Sam przeciw wszystkim
Kolejny dzień gry w Mortyra 3 zaowocował aż dwoma ukończonymi epizodami - nie ma co ukrywać, za krótkimi żeby je ocenić nawet na mocną czwórkę.
Pierwszy z nich (a trzeci z kolei) to wspomniany w poprzednim wpisie rajd na warsztat naprawczy czołgów pod Płockiem. Rozpoczynamy misję kilka kroków od obozu, w którym to hitlerowcy konserwują swoje stalowe rumaki, po rozbiciu kilku patroli docieramy, w międzyczasie zdobywając snajperskiego Mausera 98k, do bram. I tu kolejna rzecz, która mi się bardzo nie spodobała - nasz bohater podczas celowania przez lunetę dosłownie zastyga w ruchu, nie ważne czy kucamy, leżymy względnie biegniemy - obraz w lunecie jest idealnie stabilizowany. Z drugiej strony nie można się spodziewać specjalnego realizmu w grze wybitnie budżetowej.
Po dotarciu do obozu standardowo eksterminujemy napotkanych pachołków Hitlera i wkraczamy do warsztatu, niestety sprytni Niemcy zamykają nam drzwi za plecami czym odcinają nam drogę ucieczki - trudno, darmo, trzeba się przebijać przez halę zastawioną maszynami aby dostać się do czołgów, wcześniej otwierając zatrzaśnięte bramy. Na zewnątrz podkładamy pod czołgi świąteczne paczki z dynamitem i zwiewamy na z góry upatrzone pozycje, ale... Okazało się, że w pobliżu przypadkiem przejeżdża kolumna czołgów, która zaalarmowana wybuchami z warsztatu postanowiła sprawdzić czy może nie trzeba pomóc - z ucieczki nici. Na nasze szczęście przed budynkami stoi sobie działo przeciwpancerne z kompletem amunicji - dlaczego więc z niego nie skorzystać, szybko podbiegamy i z bezpiecznej odległości wysyłamy nadciągające Tygrysy do krainy wiecznego złomu. Niestety gdy byliśmy zajęci nierówną (oczywiście nierówną dla kolumny pancernej) walką z nacierającym żelastwem od tyłu otoczyli nas wrogowie - jedyne co zrozumiałem to znajome z wielu filmów "Hände hoch" i gest powitalny w postaci uderzenia kolbą. Zostaliśmy pojmani...
Czwarty epizod rozpoczynamy budząc się "na dołku". Po przetarciu oczu na więziennym stoliku zauważamy zawiniętą w gryps pigułkę - "Jeśli chcesz się wydostać połknij ją". Tak rzecze napis na karteczce, cóż mamy do stracenia - połykamy i... odpływamy. Kolejne przebudzenie następuje w kostnicy, gdzie czeka na nas przedstawicielka AK, która to podrzuciła nam sposób na wydostanie się z niemieckiej celi, dołączamy do niej i zostawiając za sobą trupy strażników uciekamy z więzienia - jak się później okazuje znaleźliśmy się w okupowanej Warszawie!
Dalszy ciąg czwartego epizodu to napad na bank... Tu nieco zatrzymam się z relacją, bo nie wytrzymałem. Czy ktoś mi może wytłumaczyć po co partyzantom pieniądze z niemieckiego banku? Skoczą z wózkiem do najbliższego marketu żeby sobie dokupić broni względnie amunicji? Znacznie lepszy byłby napad na transport zaopatrzenia względnie jakiś arsenał, no cóż - tu scenarzyści dali plamę po całości. Wracając do akcji to przebiegła gładko, jak po maśle - Niemcy widać myśleli tak, jak ja i bank nie był za mocno broniony, naliczyłem mniej niż dziesięciu strażników, z czego połowa miast zabarykadować się w środku i wezwać posiłki wybiegła nam na wprost padając od razu na ziemię pod zmasowanym ogniem żołnierzy AK. Szybka przebieżka po wnętrzach banku połączona ze strzelaniem zza rogu, wysadzenie drzwi od skarbca i już uciekamy podstawioną ciężarówką... CDN.
Clou,
01 października 2007 @ 17:38:32
a propos niemieckiej gotówki to taka chyba zawsze była potrzebna :)
akcja z pigułką mi sie z matrixem skojarzyła :D
Jak grywalność? Gdybyś porównał to niż CoD , albo medal of honor?
dely,
01 października 2007 @ 17:56:16
No niestety jest gorzej niż w CoD i MoH... Ale da się grać - zobaczymy co będzie dalej, walka trwa :)