I po ptokach
Podsumowanie naszego "występu" na Euro może być tylko jedno - klapa. Ale czy na pewno zagraliśmy tak słabo, czy może po prostu na miarę swoich możliwości?
Recenzując z pozycji fotelowej każdy z nas jest pewien, że poprowadziłby naszą sborną lepiej, a co najmniej tak samo jak Leo. Trzeźwo natomiast patrząc wydaje mi się, że mimo tego, iż kilku graczy zagrało poniżej swojego poziomu to tragedii nie było. Po prostu wszyscy uważaliśmy, że wyjście z grupy jest w naszym zasięgu - tylko nikt jakoś nie zwrócił uwagi na to, że na tym turnieju nie było słabeuszy! Co innego kilkunastomiesięczne eliminacje, a czym innym jest turniej, na który jadą silne drużyny - i w żadnej z nich nie grają drwale czy dentyści, którzy jako hobby kopią sobie piłeczkę.

Zagraliśmy na miarę swoich możliwości czyli po prostu słabo - kiedyś Jan Tomaszewski powiedział, że polska reprezentacja to Krzynówek i dziesięć koszulek. W Austrii i Szwajcarii grał Boruc, Roger, Saganowski i osiem koszulek - to i tak znaczny postęp. Ci, którzy liczyli na wyjście z grupy byli niepoprawnymi optymistami, a wystarczyło trochę szczęścia (bo umiejętności nie przychodzą ot, tak) ponieważ Niemcy są słabi, jak nigdy, Austria to europejski słabeusz, a Chorwaci grali ospale żeby się nie spocić.
Za dwa lata mundial w RPA.