Muchy tupią
Oj tupią dzisiaj muchy, strasznie i do tego w podkutych butach - po wczorajszym weselu.
Ogólnie impreza była bardzo udana, a na dodatek jak na wiejskie wesele to orkiestra dawała naprawdę czadu z perkusistą na czele. Przeważnie jeśli chodzi o orkiestry to właśnie perkusiści są najsłabsi na placu - tym razem wystąpił wyjątek potwierdzający regułę, facet naprawdę znał się na rzeczy i kto wie czy poza weselnymi występami nie pogrywa gdzieś w jakiejś rockowej kapeli.
Furorę również robiło "stoisko z tradycyjnym żarełkiem" wyposażone w udźce, smalec oraz bimberek w klasycznych, obłych butelkach. Bimber niestety trzeba umieć robić, te domowe robione przez amatorów "jadą" jak cholera, natomiast ten wczorajszy - miód, palce lizać. Za przeproszeniem ryja nie wygina i wchłania się znakomicie.
Ogólnie impreza była udana, a żona opowiadała, że bawiłem się wybornie.