Nadmorska miejscowość okiem gracza. Starego.
Wybraliśmy się tego urlopu nad morze. Morze polskie. Dlaczego nie Bułgaria, Egipt czy inne opcje z gwarantowaną pogodą, ciepłym morzem, względnie full opcją z jedzeniem i piciem? Ano ze względów obiektywnych, po prostu do ostatniej chwili nie wiedzieliśmy, kiedy żona musi być obecna w Radomiu - i tak uważam za duży sukces mobilizację i rezerwację pokoi na 2 tygodnie przed wyjazdem. Tak też trafiliśmy do Stegny, znanej nam już z ostatniego urlopu, z tym że tym razem wybraliśmy pokój w ośrodku z wyżywieniem, zamiast domku ze śniadaniami i obiadkami we własnym zakresie.
Z graniem dla człowieka pamiętającego trzymanie paddli od Atari 2600 i pistoletu do konsoli Ameprodu jest niestety słabo. Nie wiedzieć czemu wszystkie salony gier opanowane zostały przez stoły do cymbergaja, zwanego "Air Hockey" (WTF?) oraz odmóżdżające automaty z kartami / cukierkami / owocami, przy których zasiadają panowie z dużymi brzuchami (jeszcze większymi od mojego). Gdzieniegdzie dają się zauważyć automaty z hitem sprzed kilku lat, czyli wszelkimi mutacjami DDR, ale poza ciekawskimi dzieciakami nikt ich nie używał, za to niemal na każdym stanowisku, gdzie można sobie powrzucać monety, stoją gry dla młodych sadystów, polegające na waleniu młotkiem w różne zwierzaki wychylające się z nor.
Na czym więc da się pograć, wtedy gdy żona (dziewczyna) ogląda stoiska z kolczykami i innymi duperelami, zupełnie nie wiadomo dlaczego kosztującymi kupę kasy? Otóż wszelkiej maści mistrzowie kierownicy mogą się wyżyć na szeroko dostępnych cabinetach SEGA z Daytona USA, Daytona USA 2, Super Hang-On czy OutRun 2 - niestety nie udało mi znaleźć żadnego, który nie miałby koszmarnie wypalonego ekranu i tu bynajmniej nie chodzi mi o słaby kontrast, ale o "duchy" będące efektem pozostawiania automatu na statycznym obrazie. "Wyścigowcy" będą raczej zadowoleni. A co z resztą?
Reszta będzie niestety zgrzytać zębami, bo nie będzie miała w co grać. W jednej z sal wypatrzyłem schowany w rogu pinball Jurassic Park, całkiem nieźle zachowany, niestety z wyświetlaczem po niemiecku - ale oczywiście da się grać. Na terenie ośrodka, w którym zamieszkiwaliśmy stał Tekken 2 z ekranem, z którego nie dało się niestety korzystać, był ciemny i wypalony ze wspomnianymi wcześniej duchami oraz - uwaga - hit. Wreszcie coś, w co dało się grać, czyli Alien Vs Predator, oczywiście w wersji beat'em z 1994! W rzeczy samej, poza mną i Bartkiem nikt w to nie grał, bo po co - skoro obok stał cymbergaj. Na dodatek jeszcze to była najtańsza gra w okolicy, ponieważ za złotówkę dostawało się dwa kredyty, co doskonale przyczyniło się do faktu, że nasze highscore nie zostaną pobite aż do następnego sezonu lub nagłej awarii prądu :)

Niestety, jak widać powyżej, nie jest łatwo odłączyć się od pokoju pełnego gier i konsol w obecnych czasach, opanowanych przez Air Hockey i bujane, obleśne dinozaury po 2 PLN za minutę jazdy. Najlepiej, na wszelki wypadek, gdyby się nie chciało zwiedzać różnych zakamarków, wziąć coś przenośnego do grania.
Remigiusz 'lRem' Modrzejewski,
15 sierpnia 2011 @ 12:58:39
Mnie zawsze zastanawiało czy ktokolwiek kiedykolwiek w te koszmary grywa... Najwidoczniej właśnie wrzuciłeś tam pieniędzy, za które opłacą prąd na tę część roku, kiedy Ciebie tam nie ma :P