nie mam zamiaru rozpoczynać żadnych flame wars, ani nic z tych rzeczy, ale przyznajcie się (szczerze!) drodzy użytkownicy OOo, czy gdybyście mieli do wyboru właśnie OOo i MS Office, dużo pracowali przy edycji tekstów i chociażby tworzeniu grafiki prezentacyjnej (wykresy, schematy) to co byście wybrali.

Trudno, ograniczę jakoś palenie i inne przyjemności, ale nabędę sobie komfortowy pakiet biurowy.

Wishlist

Każdy może mieć marzenia. Mam i ja:

  • Land Rover Freelander. Wydaje mi się, że to byłby idealny samochód dla mnie i mojej rodziny. Ok. 140.000 PLN.
  • iMac. Nie wiem dlaczego, ale zawsze chciałem mieć Maka. Może dlatego, że w Wolsce od dawna jest to symbol luksusu, do którego mimo woli każdy z nas dąży? Ok. 8.000 PLN.
  • Dom na wsi. Taki nieduży, parter ze strychem i małym kawałeczkiem lasu. Duże miasto jest fajne, kiedy potrzeba coś załatwić, gdzieś się rozerwać, ale dlaczego mamy mieszkając w nim odpoczywać? Nie da się. Dlatego chciałbym mieszkać w jakimś spokojniejszym miejscu. Ok. 300.000 PLN.

Gdyby ktoś był na tyle miły aby sprawić mi wielką przyjemność realizując któreś z powyższych marzeń - proszę o kontakt.

Karawana jedzie dalej

Po krótkiej przerwie spowodowanej służbowymi delegacjami, o których pisałem w poprzedniej notce udało mi się znaleźć chwilkę aby kontynuować karierę kierowcy rajdowego w CMR. Od razu nastąpił kolejny milestone w postaci odblokowania kolejnego mojego ulubieńca czyli Land Rovera Freelander. Jeśli ten samochód prowadzi się tak pięknie jak ludzie powiadają to jest to kolejny cel na mojej wishliście.

Land Rover Freelander

Gdyby ktoś miał wolne parę PLN i chciałby mi zrobić piękny prezent, to poproszę o info. Na przykład na Otomoto jest ładny, i kolor też odpowiada.

PKP++

Przedwczoraj miałem przyjemność (tak - przyjemność!) podróżować PKP na trasie Warszawa - Radom - Warszawa i z całą stanowczością muszę przyznać, że idzie lepsze.

Otóż pierwszy odcinek pokonałem składem Kolei Mazowieckich (popularną Bonanzą), który był zaopatrzony w 100% nowe, miękkie materiałowe siedzenie. W pociągu czysto, schludnie. Nic to - myślę - pewnie wyjątek potwierdzający regułę.

Podróż powrotna, tym razem pociąg pośpieszny relacji Terespol - Kraków, a tu w drugiej klasie 6, miast ośmiu miejsc - znowu czysto, miękko. Na dodatek okna potrafiące się otwierać jedną ręką i niewymagające siły Pudziana do poruszenia ich o milimetr.

Mając na uwadze remont "siódemki" na odcinku od Radomia muszę polecić podróżowanie PKP.

Zawody Strogmanów w Radomiu

Przed chwilą wróciłem z zawodów Strongman, które odbyły się w Radomiu, na stadionie Radomiaka.

Niestety z przykrością muszę stwierdzić, że pojedynki siłaczy ogląda się zdecydowanie lepiej w TV, na żywo jakoś brakuje dynamiki w tym co się dzieje. Na moją opinię z pewnością też wpłynęło to, że mimo przyjścia piętnaście minut przed rozpoczęciem, miejsca mieliśmy nie najlepsze.

Z pewnością w dniu dzisiejszym najsłabszym zawodnikiem na stadionie była publiczność, mimo, że stawiła się licznie to (z pewnością wpłynęła na to upalna pogoda) entuzjazmem i dopingiem nie zachwyciła. Co prawda spiker podgrzewał atmosferę mobilizując kibiców - na niewiele się to zdawało.

Kilka zdjęć zrobionych przeze mnie, gdyby ktoś chciał, znajduje się tutaj. Z góry przepraszam za jakość ponieważ robione były przez kraty gęsto okalające murawę.

Czego nie lubię i co mi się udało

O stronie głównej Joggera napisano już sporo kilobajtów tekstu (np. tu). IMO wszystko jest w porządku, fajnie jest jak jest - zmieniłbym tylko jedno. Ban za wklejanie na stronę główną tekstów piosenek. Strasznie mnie to denerwuje, kochani: jak komuś naprawdę podoba się jakaś piosenka to niech sobie ją publikuje na własnym blogasie - tego nikt nie zabroni. Tylko, że są do wykorzystania "poziomy"...

Escort Cosworth

A z prywaty dodam, że wreszcie odblokowałem w CMR mojego ulubionego Escorta Cosworth.

Muzzik

Muzyka od nerdów dla nerdów. Dla mnie mistrzostwo świata.

Tych, którzy nie wiedzą co to za piski, uprzejmie informuję, że odpowiednie napisanie programu przeznaczonego dla ZX Spectrum, zapisanie go na taśmie, a następnie odtworzenie daje powyższy efekt.

To chyba pierwsze demo, które trwa przed załadowaniem...

Krótka refleksja

Grając w CMR zauważyłem bardzo intrygującą sprawę. Otóż czas ładowania kolejnych odcinków specjalnych jest tak krótki, że nawet człowiek nie ma kiedy się napić przed wyścigiem. Pac na Enter i już samochód stoi uruchomiony i gotowy do szaleńczego pędu.

Kilkanaście lat temu, kiedy zaczynałem przygodę z grami, ładowało się je z magnetofonu i ten proces, jak niektórzy wiedzą trochę trwał. Dodatkowo, dla zwiększenia szans poprawnego odczytu dobrze było wyłączyć wszelkie źródła zakłóceń typu pralka, lodówka względnie telewizor. Czasem dobrym pomysłem było odwrócenie "stacji kaset" do góry dnem - piętnaście minutek i można było chwytać joystick. To była wręcz ceremonia.

A teraz? Masówka...

Exchange

Dzisiaj grania w CMR nie będzie, postanowiłem chwilkę odpocząć, tak żeby gry za szybko nie skończyć i cieszyć się nią nieco dłużej.

Jako odpoczynek wybrałem nieśmiertelne C&C Generals: Zero Hour i tryb skirmish. Niestety nie jestem zbytnio silnym graczem, żeby próbować losowego multiplayera - zawsze trafiałem na meganerdów, którzy chyba nie odchodzą od Generalsów i zawsze dostawałem okrutne manto. A na skirmish i "Brutalne armie" jestem jak znalazł.

Ostatnio odkryłem bardzo ciekawy mod - Axis of Power, który wnosi nieco świeżości do gry, np. o wiele silniejsze superbronie (np. chińska bomba atomowa, która kosztuje kupę kasy i zamienia bazę wroga w dymiące zgliszcza), dodatkowe jednostki tudzież możliwość budowania A-10 Thunderboltów przez USA.

Szczególnie przypadły mi do gustu te ostatnie, niemal niezniszczalne przez wroga, który używa do obrony AA jednostek strzelających rakietami (A-10 wystrzeliwują całą masę flar, poza tym do obrony przed pociskami używają takiego samego lasera jak Paladyny czy Mściciele), a potrafiące w dużej grupie zniszczyć wroga jednym nalotem.

Mody to potęga, szczególnie jeśli chodzi o gry, do których producent nie wydaje już dodatków, bądź chwilowo zawiesza projekt - wszyscy wiedzą czym się teraz zajmuje EA - C&C: Tiberium Wars. Ja czekam na C&C Generals II.

Ciemność

W obecnym tygodniu wszystkie terminy przeznaczone na granie okupuje Colin McRae Rally 05 - i słusznie, wyścigi to bowiem wyborne.

Współczuję jedynie "biednym" kierowcom rajdowym jazdy po Wielkiej Brytanii pochmurnym rankiem. Jeśli to chociaż podobnie wygląda jak w grze to wielki szacunek dla nich. Ja osobiście nic nie widzę przed sobą i jadę niemal wyłącznie na wskazówkach pilota i niewielkich przebłyskach asfaltu bądź szutru przed sobą.

A jeśli dodatkowo pojawi się deszcz (notabene bardzo ładnie wykonany), który skutecznie ogranicza "prześwit" przedniej szyby to taki odcinek specjalny staje się wielką loterią.

Kontakt

Jeśli koniecznie chcesz się ze mną skontaktować...

  • Jabber: delyra@jabber.wp.pl
  • GG: 765628
  • e-mail: daniel.kozminski@gmail.com
  • tel: +48605650809