Star Trek Zero

Co prawda miałem iść już w piątek, ale dzięki splotowi niekorzystnych okoliczności (czyt. braku chętnych na opiekę na Juniorem Jr) wybraliśmy się z Żoną i Juniorem Sr dopiero w niedzielę. Szybka opinia - film jest dziwny, nawet bardzo.

Klimat wyjątkowo odbiega od wszystkiego, co było do tej pory w ST. Czyli jest dobrze, bo jest inaczej, niespodziewanie? Niekoniecznie - plot jest ciekawy (o tym chwilę dalej), nie ma chwili nudy, czego w nadmiernych ilościach dostarczał nam Nemesis, a jest jakoś... dziwnie ;) Zupełnie inaczej wyobrażałem sobie młodego Spocka (genialny w tej roli Zachary Quinto), żeby nie wspomnieć o JT Kirku, natomiast Scotty, Sulu i w szczególności Chekov ("Łiktor, Łiktor") spełnili moje oczekiwania. Efekty specjalne to klasa sama w sobie, scenografia też - po raz pierwszy mogliśmy zobaczyć maszynownię wypełnioną labiryntem rur, wciąż żyjącą dwulitem (nawet w Enterprise jakoś było tam za czysto), natomiast mostek jakiś taki za sterylny...

Co do scenariusza to nie podobało mi się kilka rzeczy (UWAGA, SPOILERY!!!). Dlaczego ani Ziemia, ani Wolkan nie zostawiają porządnej floty dla obrony planety? Jeden górniczy okręt (no, może nowocześniejszy, bo z przyszłości) załatwia armadę ziemskich i wolkańskich statków bez strat. CAŁA Ziemia z technologią pozwalającą na budowanie statków warp nie może sobie poradzić z zawieszonym na orbicie wiertłem, ale dwóch kadetów ze spadochronami już tak. To mnie nieco zabolało.

Kirk i Spock - źródło IMDB

Podsumowując film jest ciekawy i wart obejrzenia, co potwierdzają oceny na IMDB. Szkoda tylko, że tak mało bitew ;) Czekam na kilkusezonowy remake TOS.

Najbardziej niesprawiedliwy z niesprawiedliwych

Wczorajszy mecz pomiędzy Barceloną, a Chelsea najjaśniej pokazuje jaki to futbol jest niesprawiedliwy. Można wywieźć doskonały wynik ze stadionu przeciwnika, prowadzić w rewanżu po wymarzonym początku przez cały mecz, a nawet przez całkiem spory kawałek z przewagą jednego zawodnika i... zejść z boiska z opuszczoną głową.

Barcelona, która kilka dni temu zagrała przepiękny, cudowny i niepowtarzalny mecz z Realem tym razem trafiła na przeciwnika, który wiedział jak się bronić, na kogo trzeba zwracać szczególną uwagę (przy Messim momentalnie pojawiało się 2-3 graczy Chelsea). Biła głową w mur przez 90 minut w niczym nie przypominając pogromców Wielkiego Realu, a wśród graczy Blues panował niesamowity spokój. Cały dwumecz rozstrzygnęło niedokładne uwolnienie gry przez Essiena i gapiostwo Cecha, który niewiedzieć czemu "dostał" strzał w środek bramki, a sam stał przy prawym słupku.

Chelsea - Barcelona. Fot. Kirsty Wigglesworth AP

Dodatkowo jeszcze "bohaterem" meczu okazał się norweski sędzia, który nie podyktował ewidentnych dwóch rzutów karnych dla Chelsea (a i trzeci też by mógł być za "nastrzeloną" rękę Pique) oraz zupełnie niesłusznie wyrzucił z boiska Abidala. Myślę, że sędzia zrozumie moje (jako kibica The Blues) postępowanie, kiedy nazwę go złodziejem i szubrawcem ;)

Kontakt

Jeśli koniecznie chcesz się ze mną skontaktować...

  • Jabber: delyra@jabber.wp.pl
  • GG: 765628
  • e-mail: daniel.kozminski@gmail.com
  • tel: +48605650809