Pierwszy dzień w pracy
Oj ciężko było wstać po blisko trzytygodniowym lenistwie... Odzwyczaiłem się tak bardzo, że wypadłem z porannego rytmu przygotowawczego polegającego na z góry zaplanowanej trasie - kuchnia, pstryk czajnik na herbatę, WC, ząbki (w tym czasie zagotowała się woda), kuchnia i zalanie herbaty, pstryk komputer, WC - myjemy resztę, komputer (herbata ciut ostygła) - kilka łyków... No, czujemy się w miarę przytomnie. Teraz spokojnie można się ubrać, doczytać pocztę na gmailu - szybki rzut okiem na zegarek, można wychodzić.
W pracy zostałem od razu rzucony na głęboką wodę tak, że nie było specjalnie czasu na odczuwanie pourlopowego kaca - to dobrze. Gratuluję teraz sobie, że tak zaplanowałem powrót z urlopu, iż w pracy jestem tylko dwa dni, potem weekend. Wydaje mi się, że lepiej się nie dało, nie wiem czy tak dobrze przeżyłbym dzisiejszy dzień mając na horyzoncie pięć dni pracy.
Mówiąc o sobocie i niedzieli to nie wygląda niestety na to, że wyjdziemy sobie na wcześniej zaplanowane dwa dni w wiejskiej głuszy, małżonka nadal raczy się czuć dosyć średnio i nie widać, żeby to miało się poprawić w ciągu dzisiejszego wieczoru i jutra. Wolałbym widzieć kilka spokojnych dni, a potem planować, bądź co bądź, ponad stukilometrową drogę.
salvadhor,
16 sierpnia 2007 @ 21:36:59
Specjaliście od zdrowia rozumkowego polecają dzielić urlop na krótsze, tygodniowe epizody - wtedy nie ma tego szoku po wkroczeniu z powrotem w wir pracy.
:)
dely,
16 sierpnia 2007 @ 21:59:09
Wg obowiązującego prawa to trzeba wziąć co najmniej 10 dni ciągiem ;) Potem zostaje raptem 16 dni, jak się tu rządzić ;)
papalka,
17 sierpnia 2007 @ 02:16:04
Oj tak. Moja mama od kilku dni truje, ze w poniedziałek musi wracac do pracy. Ja sie jeszcze delektuje wolnoscia, ale od pazdziernika 10miesieczna walka :D