zzzZZZzzz...
Ostatnie kilka dni w moim wykonaniu wygląda tak, że wracam z pracy, jem obiad i kładę się spać. Budzę się ok. 19:00 i chodzę niedobity do ok. 22:00, potem znowu sen, praca i tak w kółko. Wczoraj (a raczej dziś) w nocy Junior obudził się (a co za tym idzie mnie z żoną) o 2:00 i zażądał kopytek, wyobrażacie sobie kogoś, kto wstaje w środku nocy (o godzinie, której nie ma) i je kopytka? Ale, jak mówią niektórzy, dziecku wszystko wolno - zjadł, oblizał się i poszedł spać dalej...
Wszyscy dookoła narzekają na upały, a ja się cieszę - zdecydowanie wolę upały - nawet trzydziestokilkustopniowe niż temperaturę około 0oC i niżej. Zima jest dla mnie okresem marazmu, kilkunastominutowego ubierania się przed głupim wyjściem na dwie minuty do kiosku oraz ogólną szarością. Niech żyją upały!