Live long and prosper
Dziś swoje pięćdziesięciolecie obchodzi niejaki Tytus de Zoo. Nie chce się aż wierzyć, że jeden z najpopularniejszych komiksowych polskich bohaterów ma już tyle za sobą, to również kilkadziesiąt "ksiąg" z przygodami.
Co prawda ostatnie nie są najwyższych lotów, być może taka ocena jest spowodowana wspomnieniami o niedoścignionym humorze pierwszych "Tytusów", jak również przeżyciami okołokomiksowymi. Kiedyś bowiem bardzo trudno dostępne polskie komiksy wykupywane były na pniu, a czytało się je jednym tchem, sam pamiętam, jak będąc małym szkrabem wystawałem w zimę rankiem pod kioskiem aby dostać Świat Młodych, w którym na ostatniej stronie publikowano komiksy w częściach. Później, po zakończeniu "emisji", wszystkie ostatnie strony starannie się wycinało i sklejało w całość.
A teraz... "każdy głupi" wejdzie sobie na stronę internetowej księgarni, chwilę poklika i zazwyczaj na drugi dzień listonosz przyniesie to, co zamówiono... Gdzie tu styl i poświęcenie?