Papug

Dzisiaj małżonka przyniosła ze szkoły klatkę z dwoma papugami - w szkole cztery dni wolnego więc ktoś musiał się nimi zaopiekować przez długi weekend. Oczywiście Junior nie posiadał się ze szczęścia i od razu spytał sie jak papużki mają na imię i który jest papug, a która papuga. Najprawdopodobniej obie są papugami płci żeńskiej. Bartek rozmawia z nimi, jak z kolega i takoż samo się zachowuje - pokazał im wszystkie zabawki i zaprezentował cały swój pokój.

Dodatkowo, mając na uwagę jutrzejszy zakaz handlu postanowiliśmy się wybrać do marketu na zakupy - ludzi w cholerę, a kolejki do kas przypominające święta względnie ostrą wyprzedaż. Poza tym aby ułatwić ludziom dokonanie niezbędnych zakupów (czyt.: aby powetować sobie straty) kierownictwo radomskiego M1 wydłużyło czas pracy do 24:00.

Przy okazji udało mi się podsłuchać niechcący rozmowę tatusia z jego (tak na oko) 8-letnim szkrabem przy regałach z grami:

- Taaaaato, kup mi Wiedźmina, taki fajnyyyy!
- No coś Ty, przecież dostałeś ostatnio GTA...

Huh? Gratulacje dla rodziców kupujących takie gry małym dzieciom. Jak dla mnie to GTA jest jedną z najbardziej brutalnych, nienadających się dla maluchów grą. No ale cóż - każdy kowalem swojego dziecka, czy jakoś tak. A mój Wiedźmin przyjdzie do mnie od małżonki na zbliżające się imieniny. W każdym razie gra ma spore powodzenie ponieważ widziałem przy kasie kilka osób i każda z nich miała przy sobie pudełko z nową grą CD Projektu.

Be pr0

Jest sobie taki pan, który pisze o komputerach w wielkim The Wall Street Journal - nazywa się Walter S. Mossberg, pisał o nim również, ze względu na artykuł o Ubuntu, byte. Otóż dzięki (podobno) bliskiej współpracy Dziennika i WSJ artykuły Mossberga można sobie czytać również po polsku w piątkowych wydaniach wspomnianego Dziennika. Ale, ale - to nie miała być reklama żadnego z wyżej wymienionych "papierników" - rozchodzi mi się tutaj głównie o jakość tłumaczenia.

O ile tekst czyta się łatwo i przyjemnie to w pewnych momentach zaczynamy się zastanawiać o co chodziło tłumaczowi, ponieważ nikt z nas (umówmy się) nie będzie podejrzewać Waltera o pisanie głupot. Oto ciekawsze kawałki z recenzji Leoparda od Apple (pogrubienia moje):

"Dostosowanie mojego iMaca do programu Leopard zajęło mi mniej niż godzinę i wszystkie procesy zostały ukończone, a wszystkie programy, wśród nich Microsoft Office w wersji dla Mac, wyszukiwarka Firefox Web i Adobe Reader, od razu działały poprawnie. (...) Wszystkie moje programy i pliki typu Vista też funkcjonowały bardzo dobrze."

"Moja stara drukarka atramentowa Hewlett-Packard, do której Vista nie ma programu, od razu zadziałała pod Leopardem i to nawet za pośrednictwem sieci."

"Następnie do testowanego laptopa włączyłem stary modem z telefonu Verizon i też wszystko działało"

"Komputer systemu Vista potrzebował dwóch minut na wykonanie operacji zimnego startu"

Wielkie brawa dla Dziennika za publikowanie zawartości z WSJ, ale z drugiej strony ogromna kotwica w plecy za tłumaczenia. Podejrzewam, że tłumacze są z łapanki, ponieważ żaden się nie podpisuje.

Od dawna również szykuję się do "pogratulowania" redaktorom piątkowego (fatum jakieś z tym piątkiem?), świetnego zresztą, dodatku Kultura, a konkretniej części poświęconej grom komputerowym - ale o tym później.

Ziew w rytmie klasyki

Oj sobie pospałem - dziś niewinnie po obiadku przyłożyłem oko do poduszki, tak na chwilkę. I co? Wstałem przed chwilą, akurat na mecz.

Notkę piszę słuchając muzyki z odkopanego przez Salvadhora Typhoona 2001, a Junior zobaczywszy w co tnę od razu się spytał rezolutnie, jak mi się udało wcisnąć kartridż z Jaguara do PC. Niemających dzieci należy uświadomić, że absolutnie dzieciom w takich przypadkach nie wolno odpowiadać wymijająco! Dlaczego? Ano jeśli nie udzielimy dziecku konkretnej i dokładnej odpowiedzi to któregoś dnia możemy znaleźć np. kartridż wciśnięty do CD-ROM względnie stacji dysków - i nie ma, że się nie da. DA! Dwa wejdą.

Co do samego Typhoona, to muszę przyznać, że odkąd ostatnio grałem to postęp dokonał się niesamowity - z ekranu ciekną tony kolorów i, może to nieco subiektywne odczucie, gra się trochę ciężej niż na oryginalnym T2000. Wizualnie w każdym poszło do przodu jak cholera, a z drugiej strony trzeba dodać, że nie przegięto. Jest dobrze.

Grać i nie narzekać! Szczególnie, że jest za free dla pingwinów i Windows.

Reaktywacja

Dłuższy czas nie pisałem, bo nie miałem czasu - mam zaświadczenie.

Można powiedzieć, że migracja na nową platformę zakończona, a system przypomina bardziej niż mniej poprzedni pod względem zainstalowanego oprogramowania - było warto. Przy okazji warto dodać, że 2 GB pamięci pozwala wyłączyć plik wymiany w całości - nawet gry (w każdym razie te, w które gram) nie zmuszają systemu do korzystania ze swapa. Miło.

Poza tym muszę z przyjemnością potwierdzić, że pogłoski o doskonałej podatności procesorów Pentium Dual Core na przetaktowanie są w żadnym stopniu nieprzesadzone. Za cenę kilkakrotnie niższą po podkręceniu otrzymujemy sporo wydajniejszy sprzęt - dodatkowo jest cicho i chłodno. Nie ma co wiele gadać - AMD na tym poletku niestety leży i kwiczy. Muszę jednak powiedzieć jedno - za system mocowania chłodzenia do podstawki LGA 775 Intel powinien zostać publicznie potępiony - już było dobre rozwiązanie z koszykiem i dźwignią to nie - musieli przekombinować. Będą się za to w piekle smażyć.

Junior już wyzdrowiał, co prawda zdarzy mu się raz na jakiś czas zakasłać, ale to już ostatnie podrygi konającej choroby - też miło. A na dodatek w tym tygodniu wypłata, wszystko więc wygląda pięknie i cudownie.

Boring i zmarnowany pomysł

No! Wczoraj tupnąłem nogą, że sprzętu jeszcze nie ma, a tu dziś dostałem numer listu przewozowego - kurier już pędzi żeby podrzucić nowy sprzęt. Widać Znak.pl czytuje blogaska i odpowiednio reaguje. Czyli jutro wielkie odkręcanie, przychodzi również nowy właściciel mojej starej płyty głównej, proca i pamięci - oby mu służyły jak najdłużej.

Po znakomitym demie Call of Duty 4 dziś testowaliśmy z Juniorem wersję demonstracyjną TimeShift (kolejne wciągnięte 1,2 GB). Muszę przyznać, że bardzo ostrzyłem sobie zęby na tą grę - zapowiadały ją doskonałe trailery, no i oczywiście wyobraźnia zadziałała. Tymczasem po ukończeniu testowego etapu muszę powiedzieć, że jestem zawiedziony. Zresztą Junior też, bo pograł kilka minut i odstawił - to wiele tłumaczy.

Co to ten TimeShift. Otóż wcielamy się w rolę gościa wyposażonego w kostium naszpikowany wysokiej klasy elektroniką. Kostium nas leczy, ostrzega przed niebezpieczeństwami i zapewnia radar, ale największym gadżetem, który weń wbudowano to urządzenie do manipulacji (timeshiftowania, huh) czasem! Czas możemy sobie spowolnić - żeby lawirować między pociskami wystrzeliwanymi przez wraże zastępy, zatrzymać - żeby np. wycelować w ukrytego snajpera czy też podbiec do zgrai wrogów względnie cofnąć w celu np. wybrania innego wariantu ataku. Taka aparatura daje nam nieocenioną przewagę w walce z przeciwnikami - wyobraźmy sobie sytuację, kiedy wchodzimy do pomieszczenia i zaskakuje nas kanonada przyczajonych wrogów, co robimy? Nic prostszego: wycofujemy się i cofamy czas (przeciwnicy NIE WIEDZĄ, że wejdziemy!!!), następnie zatrzymujemy czas i wbiegamy do pokoju wyrywając z rąk broń (tak!) nieruchomym przeciwnikom, po chwili czas rusza, a wrogowie oniemiali rozglądają się po sobie nie wiedząc co się stało. Prawda, że tak łatwiej?

Grafika w grze jest przeładowania shaderami, wręcz nimi ocieka. Łatwo można zobaczyć krople deszczu rozbijające się o nasz hełm, prawdziwie mokre chodniki czy wysokiej jakości tekstury. Warto również wspomnieć, że niemalże cały teren można hmm... zmieniać. Czyli jeśli będziemy ostro walić z shotguna w ścianę, to po pewnym czasie potrafi się ona zawalić. Otaczającym nas dźwiękom również nie można wiele zarzucić. Co jest więc nie tak?

Po pierwsze: misja w demie jakoś specjalnie nie zachęca do kupna gry, jest sporo nijaka. Widać, że chciano w niej przedstawić jak najwięcej "ficzerów" z całego tytułu. Odrobinę przesadzono.

Po drugie przesadzono, według mnie, również z ilością elementów w grafice, szczególnie z shaderami. Wszystko się błyszczy, pływa i faluje. Czasem ciężko jest natomiast zobaczyć wroga.

Po trzecie żeby dobrze wyglądać gra ma swoje wymagania... Muszę przyznać, że po włączeniu (nie wszystkich!) efektów na bardzo dobrą jakość framerate oscylował w bardzo dolnych granicach akceptacji. Wspomniane wcześniej CoD4 nie wygląda gorzej, a śmiga płynniutko.

A po czwarte i ostatnie - demo nie ma "tego czegoś", co zachęciłoby mnie do jej natychmiastowego zakupu. Szkoda według mnie zmarnowanego pomysłu - a może po prostu źle wybrano pomysł na demo?

Pypeć

Młody zasadniczo jest już zdrowy, po kaszlu nie ma już prawie śladu - natomiast pojawił się nowy problem. Otóż w paszczy Juniora pojawił się pypeć, który podobno strasznie boli - podobno (tak zeznała lekarka) to jest dodatek do przeziębienia, które właśnie się kończy. No cóż, nie takie rzeczy się przeżywało - damy radę.

Tymczasem czekam już od piątku na dostawę nowego sprzętu ze sklepu znak.pl - spieszyć się widać nie mają zamiaru, ale to pewnie jest pochodna tego, że ceny mają naprawdę nieziemsko niskie, momentami taniej niż na allegro. To jest warte przeczekania. Przeczekuje też co za tym idzie kolega z pracy, który łyka mój obecny konfig, on też raczej płakać nie będzie ponieważ sprzedaję go dosyć tanio. Dlaczego? Otóż dlatego, że wolę sprzedać ciut taniej i znać człowieka, który będzie użytkował sprzęt wiedząc, że nie będzie marudzić:

  • A to płyta główna nie w takim odcieniu, o którym marzę,
  • A to, że pod mikroskopem w lewym górnym rogu znalazł 2 mikrony kurzu,
  • A to, że wynik w 3dmarku jest o 1 punkt niższy niż obiecywałem.

Wiecie mniej więcej o co chodzi? W każdym razie do końca tygodnia sprzęt powinien być u mnie na biurku... Tzn. pod biurkiem.

Modern Warfare

Dziś FIFA zrobiła mi brzydki dowcip. Staram się dziennie rozegrać ze 2-3 meczyki w ramach kariery i tak mniej więcej w półtora tygodnia zrobić cały sezon. No i udawało mi się do dnia dzisiejszego zachować dobre tempo - dziś miałem już za sobą dwa meczyki, z Górnikiem i Zagłębiem Lubin, w obu oczywiście do przodu. Mecz z Zagłębiem właśnie się skończył i zapragnąłem sobie zgrać powtórki żeby się pochwalić na blogasie... a tu "Program wykonał itp.". Noszszszsz! Oczywiście po każdym meczu się nie zapisywałem. Dramat! A chciałem zapisać sobie powtóreczkę ponieważ okazało się, że w FIFA 08 bramkarze nauczyli się popełniać błędy - udało mi się tak strzelić, że piłka dosyć wolno leciała w stronę bramkarza, że ten przyklęknął sobie i spokojnie oczekiwał aż ta wleci mu prosto w rękawice. A piłeczka nagle podskoczyła i przeleciała mu między nogami. Ale niestety nie zobaczycie tego, z powodu, jak wyżej.

Doszedłem również do wniosku, że kilka dni to sporo za dużo, jak na leżenie niesprawdzonego dema Call of Duty 4. W demie jest jedna misja, w której trafiamy w środek wielkiej bitwy z (a jakże) muzułmańskimi bojówkami.

Krótko - gra zrywa włosy z klaty, kask z głowy i gasi światło w lodówce. Grafika wgniata w krzesło, liczba szczegółów, drżenie rozgrzanego powietrza czy rozmazany czasem widok podczas zbliżeń budują niesamowity obraz wojny. Filmy z YouTube, trailery i inne arty nie oddają nawet w części tego, co można zobaczyć podczas gry. Poza tym warto dodać, że mimo graficznego przepychu gra zwija się bardzo sprawnie - u mnie na, już nie state-of-the-art sprzęcie, Athlonie X2 3800+ z GeForce 7900GS rozgrywka toczyła się bez żadnych przycinek w rozdzielczości 1280x1024 z wszystkimi detalami na maksimum. Medal of Honor Airborne może się zacząć bać.

Zdrowia jak na lekarstwo

Przedwczoraj Juniorowi się zachorowało. Co prawda od kilku dni już chodził i prychał, ale myśleliśmy, że to zwykłe jesienne przeziębienie - niestety w czwartek zadzwoniła do mnie przedszkolanka przekazując, że Bartka boli głowa i chce żeby go zabrać wcześniej do domu. Zaraz po tym, jak go odebrałem żona zawiozła go do lekarza i przywiozła z informacją o przepisanym antybiotyku. No cóż - jesień w pełni więc wirusy hasają.

Powoli oswajam się z grą padem w FIFA 08, myślę, że kiedy rozegram pełny sezon to palce będą się już same układać na odpowiednich klawiszach i nie będę wcale tęsknić za klawiaturą. Ale to jeszcze nie teraz.

Dziś ściągnąłem demo Call of Duty 4 - myślę, że to będzie dobry przerywnik w rozgrywanych w pełni sezonach i kopaniu okrągłej szmacianki. A w ogóle to do czego to dosżło, że dema gier zajmują ponad 1 GB (wspomniane CoD 4 zajmuje 1.4 GB!!!) - widać producenci mocno wierzą w rozpowszechnienie szerokopasmowego Internetu.

Pad nie padł

Achhh wpisów ostatnio mniej ponieważ na tapecie jest oczywiście FIFA 08 i większość wolnego czasu poświęcam na doskonalenie techniki - prosta sprawa.

Wczoraj aby zwiększyć swoje szanse na przyszłe, coraz trudniejsze, potyczki zainwestowałem oszałamiającą kwotę 35 Polskich Nowych Złotych w najwyższej jakości pada marki SpeedLink - nałogowym graczem, w gry wykorzystujące pada, nie jestem więc wystarczył taki model. Szczególnie, że bardzo dobrze leży w dłoniach, nie skrzypi i ogólnie da się nim grać.

Problem unaocznił się niestety po włączeniu gry - nie udawało mi się zrobić żadnego triku przeznaczonym do tego celu prawym analogiem, na początku składałem do na karb braku przyzwyczajenia do pada - w końcu od zawsze grałem w FIFA klawiaturą. "Kiedyś zaczną wychodzić" - myślałem. Ale nie wychodziły... "No kochaaaany" - pomyślałem sobie - nie po to się wydaje kupę kasy, żeby i tak nie móc robić finezyjnych zwodów w grze, coś musi być nie tak.

Pierwsze kroki od razu do kalibratora - wszystko działa, wszystkie 12 przycisków klika jak trzeba, oba analogi (w tym ten feralny prawy) oraz krzyżak w kalibratorze działają jak trzeba. No to pewnie FIFA ma specjalne wymagania - pogrzebałem w folderach w moim profilu i znalazłem plik odpowiadający za konfigurację padów, a w nim listę obsługiwanych padów - oczywiście o SpeedLinkach to nikt nie słyszał. Ale przecież Polak potrafi - wygooglałem, który z obsługiwanej listy padów ma tyle samo przycisków co mój i po prostu zmieniłem nazwę w pliku. Działa! Zwody, kółeczka i wszelkie podskoki działają - HURA!

Dalsze googlanie przyniosło gotowy plik konfiguracyjny, który doklejamy do pliku ~\Moje Dokument\Fifa 08\user\devdata.dat:

[Speed-Link SL-6535 USB Pad|Speed-Link SL-6535 USB Pad]
DEADZONES=0.3,0.3,0.3
5|24|3,5|25|4,2|26|5,2|27|6,0|18|21,0|19|22,0|16|19,0|17|20,1|22|5,1|23|6,0|20|3,0|21|4,0|1|2,1|3|2,2|0|2,3|2|2,4|14|2,5|13|2,6|11|2,7|10|2,8|9|2,9|8|2
5|24|3,5|25|4,2|26|5,2|27|6,0|18|21,0|19|22,0|16|19,0|17|20,1|22|5,1|23|6,0|20|3,0|21|4,0|0|2,1|1|2,2|2|2,3|3|2,4|11|2,5|14|2,6|10|2,7|13|2,8|9|2,9|8|2
5|24|3,5|25|4,2|26|5,2|27|6,0|18|21,0|19|22,0|16|19,0|17|20,1|22|5,1|23|6,0|20|3,0|21|4,0|0|2,1|1|2,2|2|2,3|3|2,6|11|2,7|14|2,4|10|2,5|13|2,8|9|2,9|8|2

Od tej chwili przeciwnicy ze strachem rozpoczynają mecz - teraz już nie będzie tak łatwo. Jako rozgrzewkę przez te kilka rozegrałem sobie pełen sezon Orange Ekstraklasy i udało mi się uplasować aż na trzecim miejscu - co przy nieco wyśrubowanym poziomie trudności i pozamienianych w stosunku do poprzednich edycji przyciskach wydaje się całkiem niezłym osiągnięciem. A niedługo przyjdzie czas na rozgrywki sieciowe!

Święty Mikołaj

Dzisiaj zacząłem odgruzowywać piwnicę, do której się wreszcie dostaliśmy po ponad sześciu latach mieszkania w naszych własnych czterech kątach. Wczoraj walczyłem z wiertarką przewiercając stary zamek i muszę z przykrością powiedzieć, że włamywacz byłby ze mnie jak z koziej... Zresztą nieważne, ważne jest to, że udało się stary zamek sforsować i założyć nowy.

Nasza piwnica okazała się być całkiem spora i po brzegi wypełniona słoikami - poprzedni właściciel mieszkania musiał być jakimś zagorzałym kolekcjonerem słoików, stoi ich tam setki. Dziś wynosiłem je workami kilka razy na śmietnik, a i tak jeszcze wszystkich nie wyniosłem, zostało jeszcze półtorej półki słoików i kilka większych gratów w postaci skrzynki z zardzewiałymi gwoździami oraz prawdopodobnie niesprawnej farelki. Musiałem śmiesznie wyglądać dźwigając wielkie wory na plecach niczym Święty Mikołaj - całe szczęście, że było już ciemno i nie wzbudzałem specjalnych sensacji na osiedlu.

W poniedziałek wejdzie tam ciężki sprzęt w postaci szczoty i zmiotki - piwnica jest na tyle spora, że nawet rower Juniora na zimę wejdzie i wreszcie pozbędziemy się niepotrzebnych pudeł, których nie chcę wyrzucać (bo "przydadząsię") i innych szpargałów, jak posprzątam to obiecuję fotki.

Do przerwy 0:1

Od dwóch dni walczę z FIFA 08 - szczerze mówiąc jest ciężko. Najgorszą rzeczą, jaką Kanadyjczycy z EA Sports zafundowali starym graczom zaprawionym w bojach z poprzednimi edycjami gry jest zmiana przycisku do przełączania zawodników i zarządzania pressingu. Dopiero po chyba dwudziestym meczu widzę, że jakoś się powoli przestawiam - na początku traciłem głupie bramki przez przyzwyczajenia z poprzednich edycji.

Jakie mamy najważniejsze zmiany w porównaniu z FIFA 07:

  • wspomniana zmiana przycisku przełączania zawodników
  • znacznie trudniej jest zagrać idealne "w uliczkę" bądź na dobieg
  • bramkarze dokonują nierzadko cudów i bronią w nieprawdopodobnych sytuacjach
  • dodano tryb "Be Pro" polegający na kontrolowaniu przez cały mecz bądź sezon tylko jednego zawodnika
  • dodano tryb grania jedną formacją - np. kierujemy tylko pomocnikami
  • więcej opcji gry sieciowej

Niestety nie zmieniła się ani trochę grafika - cały czas jest to ten sam silnik, co w poprzedniej edycji. A posiadacze konsol mają już nową grafikę... Jawna dyskryminacja ;)

Edson

Ale wzrósł poziom realizmu - Edson jest tak samo słaby w grze, co na prawdziwych boiskach.

To koniec

Jakoś mnie naszło żeby zagrać dziś trochę dłużej w Mortyra i... niechcący ukończyłem grę! Okazało się, że 8 misji to wszystko, co oferuje nam City Interactive w tej grze, oj nie jestem zadowolony, oj nie. Ale po kolei.

Siódmy epizod rozpoczynamy wskakując do pędzącego pociągu - okazało się, że Halny (dowódca oddziału partyzantów, do którego nas przydzielono) dowiedział się o tajnej niemieckiej fabryce broni, decyzja zapadła - sabotaż. Jako, że fabryka jest silnie broniona najlepszą metodą dostania się do środka będzie skorzystanie z pociągu wiozącego komponenty do budowy broni. Po dostaniu się do pociągu musimy go "oczyścić" z Niemców, tak aby podczas podróży nikt się nie zorientował, że jedziemy na gapę. Przebiegamy więc przez wszystkie wagony kierując się do parowozu, po drodze okazuje się, że pociąg jest eskortowany przez myśliwiec wroga, który niestety w pewnym momencie orientuje się, że coś jest nie w porządku. Na szczęście na jednym z wagonów zamontowany jest ckm, który doskonale nadaje się do sprowadzenia na ziemię natrętnego ptaszka. Docieramy do maszynisty, terroryzujemy go bronią i... Koniec etapu.

Ósma misja, jak się później okazało - ostatnia, rozpoczyna się na stacji kolejowej, na której zatrzymał się porwany przez nas pociąg. Stacja jest pełna wrażych wojsk, wywiad Halnego nie mylił się, czeka więc nas solidna przeprawa. Po przedarciu się przez stację kierujemy kroki w stronę widniejącej w oddali fabryki po drodze minując zaparkowane nieopodal stacji Tygrysy. Uff, a to dopiero początek akcji. Przed budynkiem napotykamy gotową do startu rakietę V2 - trzeba się spieszyć. Wysadzając kolejny czołg (całe szczęście był bez załogi) odkrywamy przejście prowadzące do wejścia fabryki. Przebijając się przez strażników nieustannie zasypujących nas pociskami zza węgła minujemy budynek nastawiając zapalniki na krótki czas i wyskakujemy przez okno... Fabryka wybucha, ale nagle słyszymy komunikat z megafonu, że za 10 sekund wystartuje V2, jest więc sporo czasu żeby jej to uniemożliwić - kilka laseczek dynamitu i obserwujemy wielkie BUM. Jeszcze tylko obejrzymy końcową PLANSZĘ i... gratulacje - ukończyliśmy grę.

Koniec gry - czas więc na podsumowanie. Biega i strzela się bardzo miło, Niemcy są przeraźliwie celnymi strzelcami, pierwsza, czasem druga kula nie trafia - następne perforują ciało naszego bohatera do postaci szwajcarskiego sera najwyższej próby. Niestety skrypty kontrolujące ich zachowanie są nadzwyczaj ubogie i wybitnie powtarzalne. Hitlerowcy potrafią sypać zza węgła, wycofywać się by schować się za jakąś skrzynkę i stamtąd prowadzić ogień. Niestety zawsze tak samo. Niezależenie od tego jak się zachowamy - Niemcy zawsze zrobią to samo.

Grafika - rewelacji niestety nie ma, widać jak na dłoni, że silnik Chrome do ostatnich krzyków technologii już nie należy. Niemniej jednak bardzo miło zobaczyć jest swojskie okolice, kolorową polską wieś - tu czuć, że jesteśmy u siebie. Szkoda, że tak krótko.

Zdecydowanie nie spodobało mi się kilka drobiazgów. Po pierwsze - autozapis, gra co chwilę sama zapisuje nasze postępy oczywiście zamrażając ekran, sterowanie oraz dźwięk. Pół biedy, kiedy stanie się to podczas człapania z jednego checkpointa do drugiego, często zdarza się, że gra freezuje się podczas rozmów, skoku czy też strzelania - akurat wtedy następuje autozapis.

Po drugie - kiedy zginiemy gra oczekuje, że akurat wznowimy ją spacją. Tylko i wyłącznie spacją - innych klawiszy nie ma. Najczęściej giniemy podczas wymiany ognia z wrogiem i wydaje mi się, że nic by się strasznego nie stało gdybyśmy mogli szybko wznowić grę klikając myszą lub naciskając dowolny klawisz - ale nie. Musimy szukać spacji.

Po trzecie - gra jest polska, toczy się w Polsce, a gadają po angielsku - WTF? Dobrze, że chociaż hitlerowcy krzyczą po swojemu i są podpisy dla tych, którzy po angielsku ani be, ani me.

Po czwarte - gdzie jest outro? Bo jednego ekranu z obrazkiem medalu nie przyjmę, nie akceptuję i uważam to za wielki skandal. Nic mnie tak (od zawsze) nie wyprowadzało "z nerw", jak to, że gram kilka dni (tygodni), poświęcam grze swój wolny czas, a producentowi nie chce się nagrodzić moich wysiłków fajnym zakończeniem. Nie lubię was (celowo z małej litery) panowie z City Interactive i jesteście gnojkami - brak outra to zbrodnia i koniec.

Po piąte i ostatnie - dlaczego tak krótko? Nikt nie oczekiwał raczej ogromu misji, które oferuje nam np. Call of Duty, nikt nie oczekiwał ich potężnego rozbudowania, ale osiem epizodów, z tego co drugi dający się przejść w kilkanaście minut to już lekka przesada! Myślę, że naprawdę nic by się nie stało gdyby tych misji było szesnaście, albo dwadzieścia - proces produkcyjny wydłużyłby się i można by nawet zażądać zamiast 19,90 zł - trzydzieści złotych. Ja bym zapłacił - wolę jedną dłuższą grę niż dwie krótkie.

Mortyr 3
Kliknij obrazek żeby powiększyć

Gdyby ktoś się mnie spytał czy warto kupić Mortyra 3 to powiem, że tak. Warto, kosztuje niewiele, kilka fajnych wrażeń pozostaje - jest ich więcej niż porażek. TYLKO CZEMU TAK KRÓTKO!!! Kolejna gra w kolejce - FIFA 08, będzie się działo!

Latające talerze

Nowy dzień i kolejne dwa epizody Mortyra 3 za mną. W briefingu do piątej misji dowiadujemy się, że Niemcy solidnie odczuli napad na bank i zintensyfikowali akcje przeciwko podziemiu. Na skutki tej akcji nie trzeba było długo czekać - nakryto nielegalną drukarnię w Warszawie, właśnie trwa akcja. Naszym zadaniem będzie osłanianie zza barykady wycofujących się żołnierzy AK. Po krótkiej strzelaninie zostajemy zmuszeni do odwrotu, wraz ze znaną z poprzedniego epizodu Marią, przez okoliczne budynki, niejako przy okazji zaminowując jeden z nich - niestety okazuje się, że ładunki podłożone przez Mortyra z niewiadomych przyczyn nie wybuchają. Maria wbiega z powrotem do budynku aby ręcznie uruchomić bomby i w tej chwili następuje eksplozja... Na szczęście udaje się nam ją wydostać spod gruzów - koniec kolejnego krótkiego, za krótkiego epizodu.

Misja szósta to już rasowy sabotaż. Tym razem zostajemy przerzuceni w okolice Bochni, gdzie mamy zakraść się w okolicę lotniska, z którego startują bombowce powodujące duże straty na froncie wschodnim. Celem misji jest przeniknięcie do stanowiska obrony przeciwlotniczej i ostrzelanie wracających z bombardowania samolotów. Najpierw musimy przedrzeć się przez dosyć mocno bronioną wioskę i kluczyć między budynkami, aby nie nadziać się na ustawione gdzieniegdzie gniazda z MG-42. Okrążając niebezpieczne miejsca odkrywamy most, po którym udajemy się do baraków przy lotnisku (most na wszelki wypadek minujemy i wysadzamy, tak aby pościg z wioski miał nieco utrudnione zadanie). Drogę do działek p-lot niestety blokuje wieża strażnicza - wysadzić się jej nie da, ale można się zakraść, załatwić wartownika i jeszcze skorzystać z ckm aby powstrzymać nadciągające posiłki. Samo ostrzeliwanie samolotów to już pestka, od czasu do czasu pojawi się jakiś myśliwiec, który nieco nam uprzykrzy strącanie bombowców - ale łatwo się pozbyć i tego problemu. Koniec epizodu nr 6 i krótka refleksja - samoloty są wymodelowane całkiem do rzeczy, niestety tą rzecz psuje (na amen!!!) sposób zrobienia śmigieł... Wszystkie latające maszyny wyglądają jakby miał w miejscu silników przyklejone talerze, uwierzcie - paskudny widok.

Pchełka powiększająca favikonki

Gdyby ktoś potrzebował powiększyć favikonki komentujących nasze wpisy na Joggerze, to może skorzystać z poniższej pchełki napisanej przeze mnie w Javascript.

function resizeFav(){
    f = document.getElementsByClassName('favicon');
    for (i in f) {
        f[i].width = "50";
        f[i].height = "50";
    }
}

Oprócz samej pchełki potrzebna jest funkcja getElementsByClassName, jako, że używam Lightboxa to mam również dołączane Prototype, które zawiera potrzebny kod. Wszelka krytyka mile widziana - być może da się to jakoś zrobić jeszcze prościej ;)

Sam przeciw wszystkim

Kolejny dzień gry w Mortyra 3 zaowocował aż dwoma ukończonymi epizodami - nie ma co ukrywać, za krótkimi żeby je ocenić nawet na mocną czwórkę.

Pierwszy z nich (a trzeci z kolei) to wspomniany w poprzednim wpisie rajd na warsztat naprawczy czołgów pod Płockiem. Rozpoczynamy misję kilka kroków od obozu, w którym to hitlerowcy konserwują swoje stalowe rumaki, po rozbiciu kilku patroli docieramy, w międzyczasie zdobywając snajperskiego Mausera 98k, do bram. I tu kolejna rzecz, która mi się bardzo nie spodobała - nasz bohater podczas celowania przez lunetę dosłownie zastyga w ruchu, nie ważne czy kucamy, leżymy względnie biegniemy - obraz w lunecie jest idealnie stabilizowany. Z drugiej strony nie można się spodziewać specjalnego realizmu w grze wybitnie budżetowej.

Po dotarciu do obozu standardowo eksterminujemy napotkanych pachołków Hitlera i wkraczamy do warsztatu, niestety sprytni Niemcy zamykają nam drzwi za plecami czym odcinają nam drogę ucieczki - trudno, darmo, trzeba się przebijać przez halę zastawioną maszynami aby dostać się do czołgów, wcześniej otwierając zatrzaśnięte bramy. Na zewnątrz podkładamy pod czołgi świąteczne paczki z dynamitem i zwiewamy na z góry upatrzone pozycje, ale... Okazało się, że w pobliżu przypadkiem przejeżdża kolumna czołgów, która zaalarmowana wybuchami z warsztatu postanowiła sprawdzić czy może nie trzeba pomóc - z ucieczki nici. Na nasze szczęście przed budynkami stoi sobie działo przeciwpancerne z kompletem amunicji - dlaczego więc z niego nie skorzystać, szybko podbiegamy i z bezpiecznej odległości wysyłamy nadciągające Tygrysy do krainy wiecznego złomu. Niestety gdy byliśmy zajęci nierówną (oczywiście nierówną dla kolumny pancernej) walką z nacierającym żelastwem od tyłu otoczyli nas wrogowie - jedyne co zrozumiałem to znajome z wielu filmów "Hände hoch" i gest powitalny w postaci uderzenia kolbą. Zostaliśmy pojmani...

Czwarty epizod rozpoczynamy budząc się "na dołku". Po przetarciu oczu na więziennym stoliku zauważamy zawiniętą w gryps pigułkę - "Jeśli chcesz się wydostać połknij ją". Tak rzecze napis na karteczce, cóż mamy do stracenia - połykamy i... odpływamy. Kolejne przebudzenie następuje w kostnicy, gdzie czeka na nas przedstawicielka AK, która to podrzuciła nam sposób na wydostanie się z niemieckiej celi, dołączamy do niej i zostawiając za sobą trupy strażników uciekamy z więzienia - jak się później okazuje znaleźliśmy się w okupowanej Warszawie!

Dalszy ciąg czwartego epizodu to napad na bank... Tu nieco zatrzymam się z relacją, bo nie wytrzymałem. Czy ktoś mi może wytłumaczyć po co partyzantom pieniądze z niemieckiego banku? Skoczą z wózkiem do najbliższego marketu żeby sobie dokupić broni względnie amunicji? Znacznie lepszy byłby napad na transport zaopatrzenia względnie jakiś arsenał, no cóż - tu scenarzyści dali plamę po całości. Wracając do akcji to przebiegła gładko, jak po maśle - Niemcy widać myśleli tak, jak ja i bank nie był za mocno broniony, naliczyłem mniej niż dziesięciu strażników, z czego połowa miast zabarykadować się w środku i wezwać posiłki wybiegła nam na wprost padając od razu na ziemię pod zmasowanym ogniem żołnierzy AK. Szybka przebieżka po wnętrzach banku połączona ze strzelaniem zza rogu, wysadzenie drzwi od skarbca i już uciekamy podstawioną ciężarówką... CDN.

Kontakt

Jeśli koniecznie chcesz się ze mną skontaktować...

  • Jabber: delyra@jabber.wp.pl
  • GG: 765628
  • e-mail: daniel.kozminski@gmail.com
  • tel: +48605650809