Ci, którzy czytają od czasu do czasu tego bloga wiedzą pewnie, że aktualną grą na tapecie jest Call of Duty 2. Gra niemłoda już, ale do tej pory granie w wyższych rozdzielczościach i w pełnych detalach sprawia problemy niejednemu komputerowi. Ale nie o tym miało być.
Gra się lekko, łatwo i przyjemnie... aż może za bardzo - powiedziałbym, że nawet na wyższych poziomach trudności jest ZA ŁATWO, poprzednia część (a w szczególności dodatek United Offensive) stawiała poprzeczkę znacznie wyżej - a może jestem już po prostu dobrze wytrenowany? Kolejna rzecz, która woła o pomstę do nieba to zachowanie się "brothers in arms" - tragedia, dramat, dno i metr mułu, dlaczego - oto jeden z przykładów. Nasi koledzy żwawo nacierający bok w bok z nami mimo, że widzą rzucane w ich kierunku granaty (po czym poznaję, że widzą - krzyczą ostrzegając nas o rzeczonym fakcie), ale nie opuszczają stanowiska tylko stoją usilnie się ostrzeliwując - herosi?
Kolejna sprawa to fakt, że nawet jeśli wraży żołnierz stoi obok i bije kolbą, bądź bagnetem naszego towarzysza to "skrzydłowi" miast dźgnąć go sami względnie palnąć przez łeb czymkolwiek starają się koniecznie do niego strzelać... Jeśli natomiast chodzi o granaty to myślę, że nie skłamię, jeśli napisze, iż stały się niemal najważniejszą bronią do rażenia wroga. Niemcy rzucają je wręcz garściami i cała sytuacja sprawa wrażenie, że gdzieś muszą mieć jakieś taczki, w których są te granaty dowożone.
Ogólnie jestem raczej zawiedziony, szczególnie, że w poszczególnych misjach nie widać specjalnie dramatyzmu i rozmachu, który był obecny w pierwszej części CoD. Fakt, mapy są większe (można kilkoma drogami dojść do celu) i rzadko kiedy biegamy sami - zawsze współdziałamy w ramach oddziału. Ale zobaczymy, przecież to dopiero początek gry.