Jutro wielka podróż

Dnia jutrzejszego wybieramy się z Małżonką, Juniorem oraz koleżanką na wielką podróż - rzekłbym, że największą w życiu naszego Coswortha. Nad morze, a konkretniej do Jastrzębiej Góry - niestety tylko na tydzień i mamy oczywiście nadzieję, że pogoda dopisze.

W całym domu, w związku z tym, panuje wielki rozgardiasz polegający na pakowaniu do toreb podróżnych wszystkiego, co się da. Żona wkłada niemal wszystkie ciuchy, Junior wszystkie zabawki, a ja... Ja zasadniczo nic nie pakuję ponieważ całą resztę domu zabrali już wcześniej wymienieni. No, laptopa sobie wezmę i może Lynxa żeby mieć w co pograć w wolnych chwilach, aha i jeszcze ładowarkę do baterii niezbędną do oszczędnego działania aparatu.

Ruszamy jutro ok. 7:00 rano, planowany przyjazd mniej więcej o 16:00 po południu.

Weekend był udany

A zaczął się już w czwartek późnym wieczorem - tegoż dnia wyruszyłem na coroczne letnie atarowskie party scenowe. Chwalone niedawno przeze mnie PKP tym razem dało niestety ciała dosyć poważnie - na przesiadkę w Opolu mieliśmy bowiem, wydawało się, bezpieczne 15 minut. Pociąg relacji Lublin - Opole niestety spóźnił się o tyle, że nie dane nam było nawet zobaczyć tyłu składu, w który mieliśmy się przesiąść... Dobrze, że PKS był obok i za jedyne 11 zł dowiózł nas na docelowe miejsce.

Ogólnie zlot był bardzo udany (tym razem koledzy nie musieli później opowiadać jak się bawiłem) - impreza była na tyle pochłaniająca wszelkie zasoby, że nie miałem nawet czasu pstrykać zdjęć.

Pojutrze natomiast wyjeżdżam nad morze - nie wie ktoś czy może Jastrzębia Góra jest jakoś "ohotspotowana"?

Jakoś nie tak, jak być powinno

Ci, którzy czytają od czasu do czasu tego bloga wiedzą pewnie, że aktualną grą na tapecie jest Call of Duty 2. Gra niemłoda już, ale do tej pory granie w wyższych rozdzielczościach i w pełnych detalach sprawia problemy niejednemu komputerowi. Ale nie o tym miało być.

Gra się lekko, łatwo i przyjemnie... aż może za bardzo - powiedziałbym, że nawet na wyższych poziomach trudności jest ZA ŁATWO, poprzednia część (a w szczególności dodatek United Offensive) stawiała poprzeczkę znacznie wyżej - a może jestem już po prostu dobrze wytrenowany? Kolejna rzecz, która woła o pomstę do nieba to zachowanie się "brothers in arms" - tragedia, dramat, dno i metr mułu, dlaczego - oto jeden z przykładów. Nasi koledzy żwawo nacierający bok w bok z nami mimo, że widzą rzucane w ich kierunku granaty (po czym poznaję, że widzą - krzyczą ostrzegając nas o rzeczonym fakcie), ale nie opuszczają stanowiska tylko stoją usilnie się ostrzeliwując - herosi?

Kolejna sprawa to fakt, że nawet jeśli wraży żołnierz stoi obok i bije kolbą, bądź bagnetem naszego towarzysza to "skrzydłowi" miast dźgnąć go sami względnie palnąć przez łeb czymkolwiek starają się koniecznie do niego strzelać... Jeśli natomiast chodzi o granaty to myślę, że nie skłamię, jeśli napisze, iż stały się niemal najważniejszą bronią do rażenia wroga. Niemcy rzucają je wręcz garściami i cała sytuacja sprawa wrażenie, że gdzieś muszą mieć jakieś taczki, w których są te granaty dowożone.

Ogólnie jestem raczej zawiedziony, szczególnie, że w poszczególnych misjach nie widać specjalnie dramatyzmu i rozmachu, który był obecny w pierwszej części CoD. Fakt, mapy są większe (można kilkoma drogami dojść do celu) i rzadko kiedy biegamy sami - zawsze współdziałamy w ramach oddziału. Ale zobaczymy, przecież to dopiero początek gry.

Longer trip

Dziś z małżonką byliśmy odwieźć Juniora do dziadków do Piastowa. Pogoda niespecjalnie upalna więc pozwoliliśmy sobie wyruszyć nie z samego rana tylko około 9:30 wiedząc, że upały nas nie zjedzą podczas drogi. Podróż już od samego początku nie zapowiadała się zbytnio udanie.

Otóż niemalże po starcie zamarło nasze ultrawypas car audio... A specjalnie sobie przygotowaliśmy i wysmażyliśmy płytkę pełną MP3 idealnie nadających się do półtoragodzinnej podróży. Ot zgasło i przestało grać. Jakieś pięćdziesiąt kilometrów dalej okazało się, że "siódemka" jest zamknięta na sporym odcinku z okazji takiej, że bus przydzwonił w radiowóz i z tej okazji należy nam się całkiem spory objazd. Dla zobrazowania sytuacji: "prawidłowa" droga powinna wyglądać tak, a zmuszeni byliśmy do zwiedzenia Warki, Góry Kalwarii i Piaseczna w ten sposób. No cóż, przynajmniej dłuższy czas jechaliśmy za przyczepką, na której jechały koniki i Junior mógł popodziwiać jak sobie podgryzają wzajemnie uszka. A przez Warkę (zakorkowaną na potęgę) przejechało w ciągu kilku godzin tyle samochodów, ile nominalnie zwiedza ją podczas roku.

Warto dodać, że remont polegający na upgradzie całej siódemki na odcinku Radom - Warszawa do ekspresówki idzie całkiem szybko i już niedługo będzie można śmigać do stolicy w mniej niż godzinkę. Sporo estakad i mostów jest już postawionych, a "drugie" pasy ruchu powstają żwawo.

Powrót to była już bułeczka z masłem, okazało się, że nasz dziesięcioletni Cosworth potrafi bez mrugnięcia okiem na dobrej drodze żwawo mykać złoty czterdzieści - i nawet w środku cicho. Dodatkowo chciałbym serdecznie pozdrowić tych, którzy na obwodnicy mijali nas mając najmniej 180 km/h.

Dobra rada

Dziś nie będzie o grach.

W miejsce opisów, jak to mi się fajowsko / niefajowsko gra pozwolę sobie udzielić Wam dobrej rady. Otóż kategorycznie nie polecam stania przy oknie w autobusie! Dlaczego? Już wyjaśniam.

Dziś jechałem do pracy, stojąc jak zwykle przy oknie - siadać nie lubię, ponieważ siedzenia w radomskich autobusach mają BARDZO mało wspólnego z czystością, a po co głupio wyglądać w pracy z plamą w miejscu, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę. No i stało się, coś wielce paskudnego i złośliwego podstępnie dostało mi się do oka.

Cały dzień uwiera mnie lewe oko, mimo wlania weń kilku dawek kropel do oczu oraz przemywania hektolitrami wody. Zobaczymy co będzie jutro. Nie lubię chodzenia do lekarzy.

Finisz

No i udało się, kariera w CMR ukończona, wszystkie samochody odblokowane, moje ulubione wozy mają wszystkie ulepszenia zamontowane! Przy okazji zobaczyłem statystyki i dowiedziałem się, że łącznie zajęło mi to blisko 23 godziny grania. Teraz pozostały jeszcze mistrzostwa i szlifowanie wyników na poszczególnych trasach... ale to po dłuższym odpoczynku - nie chcę w pewnym momencie patrzyć na CMR, jak na grę, do której siadam z musu. W tej chwili przyszedł czas na coś kompletnie z innej beczki - Call of Duty 2. Niech wojna się rozpocznie.

Podsumowując Colin McRae Rally 05 mimo swojego, jak na grę, leciwego wieku trzyma się bardzo mocno, świetna grafika, szeroki wybór wozów i tras czyni ją najlepszą (z tych, w które grałem) ścigałką arcade z gatunku WRC. Pochwalić należy też zespół lokalizacyjny, oraz Leszka Kuzaja, który znakomicie sprawdza się w roli pilota - grając wspomniane dwadzieścia kilka godzin nie zauważyłem żadnych błędów, które powodowałyby płacz i zgrzytanie zębów po wylądowaniu na drzewie, którego nie zapowiedział pilot.

No i trasy. Po prostu boskie, każda oddaje idealnie specyfikę kraju, po którym jeździmy. Finlandia - szuter, drzewa, szuter, drzewa. Szwecja - Lód, drzewa, śnieg, śnieg, śnieg. Australia to szutry i długie pustynne proste, Anglia to błoto i deszczowe asfalty, Japonia to oczywiście ciasne i górzyste asfaltowe ścieżki, a USA powita nas górzystymi kanionami. Wiele by wymieniać - trzeba zagrać i koniec.

Yes, yes, yes!

Udało mi się wreszcie ukończyć w CMR Diamond Series na pierwszym miejscu - co prawda z półmiesięcznym opóźnieniem, ale wreszcie. Do zamknięcia całej gry został mi tylko Złoty Puchar w Diamond Series i wyposażenie wszystkich samochodów w dostępne upgrade - planowałem to zakończyć do końca czerwca, ale okazało się, że nie jest tak łatwo, ostatni rajd postawił jednak bardzo wysoko poprzeczkę. Co ciekawe udało mi się go wygrać Focusem, którym wcale nie jeździłem wcześniej - z tej grupy aut bowiem najlepiej jeździło mi się Peugeotem. Okazało się, że kluczem do zwycięstwa było obniżenie prześwitu - teraz Focus już nie wywracał się na każdej napotkanej hopie czy pochylonym szczycie. Może do urlopu się wyrobię i wreszcie rozpocznę wojnę w Call of Duty 2.

Ford Focus WRC

Żyłkę gracza powoli odkrywa w sobie Junior, który z okazji wolnego telewizora dorwał się do XBOXa i gania po mapie (na razie) boty w XIII. Co chwilę z pokoju obok słyszę: "RULEZ! Leży!".

A skoro wpis jest poświęcony grom, to dodam jeszcze, że pogłoski o rychłej śmierci PS2 są grubo przesadzone, konsola sprzedaje się wyśmienicie czym z pewnością pomaga ciekawa polityka SONY, które oferuje multum zestawów dopasowanych do każdego odbiorcy. Wczoraj bowiem osobiście widziałem w MM co najmniej kilka packów konkretnie spersonalizowanych - różowy (wiadomo - kobiety, różowa konsola i pady to jest to, co dziewczyny lubią najbardziej), party version PS2 z dwoma mikrofonami i Singstarem z polskimi piosenkami, oraz dla facetów w bundlu z wyścigami. Żaden zestaw nie był droższy niż 600 PLN.

Można? Można!

Właśnie trwa kolejny mecz Ligi Światowej - nasi oczywiście prowadzą (w tej chwili 2:0), walka mimo pozornie czytelnego wyniku jest bardzo zaciekła, co było widać po drugi secie, który zakończył się wynikiem, bodajże, 36:34.

Jednak oglądając to spotkanie zastanawiam się co jest ciekawsze - to, co dzieje się na trybunach, ogólnie otoczka meczu, czy gra drużyn, co tu wiele mówić - ze światowej czołówki. Katowicki Spodek, wraz z publicznością stworzył niesamowitą atmosferę. Publiczność oczywiście kibicując i bawiąc się bez przerwy przez całe spotkanie, a organizatorzy tworząc ku temu znakomite warunki.

Siatkóweczka

Świetne jingle, umiejętność pokierowania publicznością to wszystko składa się na widowisko, którego pozazdrościć mogą (niestety - ponieważ wolę piłkę) kibice naszej ekstraklasy. Długo tak pięknie nie będzie dopóki sami przychodzący na stadiony nie zmienią sposobu myślenia.

Oniemiałem

Przeglądając dziś serwisy informacyjne o grach natrafiłem na wiadomość o premierze nowej polskiej budżetowej gry, której głównym bohaterem jest... Szybkie sprawdzenie daty w kalendarzu (czy przypadkiem nie 1 kwietnia), ale nie, to nie żart. Proszę obejrzeć okładkę.

Detektyw Rutkowski

Koniec świata... Wcielamy się bowiem w rolę najsławniejszego (z różnych powodów) polskiego detektywa Krzysztofa Rutkowskiego i wraz z Rutkowski Patrol infiltrujemy przestępczy półświatek... Gra oferuje (podobno, bo nie ma do ściągnięcia wersji demo) widok z perspektywy trzeciej osoby (TPP) z możliwością przełączenia się widok "z oczu własnych" (FPP) i zalicza się do gatunku "skradanek"!!! Oj drżyj Samie Fisherze oraz kilkusetletni Złodzieju, nadchodzi Polak, który skopie Wam miejsca, poniżej których plecy tracą swą szlachetną nazwę.

Gra "Detektyw Rutkowski - Is back!" kosztuje 9,99PLN i jest dostępna w sklepach od przedwczoraj - lecę, pędzę.

Jak tu żyć

Weekend minął tak szybko, że nawet specjalnie nie zauważyłem jego końca. Zmaganie się z bólem męczy człowieka tak szybko, szybciej niż wysiłek fizyczny. A miało być tak pięknie, cyzelowanie czasów w CMR z pomocą pożyczonej kierownicy, odpoczynek połączony z przyjemnością... No cóż może za cztery dni się uda, tyle, że już bez kółka, które jutro muszę oddać.

Dziś znowu nie udało mi się kupić Wprost w wersji z dołączoną CD (Propaganda PRL), całe szczęście, że można zamawiać brakujące numery wysyłkowo na stronie Wprost, która notabene w tej chwili nie działa - widać efekt rewelacji dot. "taśm Rydzyka". Przy okazji dziwna sprawa, że za zamówione DVD nie można zapłacić przelewem - do wyboru karta kredytowa lub pobranie, nastawiają się na zasobnych czytelników chyba.

Powoli nachodzi mnie pokusa wymiany kilku bebechów z mojego desktopa, zasadniczo nawet nie wiem czemu. Komputer jest w miarę silny, z wszystkim daje sobie spokojnie radę, ale przydałoby się urwać parę minut z czasu enkodowania video. Poza tym to chyba efekt tego, że dawno nic do niego nie było dokupowywane, starsi też lubią mieć nowe zabawki, prawda? Szczególnie, że Intel i AMD zapowiedziało spore obniżki w tym miesiącu... Ale stop. Udany urlop jest ważniejszy i prawdopodobnie na tą przyjemność pójdzie większa część kasy.

A co do urlopu... To jeszcze niecałe trzy tygodnie, a zacznie tak, jak w filmach Alfreda Hitchcocka - od trzęsienia ziemi, a potem napięcie będzie rosło. Tym trzęsieniem ziemi będzie oczywiście scenowe party, a później kilkasetkilometrowa wycieczka nad morze.

Biannual global youth bonanza*

Dziś w nocy nasi młodzi reprezentanci zafundowali nam wielki horror w meczu z Koreą. Tym bardziej dziwi pomeczowa wypowiedź trenera Michała Globisza, który powiedział:

"Cieszę się bardzo, że przeszliśmy do drugiej rundy i że trafimy na Argentynę. To nie był przypadek. Kiedy odzyskaliśmy siły, taktyka poskutkowała."

Chyba trener oglądał inny mecz niż ja, ponieważ dla mnie to była 90-minutowa obrona Częstochowy (z przerwą około 20 minuty) i bramką Dawida Janczyka w minucie 45-tej. Mimo wszystko nie przegrać też trzeba umieć. Brawo nasi!

* Tytuł zaczerpnięty ze strony FIFA.

Ała...

No tak, ten piątek nie będzie zapamiętany, jako najprzyjemniejszy dzień (jak to zwykle bywa) w tygodniu. Wszystko zaczęło się już o 4 rano - standardowy ból brzucha przechodzący później w ból dolnej części pleców aż do podbrzusza, bokiem. Tradycyjny, około copółroczny rytuał niektórym znanym jako kolka nerkowa spowodowana przesuwaniem się kamienia. Kto nie miał to nie wie, jakie to atrakcje.

Kiedy doświadczyłem pierwszy raz powyższych "przyjemności" (ok. 7 lat temu, jeszcze mieszkałem z rodzicami) moja mama u lekarza spytała się jakiego to jest rodzaju ból - lekarz stwierdził - "to tak, jakby Pani rodziła, tylko 2x bardziej". Tak więc userki Joggera, które mają dzieci wiedzą mniej więcej czego doświadczam raz na jakiś czas.

A miało być tak pięknie, pożyczyłem bowiem wczoraj od znajomego kierownicę, aby jeszcze bardziej podkręcać czasy w CMR. Dostałem też do testowania Richard Burns Rally i GT Legends - niestety dzisiejszy dzień poświęciłem głównie na odsypianiu nocy i środków przeciwbólowych.

Ale jutro sobie pogramy, wrażenia z testowania kierownicy oczywiście zamieszczę na blogasku.

Memory

Do dzisiejszego wydania Dziennika dołączona była czwarta płyta z kolekcji (firmowanej przez Mini Mini) Muzyka dla smyka. Tym razem płytka zawiera przeboje znane z kultowej audycji dla dzieci Tik-Tak. Słuchając znanego z dzieciństwa szlagieru pt. "Myj zęby" od razu przypomniała mi się przeróbka tekstu tej piosenki bardzo popularna za czasów mojego kształcenia się w podstawówce:

Szczota, pasta, kubek dynamitu,
Wielka eksplozja i już po krzyku.
Myję zęby wystające z gęby,
Bo pozostałe już zardzewiałe.

Idę spać ponieważ już mi głupoty do głowy przychodzą.

Środa minie - tydzień zginie

Równo dwa tygodnie temu pisałem, że prawdopodobnie do końca czerwca uda mi się skończyć CMR i zabrać się za własne przeżycie II Wojny Światowej z karabinem w ręku. Tak prosto niestety nie będzie z powodu parszywych Diamond Series w CMR - dramat normalnie. Podchodzę już do tego rajdu czwarty raz i najlepsze co mi się udało ugrać to trzecie miejsce w generalce po wszystkich wyścigach.

Tak, jak pozostałe rajdy udawało mi się kończyć na najwyższym stopniu pudła za maksymalnie trzecim razem to ten uparcie staje mi okoniem - czy tylko dlatego, że to jest ostatni to komputer tak się spręża? Czy może ktoś gra jeszcze w CMR 05 i może to potwierdzić, czy może ja jestem taki nieudolny?

Peugeot 206

Z pewnością na wyniki wpływają samochody, których akurat ja nie lubię - najlepiej jeździ mi się w tym rajdzie Peugeotem 206. Impreza, Lancer i Xsara jakoś nie pasują do poszczególnych odcinków, a Focus daje ostro ciała w Australii i Finlandii kiedy to na co większych hopach ląduje na boku lub dachu. I jak tu wygrać? Gdyby dało się pojechać Escortem Cosworth albo chociaż Celiką GT Four.

Tymczasem do weekendu coraz bliżej - tym razem nigdzie nie imprezuję, pora odpocząć.

Kolejny poniedziałek

Weekendowy wyjazd na imieniny do Grodziska udał się znakomicie, droga nawet pusta i byłaby przyjemna, gdyby nie fatalne oznaczenie skrętu na wiadukt kierujący na Mszczonów. Tak zmyślnie zastawionego zjazdu z "siódemki" należałoby tylko pogratulować. Dzięki temu musieliśmy nadrobić kilka kilometrów aby znaleźć dogodne miejsce do zawrócenia, a to nie było łatwe, ponieważ ta trasa jest rozkopana niemalże na całym odcinku Radom - Grójec. Na szczęście później już jest tylko cudowna, niedawno poprawiana trasa Grójec - Mszczonów.

Przed wyjazdem zainwestowaliśmy z małżonką w nowe (no, bez przesady) opony dzięki którym znacznie wzrósł komfort jazdy, szkoda tylko, że w sklepie z ogumieniem jak na złość trafiliśmy na zlot użytkowników Mercedesa, którzy musieli wymieniać wszystkie opony JUŻ, TERAZ.

Jutro żona z Juniorem jadą na większą wyprawę - ponad 300 kilometrów, więc modernizację trzeba byłoby zrobić i tak. Jak ja to przeżyję to nie wiem - prawie dwa tygodnie SAMODZIELNEGO gotowania. Producenci "chińskich" zupek zbiją na mnie majątek.

Najgorszą perspektywą jest to, że kolejny weekend dopiero za cztery dni.

Kontakt

Jeśli koniecznie chcesz się ze mną skontaktować...

  • Jabber: delyra@jabber.wp.pl
  • GG: 765628
  • e-mail: daniel.kozminski@gmail.com
  • tel: +48605650809