Z otchłani wynurzam się...

Nie pisałem dosyć długo, albowiem mnie nie było. To znaczy byłem, ale jakoś nie starczało czasu (chęci pewnie też, ale do tego przecież się nie przyznam) i teraz jakoś głupio się zapytać wszystkich czy już pousuwali adres mojego blogasa z czytników RSS i fejwów. Pewnie tak się stało - i nie ma się co dziwić, bo przecież nie zagwarantuję, że po tym wpisie następny nie będzie za rok.

Czytaj dalej »

RTV EURO AGD. Serdecznie "polecam"

Dziś nie będzie o grach, nawet trochę, tylko o wizycie w salonie RTV Euro AGD w radomskiej Galerii Gama.

Co prawda nie mieliśmy z żoną iść specjalnie na zakupy do Euro, ale przy tak zwanej okazji zajrzeliśmy aby nacieszyć oczy sprzętem, który kiedyś sobie pewnie kupimy. Pierwsze wrażenie - "O! Przebudowali!" Wreszcie salon nie wygląda jak tani dyskont z pralkami i kuchenkami gazowymi oraz wreszcie można pomacać więcej produktów bez przylepiania nosa do szyby wystawowej.

Czytaj dalej »

52% plus coś jeszcze

No tak, czasu na granie jak było mało, tak zostało do tej pory. I mimo, że gram w Need For Speed: Undercover już od jakiegoś czasu to w tej chwili progress counter trzyma się na poziomie 52%.

W międzyczasie zmieniłem już kilka razy samochód (w grze oczywiście, w realu nie ma tak dobrze), ale uwagi co do gry pozostały wciąż te same. IDIOTYCZNE misje polegające na zniszczeniach za kasę (nasz samochód oczywiście jest invincible) oraz polowaniu i złomowaniu radiowozów. O ile wyścigi, time-triale itp. łykam niczym pelikan to wyżej wymienione uważam za totalne nieporozumienie i omijam, kiedy tylko mogę. Nie rozumiem, jak coś takiego można było dodać do, mimo wszystko, niezłej gry (czy już pisałem, że soundtrack wymiata?).

Czytaj dalej »

Star Trek Zero

Co prawda miałem iść już w piątek, ale dzięki splotowi niekorzystnych okoliczności (czyt. braku chętnych na opiekę na Juniorem Jr) wybraliśmy się z Żoną i Juniorem Sr dopiero w niedzielę. Szybka opinia - film jest dziwny, nawet bardzo.

Klimat wyjątkowo odbiega od wszystkiego, co było do tej pory w ST. Czyli jest dobrze, bo jest inaczej, niespodziewanie? Niekoniecznie - plot jest ciekawy (o tym chwilę dalej), nie ma chwili nudy, czego w nadmiernych ilościach dostarczał nam Nemesis, a jest jakoś... dziwnie ;) Zupełnie inaczej wyobrażałem sobie młodego Spocka (genialny w tej roli Zachary Quinto), żeby nie wspomnieć o JT Kirku, natomiast Scotty, Sulu i w szczególności Chekov ("Łiktor, Łiktor") spełnili moje oczekiwania. Efekty specjalne to klasa sama w sobie, scenografia też - po raz pierwszy mogliśmy zobaczyć maszynownię wypełnioną labiryntem rur, wciąż żyjącą dwulitem (nawet w Enterprise jakoś było tam za czysto), natomiast mostek jakiś taki za sterylny...

Czytaj dalej »

Ale tu się zakurzyło

Straszliwie... No ale życie kręci się tak szybko, że nie ma nawet kropli wolnego czasu aby coś sensownego napisać.

Junior Jr w tym czasie zdążył dwa razy odwiedzić (po tygodniu) szpital - raz z powodu wysokiej gorączki i drgawek (jednorazowy wybryk, od razu po przyjeździe do szpitala zrobiło mu się lepiej), a drugi z powodu jakiejś paskudnej infekcji wirusowej, po której dostał kaszlu i "ciężkiego oddechu". Ale czego się spodziewać po rodzicach astmatykach?

Czytaj dalej »

Mają ludzie gest...

Wczoraj wracamy sobie z małżonką, teściem i Juniorem Sr z marketu, no i jak to bywa w piątkowe wieczory - ulice zapchane, na światłach się stoi po kilka zmian. Na którychś z kolei zauważyliśmy przed nami Mercedesa - z dosyć sporym panelem LCD dla znudzonych podróżą pasażerów. Moja żona od razu zawołała Bartka żeby zobaczył jaka to atrakcja - samochód z telewizorem, DVD itp. - istny wyczes. W tej samej chwili tatuś (czyli ofkors ja) dobrze się przypatrzyłem co na tym telewizorze leciało.

Czytaj dalej »

Wrzesień, 1st

No tak, kiedyś przychodzi ten dzień, kiedy to człowiek udaje się po raz pierwszy do PRAWDZIWEJ szkoły. Dziś Juniorowi sr zdarzył się ten dzień - co prawda bardziej to było spotkanie organizacyjne (sponsorowane przez jeden wielki chaos) niż dzień szkolny, ale kto będzie to później pamiętał? Ważne, że to był pierwszy dzień w PRAWDZIWEJ szkole, żadnym tam przedszkolu dla "dzidziusiów" - wielkiej, dużej i murowanej szkole.

Przy okazji Bartkowi będzie z pewnością raźniej, albowiem już na początku okazało się, że do tej samej grupy chodzi pół gangsterki i lasek z przedszkola :) Nie będzie więc tragedii - plecak ważący ładnych parę kilo już czeka przy drzwiach na dzień jutrzejszy.

A u Juniora jr się rośnie - najbardziej widać to przez zęby. Powoli bowiem zbliżamy się do kompletu uzębienia. Z okazji takiej, że zaczęły u niego występować zęby dolne, nauczył się skubaniec tego, czego ja nie cierpię najbardziej na świecie - ZGRZYTANIA ZĘBAMI. Podczas tego niecnego procederu ja po prostu uciekam w najdalszy kąt mieszkania - no nie znoszę tego i już :)

Gdzieś w przestrzeni

No tak, przez całe wakacje ani słowa. A bo czasu nie było :)

W tym międzyczasie Junior Jr zdążył odbyć własne chrzciny, zdążyły mu wyrosnąć dwa pierwsze (ostre) zęby (trzeci w drodze), zdążył nauczyć się biegać (hm, rzekłbym nawet, że zapieprzać) "na czterech" oraz stawać samemu w łóżeczku.

Junior starszy dla odmiany dwa zęby stracił w wyniku nieuchronnej akcji wypadania mleczaków i udaje się "już za chwilę" do prawdziwej szkoły - do klasy 0. Zawsze jakiś początek - ja bardzo mile wspominam zerówkę.

A u mnie? Po staremu, z okazji takiej, że iż ponieważ Junior Jr daje coraz to więcej czasu udało mi się "prawie" ukończyć Gears of War, w którego to posiadanie wszedłem drogą kupna, korzystając z szalonej obniżki w MM.

Aha i najgorsza wiadomość - jutro wracam po urlopie do pracy. Dramat.

Trzy razy po jednym razie

Junior Jr rośnie, jak na drożdżach, a może i jeszcze szybciej. Z dnia na dzień centymetrów mu przybywa i nie wiadomo kiedy przestał się łotr mieścić w swojej własnej, osobistej wanience i rozpoczął kąpiele w prawdziwej, dorosłej wannie.

Mleko butelkowe również powoli przestaje smakować i powoli zaczął się przerzucać na bardziej ludzkie jedzenie czyli np. owoce itp. Poniżej możecie obejrzeć prawdziwie drastyczne sceny z tego procederu.

Co ciekawe, małemu znacznie lepiej wychodzi stanie na nóżkach (oczywiście przytrzymywany) niż własno... hmmmm... własnoplecne siadanie - ale to już podobno niedługo ma się poprawić. Bartek z kolei o wiele bardziej lubił brykanie na brzuszku. Aleksandrowi wychodzi to dosyć średnio.

Stać łotrzyk woli zdecydowanie bardziej, na co dowód poniżej.

W ogóle to kiedy te dzieci wszystkie rosną, nim się człowiek nie obejrzy, a już zaczynają chodzić, mówić, biegać itp. Teraz tylko czekać, aż Bartek przyjdzie i powie "tato, daj parę PLN, bo na imprezę idę...".

Skończyłem drania!

Korzystając z tego, że Junior Sr raczył wyjechać do dziadków do Piastowa na przedletnie wakacje udało mi się WRESZCIE ukończyć Ubersoldiera 2. No i może od razu krótkie podsumowanie.

Gra jest długa, co zupełnie nie pasuje do jej niskiej ceny i reklamowanej "budżetowości", rzekłbym nawet, że za długa. Widać nawet, że w pewnym momencie projektanci chyba na siłę rozbudowywali niektóre wątki, przez co zwiedzimy niemal cały świat. Ale nie ma tego złego, co na by na dobre nie wyszło, Europa, Afryka, Azja - jest co pooglądać, naprawdę.

Co się podobało? Klimat - zwolennicy alternatywnej wizji Drugiej Wojny Światowej będą w raju, fanatycy sekretnych broni III Rzeszy również. Ja zwróciłem uwagę na świetne rysunki, które zastąpiły, kiepskie (moim zdaniem) cut-scenki z części pierwszej. Miłośnicy kreski rodem z Kapitana Żbika czy też Podziemnego Frontu będą z pewnością usatysfakcjonowani.

Ubersoldier - Spotkanie z Tygrysem

Co było "na minus"? Ano chyba dłużyzna, można było spokojnie pominąć kilka etapów i sądzę, że nic by się nie stało. Poza tym zakończenie - nie wiem czy powinienem to pisać, ale zakończenie jest kiepskie. Bardzo. Po eksterminacji hord wrażych wojsk, przebyciu połowy świata gracz oczekuje czegoś więcej niż... No, skończycie to zobaczycie.

Czy polecam? Tak, polecam. Tania, jak barszcz, a potrafi zabawić!

Apsik

No i przypętała mi się jakaś wyjątkowo złośliwa odmiana alergii. Od kilku dni z nosa na przemian mi kapie, jak z kranu albo mam zapchany, że aż palić się nie da :) Jak na tą chwilę jest nieco lepiej ponieważ Żona nabyła drogą kupna jakiś specjalny psikacz do nosa, który nieco poprawia sytuację - ale wciąż jakoś mi tak niekomfortowo - eh te choroby cywilizacyjne.

Tymczasem mamy Euro 2008 - na razie rewelacji jakoś nie zaobserwowałem, włącznie z występem naszych orłów z Niemcami. Co do meczu "o wszystko", drugim Grunwaldzie itp., to złe przeczucia miałem już wtedy, kiedy zobaczyłem reprezentację Polski wychodzącą z tunelu na murawę. Wyglądali na niepewnych siebie, przestraszonych i przytłamszonych przez nadmiernie rozbudzone oczekiwania kibiców i mediów. Zgodnie z moimi przypuszczeniami kiedy to przez niedzielą niemal każdy samochód był ozdobiony powiewającą flagą, to w poniedziałek żadnej flagi już nie widziałem, tradycyjnie balonik pękł.

Jak na razie, mimo że widać iż zawodnicy biegają, starają się to mecze są jakieś bez wyrazu - schematyczne. Bardzo podoba mi się gra drużyny Portugalii, która gra konsekwentną piłkę, do końca i z polotem, a najlepszym dotąd meczem był pojedynek Holendrów z Włochami. Włosi, paradoksalnie, zagrali bardzo dobry mecz, a polegli różnicą trzech bramek z rewelacyjnie grającą drużyną "pomarańczowych", w której pierwsze skrzypce grali Wesley Sneijder i Edwin van der Sar - więcej takich spotkań!

Kolejna sprawa to transmisja wspomnianego Euro w HD, jako że od pewnego czasu jestem posiadaczem nowego pudła zwanego telewizorem to grzechem byłoby nie oglądanie takiego wydarzenia w porządnej jakości. Krótko i zwięźle - jeśli ktoś będzie Wam usiłował wmówić, że HDTV to bajer, a różnicy i tak nie widać to spokojnie możecie się roześmiać i popukać się w czoło. Różnica jest kolosalna, a najlepszym przykładem może być opinia mojej żony, która stwierdziła, że obraz "jakiś taki lepszy", a jeśli kobieta potrafi zwrócić na to uwagę to coś w tym musi być. W szczególności, że kiedy przechodziliśmy ze zwykłej kablówki na DVB-C to "różnicy nie było żadnej" :)

W cieniu Euro

Żyję, żyję. Tylko czasu jak zwykle brakuje. Co prawda Junior Jr drze się już coraz mniej, ale do stanu normalności jeszcze troszeczkę brakuje. Oczywiście na granie czasu nie ma, tak jak to bywało ostatnio - więc Ubersoldier 2 leży od kilku miesięcy nieskończony. Trzeba się jednak będzie za niego zabrać, bo od czasu, kiedy na granie nie mam nawet pół godziny zdążyło się pojawić na półkach w sklepie kilka gier, które chciałbym obmacać - a i jakoś mi przyszła chęć na powtórzenie sobie całej serii Call of Duty. No i trzeba pamiętać o październiku, kiedy to ma się ukazać RA3, o którym pisałem poprzednio.

Skąd brać czas?

Jurassic Pałk

W weekend zrobiliśmy sobie z całą rodzinką, na polecenie Juniora Sr, wycieczkę do Bałtowskiego Parku Jurajskiego. W sumie niedaleko, raptem 60 kilometrów - aż dziw, że wcześniej się nie zdecydowaliśmy bo, mimo wszystko, warto.

Dojechać tam nie jest łatwo, drogowskazy do Parku ustawione są przed samym parkiem, a trasa z Radomia jest nieco zawiła - aż dziw, że nie zadbano o to, całe szczęście, że jechaliśmy wyposażeni w GPS. W każdym razie i tak ci, którzy chcą to dojadą albowiem tłumy w środku są nieprzebrane.

Po uiszczeniu opłaty można się wreszcie wybrać w szlak ubarwiony "prawdziwymi" dinozaurami, uwaga, w skali 1:1! Co prawda, kiedy człowiek się dobrze przyjrzy to dinusie nieco rażą plastikiem i gumą, ale na maluchach wrażenie wywierają niesamowite. Dokładając kilka placów zabaw wyposażonych w szereg atrakcji, jakie tylko maluch może sobie wyobrazić i mamy idealne miejsce - raj :) Dodatkowo można sobie pojeździć na koniach za jedyne 3 zeta od rundki. Galeryjka z naszej wizyty jest pod tym linkiem.

Żeby nie było, że wpis jest sponsorowany to teraz będzie parę moich uwag. Obsługa placu zabaw jest do bani - nikt nie pilnuje żeby młodsze dzieci nie wchodziły na zabawki wybitnie dla nich nie przeznaczone, tylko wpuszcza jak leci, sam byłem świadkiem jak kilka dziewczynek nie dawało sobie rady z wlezieniem na wielką zjeżdżalnię i potem marudziły z łzami w oczach - a jakie było podejście można było zauważyć dopiero po wejściu do środka. Po drugie opisy przy dinozaurach są lakoniczne i zajmują po 2 linijki na tabliczce. Pfff!!! Dla tego, kto przyjeżdża taki kawał i chciałby się dowiedzieć czegoś więcej to spory minus! A na koniec rzecz (w mojej prywatnej skali) najbardziej dyskwalifikująca - na jednym z placów zabaw było zadaszone pomieszczenie z coin-opami, był After Burner, Rave Racer i inne hiciory od Segi i Namco - co z tego, kiedy wszystkie były zaopatrzone w kartkę AUTOMAT NIECZYNNY.

Więcej tam nie pojadę ;)

Nowe zabawki

Tydzień się rozpoczął całkiem fajnie - Bartek dostał za występ w Hugo nagrodę pocieszenia w postaci całkiem fajnego pada (jeszcze nie sprawdzałem czy jest lepszy w FIFA od opisywanego wcześniej), nagroda szła dobre dwa miesiące - pewnie dlatego, że w adresie zamiast Kolberga ktoś rezolutnie wpisał Kolbergera. I tak dobrze, że poczta sobie nie przywłaszczyła.

A propos poczty, to nie lubimy się bardzo od jakiegoś czasu z powodu okrutnego traktowania przesyłek, które do mnie przyjeżdżają / przylatują. Dwie kolejne przesyłki doręczono mi w takim stanie, że listonosz (chociaż co on winny) miał szczęście, że nie zastał mnie w domu tylko przezornie zostawił awizo - średniowieczne tortury to mało w porównaniu z traktowaniem moich cudeniek kupionych za ciężką walutę.

A wczoraj nabyliśmy z żoną najfajniejszą zabawkę - nowy telewizorek :) Zgodnie z panującą obecnie modą to elcedek - Samsung LE32S81B. Dla mnie, jako purysty pod względem wyglądu i jakości to obraz jest bardzo w porządku, w sumie nie ma się co spodziewać za taką cenę specjalnej rewelacji. Po dokładnym wyregulowaniu i dopieszczeniu obraz jest całkiem przyzwoitej jakości, gdyby ktoś szukał telewizora w dobrej cenie to oczywiście polecam!

Gdyby ktoś się dziwił czemu wpisy na blogasie pojawiają się tak rzadko, to nadmienię tylko, że podczas pisania tej notki:

  • dwa razy bujałem po kilka minut Juniora Jr
  • przewijałem Juniora Jr
  • oglądałem jaki to Junior Sr jest już duży poprzez demonstrację Bartka, że może dosięgnąć szyby przy drzwiach do kibelka
  • karmiłem Juniora Jr
  • ścieliłem łóżko

Tylko tyle, a wpisanie powyższego tekstu zajęło (łącznie z przerwami) około półtorej godziny.

Still alive

Nie piszę, bo nie mam kiedy. Nie mam kiedy bo wszelkie wolne chwilę poświęcam na wypoczynek z powodu wiadomego - Junior Jr jest wyjątkowo "naręcznym" dzieckiem i z wyjątkiem snu, jedzenia oraz przerw na "rozmowy" drze się niemiłosiernie :)

W porównaniu z Juniorem Sr da się zauważyć kilka różnic: po pierwsze Bartek jadł regularnie, spał regularnie i ogólnie był regularnym dzieckiem. Za to Aleksander je i śpi bardzo nieregularnie, za to jest bardziej "zbity" w budowie i więcej gada w swoim osobistym narzeczu. Bartosz nie mówił prawie wcale, za to jak rozpoczął w pewnym momencie to do tej pory nie przestał - prawdopodobnie z Aleksandrem będzie odwrotnie. Zobaczymy.

Najsmutniejsze jest to, że granie leży u mnie na całej linii :) Jeśli już to występują jakieś krótkie partyjki w Gunsmoke lub Bosconiana - tak żeby się odstresować, na nic poważniejszego nie ma ani chęci, ani specjalnie czasu, chociaż powoli sytuacja się poprawia, z uwagi na to, że Junior Jr jakby się z dnia na dzień uspokajał. Oby to nie była cisza przed burzą.

Life after death :)

Długo nie pisałem, bo nie było specjalnie czasu, a zdarzyło się całkiem sporo.

Po pierwsze multi-8bit zlot udał się znakomicie - zabawa tradycyjnie była pierwsza klasa, fajnie znowu było obejrzeć wszystkie kochane mordy, pricjoza. W gfx compo nie udało się zająć miejsca medalowego, ale konkurencja trzeba przyznać była mocna.

Po drugie po raz pierwszy (i mam nadzieję ostatni) uczestniczyłem w prawdziwym poważnym wypadku samochodowym. W drodze powrotnej ze wspomnianego zlotu, po zatankowaniu paliwa i wyjeździe z Trencina nasz kierowca raczył nie przewidzieć, że Słowacy na czerwonym siedzą grzecznie w swoich samochodach i czekają aż zapali się światło w kolorze zielonym więc przygrzmociliśmy ze sporą prędkością w tył owego cierpliwego. Na szczęście nic poważniejszego nam się nie stało - ja mam obite żebra od pasów (już drugi tydzień ciągną...), stłukła się jedna butelka przeznaczona na prezent dla Żony, no i Corsa kumpla została sobie u naszych południowych sąsiadów w celu naprawy. Dobra rada - zapinajcie pasy, przy tej prędkości podejrzewam, że wyskoczyłbym przez przednią szybkę i kawałek jeszcze uleciał.

No tak, a w domu raczej po staremu. Junior jr rośnie jak na drożdżach i według przychodniowej wagi jego masa wynosi 7,25kg. Suszarka, która służyła do uspokajania poszła w kąt ponieważ młody coraz mniej raczy marudzić - widać wszystko jest na dobrej drodze. Poza tym trzeba odnotować, że strasznie się rozgadał - czasem potrafi ładne parę minut wydawać odgłosy w swoim własnym języku:

  • A guuuu!
  • A gugugugugugu
  • Auuuu uuuu...
  • Ehhhhh

Na granie oczywiście czasu nie mam, a na półce leży ciągle nieskończony Ubersoldier 2, hm - może jak będę później chodzić spać to z godzinkę dziennie uda się wykroić na granie? Zobaczymy.

Tata poleca!

Juniorowi jr rośnie się, jak na drożdżach - wcina ile wlezie czym przypomina rybkę, która zje dokładnie tyle, ile jej się poda - dopóki nie pęknie. Różnica jest tylko taka, że Junior nie pęka tylko radośnie, w pewnym momencie, sobie uleje. A już ulubionym Jego zajęciem jest sikanie akurat wtedy, gdy tatuś względnie mamusia zdjęli pieluchę w celu zmiany jej na nową - koniecznie z innym obrazkiem. Przy okazji przedstawię kilka dobrych, sprawdzonych rad dla świeżo upieczonych rodziców:

  1. Sprawdzanie smoczkiem / pustą butelką czy dziecko chce jeść nie działa, niemowlak jest już cwany i zawsze "powie", że takiego nie chce. Najlepiej sprawdza się - uwaga - własny nos, który zbliżamy do ust dziecka - kiedy będzie głodne, będzie próbować go chwycić i zjeść.
  2. Podczas przewijania trzeba zachować szczególną czujność bo jest ok. 80% prawdopodobieństwo, że akurat wtedy dziecko będzie sikać - i to strumieniem o ponadprzeciętnym ciśnieniu (hmm, ciekawe tatusiu, jak daleko mogę dosikać).
  3. Najlepiej na świecie (nawet największych krzykaczy na świecie) uspokaja:
    • wizyta gości - niemowlak zawsze będzie leżał cicho i grzecznie - nawet gdy nie śpi
    • suszarka do włosów - skierowana na brzuszek, jak również na dowolne inne miejsce w domu.
  4. Im bardziej, podczas bujania, odskakuje głowa, a ewolucje są najdziksze na świecie - tym bardziej dziecko jest zadowolone.

Poza tym (z Juniorem sr nie doświadczyliśmy czegoś takiego) warto wiedzieć, że można się usrać aż po szyję (pewnie jeszcze wyżej też się da) i to po obu stronach człowieka - jak widać dla niemowlaków nie ma rzeczy niemożliwych...

Kolejne jabłko w domu i coś jeszcze

Tradycyjnie nie było się kiedy pochwalic nową zabawką w kolekcji - prekursorem popularnych teraz palmów czyli Apple Newtonem. Gadżecik dotarł do mnie ponad tydzień temu, a jeszcze się nim zbyt dobrze nie nacieszyłem - już prędzej Junior Sr, jemu malowanie, zmazywanie i inne operacje na ekranie idą znakomicie. W chwili wolnej przysiądę i powgrywam jakieś ciekawe aplikacje, wybór jest dosyc spory, więc zabawy należy się spodziewac co nie miara :)

Kolejna sprawa. Wreszcie wróciła do mnie karta graficzna z serwisu. Tzn. wróciła inna, lepsza - dałem zepsutego Palita, a dostałem high-endowego XFX. Niestety, a może i "stety" mam już Radeczka 3850 i pięknie wykonany XFX poszedł na Allegro - gdyby ktoś chciał niedrogą, fajną kartę do grania w 1280x1024 z rozsądną ilością detali to polecam klikac i lictytowac - nóweczka sztuka, nawet jeszcze nie rozpakowywana:)

Woohoo!

Junior młodszy ma już prawie miesiąc - stary chłop z niego, wcina aż się butelka trzęsie. Tylko patrzeć jak zacznie siadać - na razie coraz częściej zaczyna się rozglądać dookoła po świecie swoimi nieprzeciętnie wielkimi ślepiami.

Natomiast Junior starszy miał (nie)przyjemność wystąpić wczoraj (02.02) w polsatowskim Hugo (dla niewiedzących to taka telewizyjna gra, gdzie się dzwoni i gra na "telizorze"). Z tym całym występem od początku było coś nie tak, otóż nie można sobie ot tak zadzwonić i zagrać, trzeba najpierw napisać list "do Hugo", a potem cierpliwie czekać aż nas wybiorą. No i jakieś dwa tygodnie temu zadzwoniła filuterna Pani Z Telewizji, aby poinformować, że Bartek został zakwalifikowany, jako czwarta osoba do zeszłotygodniowej audycji. Oczywiście wcale czwarty nie był, w zeszłą sobotę również nie - i wytłumaczcie teraz pięciolatkowi, że w TV pracują średnio odpowiedzialne osoby, ja osobiście byłem za podaniem Polsatu do sądu za wyrządzone straty moralne dziecku. No ale wczoraj z samego rana zadzwonili wreszcie i kazali czekać bo zaraz będzie gra...

Junior wykazał się nieprzeciętnymi zdolnościami krasomówczymi (to po mamie) i raczył na luzaku przegadać Hugo i prowadzącego. Niestety z grą nie poszło już tak łatwo - otóż lag między klawiszami telefonu i reakcją postaci na ekranie jest ogromny, ponadkilkusekundowy! Okazuje się, że Junior miał pecha ponieważ osoba grająca przed nim miała łatwiejszą grę - niewrażliwą na lagi grę decyzyjną, a Bartek grał w zręcznościówkę, co zaowocowało zdobyciem oszałamiającej liczby punktów: 0 (zero). Poniżej zapis audycji (chyba mnie nie powiesi Polsat?).

Dramat prawda? Uważni mogą usłyszeć kiedy był naciskany klawisz i po jakim czasie postać na ekranie raczyła zareagować - grac się niestety nie dało, na szczęście Bartek specjalnie się nie przejął, o co się z żoną strasznie martwiliśmy, że złapie doła i jakoś przeszło. W każdym razie nie polecam Hugo, jako rozrywki dla dzieci, no chyba, że traficie na logiczną gierkę ;)

Still alive

Junior jr wcina i rośnie, jak na drożdżach - wyraźnie się zaokrągla ten mały łotrzyk. Wczoraj byliśmy z wizytą u Starych, to trochę dał po garach w nocy - ale kładziemy to na karb "zmiany klimatu", w sumie to pierwsza taka wielka wycieczka dla blisko trzytygodniowego bąbla. Tak poza tym to złote dziecko - nie beczy, nie choruje i nie robi awantur. Poje, przepije i śpi snem sprawiedliwego - oby tak dalej i wszystko będzie w jak najlepszym porządku.

Tradycyjnie na porządne granie czasu nie ma - tylko jakieś zapychacze czasu wolnego, czyli MAME, jakieś głupie mini-gierki we Flash, a na dokończenie czeka Ubersoldier 2 - podobno już, jak wynika z cut-scenek, zostało niewiele - no ale tu już trzeba przysiąść...

Jakoś przez ten cały galimatias nie było czasu się pochwalic nową produkcją, która wyszła spod moich paluchów - czyli Nju Jer intro, które powstało, jako częśc noworocznego, atarowskiego dysku przygotowywanego przez PPS-a.

Nju Jer

Kod (asembler 6502) i grafika wypłynęły spod moich, wspomnianych wcześniej, paluchów, a super kower kolędy w wersji na cztery kanały atarowskiego POKEY-a skomponował Miker. Gdyby ktoś chciał to może sobie pobrac z popularnego "połecia".

Kontakt

Jeśli koniecznie chcesz się ze mną skontaktować...

  • Jabber: delyra@jabber.wp.pl
  • GG: 765628
  • e-mail: daniel.kozminski@gmail.com
  • tel: +48605650809