Weekend ze zderzeniem
Wczoraj mieliśmy z rodziną ostro spacerowy dzień - a wcale tak miało nie być. Otóż na Air Show wybraliśmy się samochodem, tak aby zaoszczędzić trochę podeszwy na zwiedzanie lotniska i podziwianie samolotów. Niestety okazało się, że parkingi były wyznaczone tak daleko od lotniska (i to jeszcze po 10 złotych!), że postanowiliśmy zawrócić i zaparkować obok szwagierki, która mieszka mniej więcej w takiej samej odległości od imprezy jak wyznaczone miejsca do zostawiania samochodów - zawsze jakaś oszczędność.
Air Show, jak to wielka impreza - spęd ludzi straszliwy, idąc w kierunku kas widziałem rejestracje samochód z niemal całej Polski, w sumie nie ma się co dziwić takich pokazów nie ma zbyt często, a amatorów lotnictwa jest sporo. Organizacja niestety chyba przerosła gospodarzy ponieważ do przenośnych kibelków kolejki były najmniej kilkunastominutowe, a na żarcie trzeba było czekać momentami jeszcze dłużej. Nie wspomnę nawet o tym, że dzieci aby dostać się na kilka wielkich zjeżdżalni również były skazane na stanie w kilkudziesięciometrowych kolejkach po bilety, nam akurat się trafiła zabawna sytuacja polegająca na tym, że gdy dotarliśmy po sporym czekaniu do stolika z biletami - okazało się, że musimy poczekać ponieważ zabrakło biletów i Pan obsługujący kasę poszedł "dodrukować". A była to gdzieś dopiero 13:00.
Z całej wystawy mi najbardziej podobała się pozorowana walka Migów 29, oprócz tego co najmniej efektowne były przeloty Mi-24, huku było co niemiara. Co ciekawe, nie udało nam się na własne oczy zobaczyć zderzenia dwóch samolotów z grupy Żelazny - wiadomość o tym fakcie, dotarła do nas w momencie zatrzymania się w drodze powrotnej w barze. No cóż, takie wypadki się zdarzają i osobiście bardziej mnie uderzyła informacja o natychmiastowym ogłoszeniu kilkudniowej żałoby w mieście...
Z ciekawostek dodam, że udało się nam niepostrzeżenie pokonać barierki oddzielające gapiów od wystawy i wrzucić Juniora za stery Mi-24 oraz do przedziału dla desantu, młody był w siódmym niebie siłując się z drążkiem w potężnym śmigłowcu.
Wszystkie zdjęcia można obejrzeć na moim kawałku Picasy.
Kambel,
02 września 2007 @ 12:48:09
Witam, ja też byłem na Air Show i akurat miałem tą nie przyjemność widzieć na żywo. Zapraszam do mojej relacji oraz mojej galerii zdjęć. Pozdrawiam.
salvadhor,
02 września 2007 @ 19:17:59
Dlaczego uważasz za dziwny fakt ogłoszenia żałoby w mieście - zginęli w imprezie promującej miasto, żałoba to ruch jak najbardziej ludzki i na miejscu. Żałoba narodowa to termin wyświechtany i nadprogramowy, ale takie lokalne nieszczęścią na tego typu imprezach... Ludzie w pociągniętej do końca imprezie mieliby sobie siedzieć, przegryzać hamburgera zapijanego cocacolą i palcem sobie pokazywać szczątki na płycie lotniska ? No weź ...
dely,
02 września 2007 @ 19:25:58
Nie, nie. Oczywiście, że pokaz należało odwołać. Źle mnie zrozumiałeś. Chodzi mi o to, że żałoba (narodowa czy też lokalna) to coś wyjątkowego, czym się różnili (z całym szacunkiem dla nich i ich rodzin) od kierowców i ich rodzin - tych wypadków jest więcej i o tym się nie mówi więcej, jak zdawkowo na przedostatniej kolumnie gazet - zaraz za wynikami totolotka. Po prostu przechodzi się nad tym do porządku dziennego.
scanner,
02 września 2007 @ 20:07:33
Pierwsza myśl po zobaczeniu tytułu w na RSSie jaka mi wpadła do głowy była: "Kurde, rozwalili Coswortha"...
dely,
02 września 2007 @ 20:10:47
Haha, jeszcze (odpukać) nie mieliśmy okazji ;)
Faust,
03 września 2007 @ 13:30:35
Tez sie dalem nabrac:P
Moje podwórko,
04 września 2007 @ 18:00:29
No i (prawie) wykrakali
Wczoraj siedziałem sobie w pracy i błogie kodowanie w Visual Basic przerwała mi melodia z dema Odd Stuff, którą mam ustawioną w telefonie, jako dzwonek dla tych, których znam - dzwoniła żona, żeby mi się pochwalić, że w drodze do pracy [...]