Roooar

Młody-najmłodszy drze się ciągle i niemiłosiernie, czym domaga się zainteresowania. Nie można go zostawić na więcej niż kilka minut ponieważ zaraz rozpoczyna koncert, takie to nam się urodziło towarzyskie dziecko.

Co ciekawe, kiedy jesteśmy "w gościach" lub goście przychodzą do nas to Aleksander jest dzieckiem "do rany przyłóż" - leży sobie grzecznie, rozgląda się dookoła, czasem nawet coś opowie w narzeczu noworodkowo-bobasowskim i wszyscy się dziwią co my od niego chcemy - taki milusi Duduś. Mówią tak, bo Go nie znają, a On sprawia znakomite wrażenie w towarzystwie.

W temacie grania to ze Starszym Młodym gramy ostatnio tylko na Atari i to w wersji najbardziej hardkorowej - w gry wgrywane wyłącznie z magnetofonu - i to w normalu, kto miał Atari wie czym to pachnie. Kilkanaście minut brrrrr, brrrr, brrrrrrrrrrrr. Na szczęście magnetofon (w liczbie kilku sztuk) mamy w dobrym stanie i wgrywanie jest pewne i skuteczne. Kilka dni temu uzupełniliśmy kolekcję kaset o nowe egzemplarze więc grać jest w co.

Juniorowi Seniorowi najbardziej przypadło do gustu Polskie LOGO i niemalże każdy dzień rozpoczyna od "źółwika" przez co coraz lepiej idzie mu czytanie i literowanie - a mówią, że komputery niczego nie uczą (oprócz mordowania hord kosmitów)... Pewnie zostanie lepszym koderem niż tatuś (dużo nie trzeba...).

Life after death :)

Długo nie pisałem, bo nie było specjalnie czasu, a zdarzyło się całkiem sporo.

Po pierwsze multi-8bit zlot udał się znakomicie - zabawa tradycyjnie była pierwsza klasa, fajnie znowu było obejrzeć wszystkie kochane mordy, pricjoza. W gfx compo nie udało się zająć miejsca medalowego, ale konkurencja trzeba przyznać była mocna.

Po drugie po raz pierwszy (i mam nadzieję ostatni) uczestniczyłem w prawdziwym poważnym wypadku samochodowym. W drodze powrotnej ze wspomnianego zlotu, po zatankowaniu paliwa i wyjeździe z Trencina nasz kierowca raczył nie przewidzieć, że Słowacy na czerwonym siedzą grzecznie w swoich samochodach i czekają aż zapali się światło w kolorze zielonym więc przygrzmociliśmy ze sporą prędkością w tył owego cierpliwego. Na szczęście nic poważniejszego nam się nie stało - ja mam obite żebra od pasów (już drugi tydzień ciągną...), stłukła się jedna butelka przeznaczona na prezent dla Żony, no i Corsa kumpla została sobie u naszych południowych sąsiadów w celu naprawy. Dobra rada - zapinajcie pasy, przy tej prędkości podejrzewam, że wyskoczyłbym przez przednią szybkę i kawałek jeszcze uleciał.

No tak, a w domu raczej po staremu. Junior jr rośnie jak na drożdżach i według przychodniowej wagi jego masa wynosi 7,25kg. Suszarka, która służyła do uspokajania poszła w kąt ponieważ młody coraz mniej raczy marudzić - widać wszystko jest na dobrej drodze. Poza tym trzeba odnotować, że strasznie się rozgadał - czasem potrafi ładne parę minut wydawać odgłosy w swoim własnym języku:

  • A guuuu!
  • A gugugugugugu
  • Auuuu uuuu...
  • Ehhhhh

Na granie oczywiście czasu nie mam, a na półce leży ciągle nieskończony Ubersoldier 2, hm - może jak będę później chodzić spać to z godzinkę dziennie uda się wykroić na granie? Zobaczymy.

Still alive

Junior jr wcina i rośnie, jak na drożdżach - wyraźnie się zaokrągla ten mały łotrzyk. Wczoraj byliśmy z wizytą u Starych, to trochę dał po garach w nocy - ale kładziemy to na karb "zmiany klimatu", w sumie to pierwsza taka wielka wycieczka dla blisko trzytygodniowego bąbla. Tak poza tym to złote dziecko - nie beczy, nie choruje i nie robi awantur. Poje, przepije i śpi snem sprawiedliwego - oby tak dalej i wszystko będzie w jak najlepszym porządku.

Tradycyjnie na porządne granie czasu nie ma - tylko jakieś zapychacze czasu wolnego, czyli MAME, jakieś głupie mini-gierki we Flash, a na dokończenie czeka Ubersoldier 2 - podobno już, jak wynika z cut-scenek, zostało niewiele - no ale tu już trzeba przysiąść...

Jakoś przez ten cały galimatias nie było czasu się pochwalic nową produkcją, która wyszła spod moich paluchów - czyli Nju Jer intro, które powstało, jako częśc noworocznego, atarowskiego dysku przygotowywanego przez PPS-a.

Nju Jer

Kod (asembler 6502) i grafika wypłynęły spod moich, wspomnianych wcześniej, paluchów, a super kower kolędy w wersji na cztery kanały atarowskiego POKEY-a skomponował Miker. Gdyby ktoś chciał to może sobie pobrac z popularnego "połecia".

Miła niedziela

Co za tydzień, dawno już nie było tak zarobionych siedmiu dni. Ciekawy jestem czy, kiedy przyszłoby mi tak zasuwać przez dłuższy czas, to bym się przyzwyczaił? :) Ale pojawia się już światełko w tunelu - święta, jak również to, że zostało mi jeszcze 6 dni wolnego do wykorzystania. Przy korzystnym ułożeniu świąt i weekendów wychodzi na to, że 20 grudnia już będę miał urlop - do końca roku! Jupi :)

Wczoraj pocztą przyszła całkiem fajna przesyłka reklamowa (chyba pierwszy "spam", który mi się podoba) od Cenega Poland - magazyn reklamowy Kompania Graczy, wraz z DVD! Sam magazyn jest fajny, kolorowy, ma 32 strony i naprawdę jest ciekawy. W środku recenzje gier dla każdego: od dzieci ledwo odróżniających myszkę od gryzaka (Kangurek Kao, Wildlife Park) aż do urodzonych morderców (Hitman). Dodatkowo DVD z trailerami i demami gier - takie mini CD-Action ;) Brawo Cenega, chętnie znowu coś od Was kupię.

Drugą przyjemnością wczoraj był kumpel, który przyniósł mi obiecane wcześniej gry dla Lynxa - kolekcja się powiększa. Gierki to Tournament Cyberball oraz Hard Drivin'.

Tournament Cyberball to futurystyczna wersja futbolu amerykańskiego z wszystkimi jego strategiami, rzucaniem czymś co pewnie jest piłką oraz przepychaniem się na boisku.

Hard Drivin' tru-graczom przedstawiać nie trzeba, a dla tych, którzy nie wiedzą (są tacy?) dodam, że to jedne z najbardziej kultowych wyścigów, które ukazały się na niemal wszystkie platformy od ZX Spectrum i Commodore 64 poprzez Amstrada CPC, Atari ST, starsze konsole pokroju Sega Mega Drive oraz te nowsze: GameCube, Playstation 2, Xbox.

Niedziela zapowiada się w miarę spokojnie więc jest z czym miło spędzić weekend, takie niedziele bardzo lubię i popieram :)

Marazm

Weekend minął tak szybko, że nawet niespecjalnie było kiedy usiąść i coś napisać. W sobotę byliśmy w Piastowie w odwiedzinach u moich starych, no i przy okazji Junior zażyczył sobie, że zostanie sobie u dziadków - na tydzień. W drodze powrotnej trochę się poprzepychaliśmy z dzikim, nieokiełznanym tłumem w IKEA i wróciliśmy, poprzez grilla u szwagra do domu akurat na mecz.

Po drodze, będąc w Jankach zakupiłem sobie najbardziej pechowy film na świecie - Equilibrium. Dlaczego pechowy? Otóż był nadawany w telewizji chyba ze dwa razy, pierwszy raz przegapiłem, za drugim razem byłem tak zmęczony, że zasnąłem na napisach. Później zauważyłem go na półce u kumpla i odłożyłem sobie, żeby pożyczyć i wreszcie obejrzeć - zapomniałem zabrać, a znajomy mieszka 100 km ode mnie. Wreszcie kupiłem... i oglądałem na trzy raty, najpierw zadzwonił mój ojciec, że Junior chce kategorycznie do domu, bo mu się nudzi i zaraz go przywiezie... później musieliśmy wychodzić na zebranie do przedszkola, następnie, wreszcie dziś go skończyłem. Film wybitny bez dwóch zdań, świetna rola Christiana Bale, polecam szczególnie.

Jakoś w tym tygodniu po powrocie z pracy nie mam nawet ochoty na granie, jedynie jakieś krótkie pojedynki z Juniorem w Kasumi Ninja... Jesień widać nadchodzi i cżłowieka ogarnia ogólny marazm.

Nowe zabawki

Wczoraj poczta przyniosła mi najprawdziwsze, co prawda już nieważne, ale za to jakie piękne certyfikaty akcji dawnego Atari Inc. Format zbliżony do A4, ładne i kolorowe - w sam raz do oprawienia w ramki i powieszenia na zaszczytnym miejscu (czyt. ścianie). Dodatkowo w tej samej kopercie (o niej będzie później) overlay na pada i manual do gry Hover Strike - co prawda gra już dawno została przeze mnie rozgryziona "co i jak", ale teraz będzie przyjemniej. Overlaye to jeden z niewielu dobrych pomysłów przy projektowaniu Jaguara, małe, proste - a cieszy.

Dodatkowo dziś przyszedł drugi pad do Kociaka - teraz będziemy mogli z Juniorem i znajomymi zbiorowo uprawiać granie np. w Tempesta 2000. Miód, piwo i orzeszki, jako że pady jest dosyć ciężko kupić w Polsce - ciesze się podwójnie.

Miało być jeszcze o kopercie... Polecam wszystkim zdecydowane oklejanie wszelkich rogów i zagięć na kopertach taśmą samoprzylepną - co druga koperta (jeśli to akurat "bąbelkowa" to jeszcze pół biedy) przychodzi do mnie z dziurami, poprzecierana i ogólnie wyglądająca na taką, którą przed chwilą wyciągnięto psu z gardła. Ta, która przyszła wczoraj była tak naderwana, że sam się zdziwiłem, że zawartość nie wypadła po drodze. Oczywiście, po raz n-ty złożyłem reklamację ze świętym przekonaniem, że to nic nie zmieni - do tej pory oczywiście jeszcze nie zmieniło, ale zawsze lepiej mi się nieco robi, kiedy gdzieś tam (nawet jeśli tylko na lokalnej poczcie) wiedzą, że komuś to się nie podoba - a klient płaci i wymaga.

No i (prawie) wykrakali

Wczoraj siedziałem sobie w pracy i błogie kodowanie w Visual Basic przerwała mi melodia z dema Odd Stuff, którą mam ustawioną w telefonie, jako dzwonek dla tych, których znam - dzwoniła żona, żeby mi się pochwalić, że w drodze do pracy złapała gumę... Od razu zaczęło się paniczne poszukiwanie kogoś, kto by pomógł małżonce w wymianie koła na zapas i szybkie dojechanie do pracy - niestety się nie udało i samochód trzeba było zostawić na krawężniku ponieważ ja akurat byłem sam w pracy i wyskoczenie na chwilę i podmianka kółka nie wchodziła w rachubę... A nuż będzie jakaś robota "na_za_10_minut". Koniec końców udało mi się dodzwonić do kumpla, który akurat ma wolny zawód i obiecał, że podjedzie jak żona skończy pracę (koło 12:00).

No i pamienili, podjechali od razu do wulkanizacji żeby załatać. Okazało się, że dziurki nie było, ale był uszkodzony wentyl, co spowodowało schudnięcie portfela o zaledwie 15 Polskich Nowych Złotych. Normalnie komentujący poprzedni wpis prawie wykrakali...

Z rzeczy przyjemniejszych mogę napisać, że kończę "podstawkę" do Painkillera - jestem już na walce z Lucyferem we własnej osobie, jest ciężko - wielki to madafaker, poza tym do pomocy ma całą zgraję truposzy, którzy ciągle się spawnują obok naszego bohatera i prą naprzód jak Lemingi. Damy radę.

Poza tym do końca tygodnia nie ma mnie w pracy ponieważ uczestniczę w czterodniowym szkoleniu z Visual Basica .NET, który to miał być kursem dla zaawansowanych, niestety okazało się, że grupa jest bardzo nierówna i prowadzący musiał przez cały dzisiejszy dzień opowiadać o podstawach aby niektórzy mogli złapać charakterystykę VB i pozbyć się naleciałości z dziwnych wynalazków typu C++ czy też Pythonów i PHP ;) Jako kolejny plus dodam, że "w bundlu" z kursem dostaliśmy całkiem ciekawe (tak wynika z pobieżnego przekartkowania) książki, oczywiście made in Helion, książki o Visual Basic .NET. Prowadzący widać, że zna się na rzeczy i nie udało się nikomu jeszcze go zagiąć, tak więc jest bardzo w porządku i liczę na solidne pogłębienie wiedzy. A tak na marginesie, czy ktoś z czytających tego blogasa spotkał się z wymową SQL - "sikłel" (jak sequel)? Prowadzący używa takiej wymowy, ja muszę się przyznać, że pierwszy raz słyszę.

I znowu wolne

Tak. Dokładnie, jak pisałem w poprzednim wpisie błogosławię decyzję, dzięki której po urlopie byłem tylko dwa dni w pracy - nawet sobie nie wyobrażacie jakie to fajne uczucie mieć znowu dwa dni wolnego!

Druga dobra wiadomość jest taka, że żona czuje się lepiej więc szanse na wyjazd weekendowy wzrosły do całkiem akceptowalnego poziomu, chociaż z drugiej strony nie wiem czy teraz to mi się chce jechać - dwa dni lenistwa w domu vs dwa dni lenistwa na wsi krótsze o 150 km w każdą stronę. Ciężka decyzja - jutro rano zobaczymy.

Na szczęście już mi się odwidziało lenistwo w graniu i równocześnie z wspominanym w poprzednich wpisach Painkillerem tłukę w Atari Karts na Jaguarze. Gra jest piękna i całą stanowczością, pod przysięgą i znając wszelkie konsekwencje mogę powiedzieć, że jest to absolutny must have dla każdego posiadacza kociaka. Niestety grę jest bardzo ciężko kupić, ale warta jest sporej kasy - gwarantuję, że nikt nie będzie żałować. Pęd czuć na każdej trasie, zabawne postacie i trudne (na późniejszych etapach) trasy nie pozwolą się szybko znudzić nikomu. Dla mnie gra ma tylko dwie wady (jeśli chodzi o gry dla Jaguara to BARDZO mało!): pierwsza to bardzo nierówna muzyka - są etapy, kiedy jest to świetny, podrywający koła niemalże do lotu chiptune, taki jaki tygrysy wychowane na 8/16 bitowych demach kochają najbardziej, a czasem jest to nie-wiadomo-jaki-smutaśny-przytup, w dodatku kompletnie nie pasujący do wyścigów. Druga rzecz, która mi się nie podobała to niestety mało dopracowane modele graczy, nie są to wcale proste oteksturowane modele 3d, a zwykłe sprajty, można byłoby to przeboleć gdyby miały nieco więcej klatek animacji podczas obrotów i wyprzedzania, a tak to trochę podjeżdża leciutką nędzą. W szczególności jeśli wiemy, że Jaguar jest capable do nie takich rzeczy (ze szwagrem w wojsku), nie da się ukryć, że pozostaje niewielki niedosyt.

Atari Karts

Wszystko to jednak jest rekompensowane przez niesamowitą grywalność, rzecz warta powiedzenia ponieważ gry, które nie nudzą się szybko na Kociaka można zliczyć używając palców - i to jednej ręki. Jednym słowem - dely poleca.

Weekend był udany

A zaczął się już w czwartek późnym wieczorem - tegoż dnia wyruszyłem na coroczne letnie atarowskie party scenowe. Chwalone niedawno przeze mnie PKP tym razem dało niestety ciała dosyć poważnie - na przesiadkę w Opolu mieliśmy bowiem, wydawało się, bezpieczne 15 minut. Pociąg relacji Lublin - Opole niestety spóźnił się o tyle, że nie dane nam było nawet zobaczyć tyłu składu, w który mieliśmy się przesiąść... Dobrze, że PKS był obok i za jedyne 11 zł dowiózł nas na docelowe miejsce.

Ogólnie zlot był bardzo udany (tym razem koledzy nie musieli później opowiadać jak się bawiłem) - impreza była na tyle pochłaniająca wszelkie zasoby, że nie miałem nawet czasu pstrykać zdjęć.

Pojutrze natomiast wyjeżdżam nad morze - nie wie ktoś czy może Jastrzębia Góra jest jakoś "ohotspotowana"?

Jak tu żyć

Weekend minął tak szybko, że nawet specjalnie nie zauważyłem jego końca. Zmaganie się z bólem męczy człowieka tak szybko, szybciej niż wysiłek fizyczny. A miało być tak pięknie, cyzelowanie czasów w CMR z pomocą pożyczonej kierownicy, odpoczynek połączony z przyjemnością... No cóż może za cztery dni się uda, tyle, że już bez kółka, które jutro muszę oddać.

Dziś znowu nie udało mi się kupić Wprost w wersji z dołączoną CD (Propaganda PRL), całe szczęście, że można zamawiać brakujące numery wysyłkowo na stronie Wprost, która notabene w tej chwili nie działa - widać efekt rewelacji dot. "taśm Rydzyka". Przy okazji dziwna sprawa, że za zamówione DVD nie można zapłacić przelewem - do wyboru karta kredytowa lub pobranie, nastawiają się na zasobnych czytelników chyba.

Powoli nachodzi mnie pokusa wymiany kilku bebechów z mojego desktopa, zasadniczo nawet nie wiem czemu. Komputer jest w miarę silny, z wszystkim daje sobie spokojnie radę, ale przydałoby się urwać parę minut z czasu enkodowania video. Poza tym to chyba efekt tego, że dawno nic do niego nie było dokupowywane, starsi też lubią mieć nowe zabawki, prawda? Szczególnie, że Intel i AMD zapowiedziało spore obniżki w tym miesiącu... Ale stop. Udany urlop jest ważniejszy i prawdopodobnie na tą przyjemność pójdzie większa część kasy.

A co do urlopu... To jeszcze niecałe trzy tygodnie, a zacznie tak, jak w filmach Alfreda Hitchcocka - od trzęsienia ziemi, a potem napięcie będzie rosło. Tym trzęsieniem ziemi będzie oczywiście scenowe party, a później kilkasetkilometrowa wycieczka nad morze.

Kontakt

Jeśli koniecznie chcesz się ze mną skontaktować...

  • Jabber: delyra@jabber.wp.pl
  • GG: 765628
  • e-mail: daniel.kozminski@gmail.com
  • tel: +48605650809