Trzy razy po jednym razie

Junior Jr rośnie, jak na drożdżach, a może i jeszcze szybciej. Z dnia na dzień centymetrów mu przybywa i nie wiadomo kiedy przestał się łotr mieścić w swojej własnej, osobistej wanience i rozpoczął kąpiele w prawdziwej, dorosłej wannie.

Mleko butelkowe również powoli przestaje smakować i powoli zaczął się przerzucać na bardziej ludzkie jedzenie czyli np. owoce itp. Poniżej możecie obejrzeć prawdziwie drastyczne sceny z tego procederu.

Co ciekawe, małemu znacznie lepiej wychodzi stanie na nóżkach (oczywiście przytrzymywany) niż własno... hmmmm... własnoplecne siadanie - ale to już podobno niedługo ma się poprawić. Bartek z kolei o wiele bardziej lubił brykanie na brzuszku. Aleksandrowi wychodzi to dosyć średnio.

Stać łotrzyk woli zdecydowanie bardziej, na co dowód poniżej.

W ogóle to kiedy te dzieci wszystkie rosną, nim się człowiek nie obejrzy, a już zaczynają chodzić, mówić, biegać itp. Teraz tylko czekać, aż Bartek przyjdzie i powie "tato, daj parę PLN, bo na imprezę idę...".

Skończyłem drania!

Korzystając z tego, że Junior Sr raczył wyjechać do dziadków do Piastowa na przedletnie wakacje udało mi się WRESZCIE ukończyć Ubersoldiera 2. No i może od razu krótkie podsumowanie.

Gra jest długa, co zupełnie nie pasuje do jej niskiej ceny i reklamowanej "budżetowości", rzekłbym nawet, że za długa. Widać nawet, że w pewnym momencie projektanci chyba na siłę rozbudowywali niektóre wątki, przez co zwiedzimy niemal cały świat. Ale nie ma tego złego, co na by na dobre nie wyszło, Europa, Afryka, Azja - jest co pooglądać, naprawdę.

Co się podobało? Klimat - zwolennicy alternatywnej wizji Drugiej Wojny Światowej będą w raju, fanatycy sekretnych broni III Rzeszy również. Ja zwróciłem uwagę na świetne rysunki, które zastąpiły, kiepskie (moim zdaniem) cut-scenki z części pierwszej. Miłośnicy kreski rodem z Kapitana Żbika czy też Podziemnego Frontu będą z pewnością usatysfakcjonowani.

Ubersoldier - Spotkanie z Tygrysem

Co było "na minus"? Ano chyba dłużyzna, można było spokojnie pominąć kilka etapów i sądzę, że nic by się nie stało. Poza tym zakończenie - nie wiem czy powinienem to pisać, ale zakończenie jest kiepskie. Bardzo. Po eksterminacji hord wrażych wojsk, przebyciu połowy świata gracz oczekuje czegoś więcej niż... No, skończycie to zobaczycie.

Czy polecam? Tak, polecam. Tania, jak barszcz, a potrafi zabawić!

Apsik

No i przypętała mi się jakaś wyjątkowo złośliwa odmiana alergii. Od kilku dni z nosa na przemian mi kapie, jak z kranu albo mam zapchany, że aż palić się nie da :) Jak na tą chwilę jest nieco lepiej ponieważ Żona nabyła drogą kupna jakiś specjalny psikacz do nosa, który nieco poprawia sytuację - ale wciąż jakoś mi tak niekomfortowo - eh te choroby cywilizacyjne.

Tymczasem mamy Euro 2008 - na razie rewelacji jakoś nie zaobserwowałem, włącznie z występem naszych orłów z Niemcami. Co do meczu "o wszystko", drugim Grunwaldzie itp., to złe przeczucia miałem już wtedy, kiedy zobaczyłem reprezentację Polski wychodzącą z tunelu na murawę. Wyglądali na niepewnych siebie, przestraszonych i przytłamszonych przez nadmiernie rozbudzone oczekiwania kibiców i mediów. Zgodnie z moimi przypuszczeniami kiedy to przez niedzielą niemal każdy samochód był ozdobiony powiewającą flagą, to w poniedziałek żadnej flagi już nie widziałem, tradycyjnie balonik pękł.

Jak na razie, mimo że widać iż zawodnicy biegają, starają się to mecze są jakieś bez wyrazu - schematyczne. Bardzo podoba mi się gra drużyny Portugalii, która gra konsekwentną piłkę, do końca i z polotem, a najlepszym dotąd meczem był pojedynek Holendrów z Włochami. Włosi, paradoksalnie, zagrali bardzo dobry mecz, a polegli różnicą trzech bramek z rewelacyjnie grającą drużyną "pomarańczowych", w której pierwsze skrzypce grali Wesley Sneijder i Edwin van der Sar - więcej takich spotkań!

Kolejna sprawa to transmisja wspomnianego Euro w HD, jako że od pewnego czasu jestem posiadaczem nowego pudła zwanego telewizorem to grzechem byłoby nie oglądanie takiego wydarzenia w porządnej jakości. Krótko i zwięźle - jeśli ktoś będzie Wam usiłował wmówić, że HDTV to bajer, a różnicy i tak nie widać to spokojnie możecie się roześmiać i popukać się w czoło. Różnica jest kolosalna, a najlepszym przykładem może być opinia mojej żony, która stwierdziła, że obraz "jakiś taki lepszy", a jeśli kobieta potrafi zwrócić na to uwagę to coś w tym musi być. W szczególności, że kiedy przechodziliśmy ze zwykłej kablówki na DVB-C to "różnicy nie było żadnej" :)

W cieniu Euro

Żyję, żyję. Tylko czasu jak zwykle brakuje. Co prawda Junior Jr drze się już coraz mniej, ale do stanu normalności jeszcze troszeczkę brakuje. Oczywiście na granie czasu nie ma, tak jak to bywało ostatnio - więc Ubersoldier 2 leży od kilku miesięcy nieskończony. Trzeba się jednak będzie za niego zabrać, bo od czasu, kiedy na granie nie mam nawet pół godziny zdążyło się pojawić na półkach w sklepie kilka gier, które chciałbym obmacać - a i jakoś mi przyszła chęć na powtórzenie sobie całej serii Call of Duty. No i trzeba pamiętać o październiku, kiedy to ma się ukazać RA3, o którym pisałem poprzednio.

Skąd brać czas?

Jurassic Pałk

W weekend zrobiliśmy sobie z całą rodzinką, na polecenie Juniora Sr, wycieczkę do Bałtowskiego Parku Jurajskiego. W sumie niedaleko, raptem 60 kilometrów - aż dziw, że wcześniej się nie zdecydowaliśmy bo, mimo wszystko, warto.

Dojechać tam nie jest łatwo, drogowskazy do Parku ustawione są przed samym parkiem, a trasa z Radomia jest nieco zawiła - aż dziw, że nie zadbano o to, całe szczęście, że jechaliśmy wyposażeni w GPS. W każdym razie i tak ci, którzy chcą to dojadą albowiem tłumy w środku są nieprzebrane.

Po uiszczeniu opłaty można się wreszcie wybrać w szlak ubarwiony "prawdziwymi" dinozaurami, uwaga, w skali 1:1! Co prawda, kiedy człowiek się dobrze przyjrzy to dinusie nieco rażą plastikiem i gumą, ale na maluchach wrażenie wywierają niesamowite. Dokładając kilka placów zabaw wyposażonych w szereg atrakcji, jakie tylko maluch może sobie wyobrazić i mamy idealne miejsce - raj :) Dodatkowo można sobie pojeździć na koniach za jedyne 3 zeta od rundki. Galeryjka z naszej wizyty jest pod tym linkiem.

Żeby nie było, że wpis jest sponsorowany to teraz będzie parę moich uwag. Obsługa placu zabaw jest do bani - nikt nie pilnuje żeby młodsze dzieci nie wchodziły na zabawki wybitnie dla nich nie przeznaczone, tylko wpuszcza jak leci, sam byłem świadkiem jak kilka dziewczynek nie dawało sobie rady z wlezieniem na wielką zjeżdżalnię i potem marudziły z łzami w oczach - a jakie było podejście można było zauważyć dopiero po wejściu do środka. Po drugie opisy przy dinozaurach są lakoniczne i zajmują po 2 linijki na tabliczce. Pfff!!! Dla tego, kto przyjeżdża taki kawał i chciałby się dowiedzieć czegoś więcej to spory minus! A na koniec rzecz (w mojej prywatnej skali) najbardziej dyskwalifikująca - na jednym z placów zabaw było zadaszone pomieszczenie z coin-opami, był After Burner, Rave Racer i inne hiciory od Segi i Namco - co z tego, kiedy wszystkie były zaopatrzone w kartkę AUTOMAT NIECZYNNY.

Więcej tam nie pojadę ;)

Nowe zabawki

Tydzień się rozpoczął całkiem fajnie - Bartek dostał za występ w Hugo nagrodę pocieszenia w postaci całkiem fajnego pada (jeszcze nie sprawdzałem czy jest lepszy w FIFA od opisywanego wcześniej), nagroda szła dobre dwa miesiące - pewnie dlatego, że w adresie zamiast Kolberga ktoś rezolutnie wpisał Kolbergera. I tak dobrze, że poczta sobie nie przywłaszczyła.

A propos poczty, to nie lubimy się bardzo od jakiegoś czasu z powodu okrutnego traktowania przesyłek, które do mnie przyjeżdżają / przylatują. Dwie kolejne przesyłki doręczono mi w takim stanie, że listonosz (chociaż co on winny) miał szczęście, że nie zastał mnie w domu tylko przezornie zostawił awizo - średniowieczne tortury to mało w porównaniu z traktowaniem moich cudeniek kupionych za ciężką walutę.

A wczoraj nabyliśmy z żoną najfajniejszą zabawkę - nowy telewizorek :) Zgodnie z panującą obecnie modą to elcedek - Samsung LE32S81B. Dla mnie, jako purysty pod względem wyglądu i jakości to obraz jest bardzo w porządku, w sumie nie ma się co spodziewać za taką cenę specjalnej rewelacji. Po dokładnym wyregulowaniu i dopieszczeniu obraz jest całkiem przyzwoitej jakości, gdyby ktoś szukał telewizora w dobrej cenie to oczywiście polecam!

Gdyby ktoś się dziwił czemu wpisy na blogasie pojawiają się tak rzadko, to nadmienię tylko, że podczas pisania tej notki:

  • dwa razy bujałem po kilka minut Juniora Jr
  • przewijałem Juniora Jr
  • oglądałem jaki to Junior Sr jest już duży poprzez demonstrację Bartka, że może dosięgnąć szyby przy drzwiach do kibelka
  • karmiłem Juniora Jr
  • ścieliłem łóżko

Tylko tyle, a wpisanie powyższego tekstu zajęło (łącznie z przerwami) około półtorej godziny.

Still alive

Nie piszę, bo nie mam kiedy. Nie mam kiedy bo wszelkie wolne chwilę poświęcam na wypoczynek z powodu wiadomego - Junior Jr jest wyjątkowo "naręcznym" dzieckiem i z wyjątkiem snu, jedzenia oraz przerw na "rozmowy" drze się niemiłosiernie :)

W porównaniu z Juniorem Sr da się zauważyć kilka różnic: po pierwsze Bartek jadł regularnie, spał regularnie i ogólnie był regularnym dzieckiem. Za to Aleksander je i śpi bardzo nieregularnie, za to jest bardziej "zbity" w budowie i więcej gada w swoim osobistym narzeczu. Bartosz nie mówił prawie wcale, za to jak rozpoczął w pewnym momencie to do tej pory nie przestał - prawdopodobnie z Aleksandrem będzie odwrotnie. Zobaczymy.

Najsmutniejsze jest to, że granie leży u mnie na całej linii :) Jeśli już to występują jakieś krótkie partyjki w Gunsmoke lub Bosconiana - tak żeby się odstresować, na nic poważniejszego nie ma ani chęci, ani specjalnie czasu, chociaż powoli sytuacja się poprawia, z uwagi na to, że Junior Jr jakby się z dnia na dzień uspokajał. Oby to nie była cisza przed burzą.

Life after death :)

Długo nie pisałem, bo nie było specjalnie czasu, a zdarzyło się całkiem sporo.

Po pierwsze multi-8bit zlot udał się znakomicie - zabawa tradycyjnie była pierwsza klasa, fajnie znowu było obejrzeć wszystkie kochane mordy, pricjoza. W gfx compo nie udało się zająć miejsca medalowego, ale konkurencja trzeba przyznać była mocna.

Po drugie po raz pierwszy (i mam nadzieję ostatni) uczestniczyłem w prawdziwym poważnym wypadku samochodowym. W drodze powrotnej ze wspomnianego zlotu, po zatankowaniu paliwa i wyjeździe z Trencina nasz kierowca raczył nie przewidzieć, że Słowacy na czerwonym siedzą grzecznie w swoich samochodach i czekają aż zapali się światło w kolorze zielonym więc przygrzmociliśmy ze sporą prędkością w tył owego cierpliwego. Na szczęście nic poważniejszego nam się nie stało - ja mam obite żebra od pasów (już drugi tydzień ciągną...), stłukła się jedna butelka przeznaczona na prezent dla Żony, no i Corsa kumpla została sobie u naszych południowych sąsiadów w celu naprawy. Dobra rada - zapinajcie pasy, przy tej prędkości podejrzewam, że wyskoczyłbym przez przednią szybkę i kawałek jeszcze uleciał.

No tak, a w domu raczej po staremu. Junior jr rośnie jak na drożdżach i według przychodniowej wagi jego masa wynosi 7,25kg. Suszarka, która służyła do uspokajania poszła w kąt ponieważ młody coraz mniej raczy marudzić - widać wszystko jest na dobrej drodze. Poza tym trzeba odnotować, że strasznie się rozgadał - czasem potrafi ładne parę minut wydawać odgłosy w swoim własnym języku:

  • A guuuu!
  • A gugugugugugu
  • Auuuu uuuu...
  • Ehhhhh

Na granie oczywiście czasu nie mam, a na półce leży ciągle nieskończony Ubersoldier 2, hm - może jak będę później chodzić spać to z godzinkę dziennie uda się wykroić na granie? Zobaczymy.

Tata poleca!

Juniorowi jr rośnie się, jak na drożdżach - wcina ile wlezie czym przypomina rybkę, która zje dokładnie tyle, ile jej się poda - dopóki nie pęknie. Różnica jest tylko taka, że Junior nie pęka tylko radośnie, w pewnym momencie, sobie uleje. A już ulubionym Jego zajęciem jest sikanie akurat wtedy, gdy tatuś względnie mamusia zdjęli pieluchę w celu zmiany jej na nową - koniecznie z innym obrazkiem. Przy okazji przedstawię kilka dobrych, sprawdzonych rad dla świeżo upieczonych rodziców:

  1. Sprawdzanie smoczkiem / pustą butelką czy dziecko chce jeść nie działa, niemowlak jest już cwany i zawsze "powie", że takiego nie chce. Najlepiej sprawdza się - uwaga - własny nos, który zbliżamy do ust dziecka - kiedy będzie głodne, będzie próbować go chwycić i zjeść.
  2. Podczas przewijania trzeba zachować szczególną czujność bo jest ok. 80% prawdopodobieństwo, że akurat wtedy dziecko będzie sikać - i to strumieniem o ponadprzeciętnym ciśnieniu (hmm, ciekawe tatusiu, jak daleko mogę dosikać).
  3. Najlepiej na świecie (nawet największych krzykaczy na świecie) uspokaja:
    • wizyta gości - niemowlak zawsze będzie leżał cicho i grzecznie - nawet gdy nie śpi
    • suszarka do włosów - skierowana na brzuszek, jak również na dowolne inne miejsce w domu.
  4. Im bardziej, podczas bujania, odskakuje głowa, a ewolucje są najdziksze na świecie - tym bardziej dziecko jest zadowolone.

Poza tym (z Juniorem sr nie doświadczyliśmy czegoś takiego) warto wiedzieć, że można się usrać aż po szyję (pewnie jeszcze wyżej też się da) i to po obu stronach człowieka - jak widać dla niemowlaków nie ma rzeczy niemożliwych...

Kolejne jabłko w domu i coś jeszcze

Tradycyjnie nie było się kiedy pochwalic nową zabawką w kolekcji - prekursorem popularnych teraz palmów czyli Apple Newtonem. Gadżecik dotarł do mnie ponad tydzień temu, a jeszcze się nim zbyt dobrze nie nacieszyłem - już prędzej Junior Sr, jemu malowanie, zmazywanie i inne operacje na ekranie idą znakomicie. W chwili wolnej przysiądę i powgrywam jakieś ciekawe aplikacje, wybór jest dosyc spory, więc zabawy należy się spodziewac co nie miara :)

Kolejna sprawa. Wreszcie wróciła do mnie karta graficzna z serwisu. Tzn. wróciła inna, lepsza - dałem zepsutego Palita, a dostałem high-endowego XFX. Niestety, a może i "stety" mam już Radeczka 3850 i pięknie wykonany XFX poszedł na Allegro - gdyby ktoś chciał niedrogą, fajną kartę do grania w 1280x1024 z rozsądną ilością detali to polecam klikac i lictytowac - nóweczka sztuka, nawet jeszcze nie rozpakowywana:)

Woohoo!

Junior młodszy ma już prawie miesiąc - stary chłop z niego, wcina aż się butelka trzęsie. Tylko patrzeć jak zacznie siadać - na razie coraz częściej zaczyna się rozglądać dookoła po świecie swoimi nieprzeciętnie wielkimi ślepiami.

Natomiast Junior starszy miał (nie)przyjemność wystąpić wczoraj (02.02) w polsatowskim Hugo (dla niewiedzących to taka telewizyjna gra, gdzie się dzwoni i gra na "telizorze"). Z tym całym występem od początku było coś nie tak, otóż nie można sobie ot tak zadzwonić i zagrać, trzeba najpierw napisać list "do Hugo", a potem cierpliwie czekać aż nas wybiorą. No i jakieś dwa tygodnie temu zadzwoniła filuterna Pani Z Telewizji, aby poinformować, że Bartek został zakwalifikowany, jako czwarta osoba do zeszłotygodniowej audycji. Oczywiście wcale czwarty nie był, w zeszłą sobotę również nie - i wytłumaczcie teraz pięciolatkowi, że w TV pracują średnio odpowiedzialne osoby, ja osobiście byłem za podaniem Polsatu do sądu za wyrządzone straty moralne dziecku. No ale wczoraj z samego rana zadzwonili wreszcie i kazali czekać bo zaraz będzie gra...

Junior wykazał się nieprzeciętnymi zdolnościami krasomówczymi (to po mamie) i raczył na luzaku przegadać Hugo i prowadzącego. Niestety z grą nie poszło już tak łatwo - otóż lag między klawiszami telefonu i reakcją postaci na ekranie jest ogromny, ponadkilkusekundowy! Okazuje się, że Junior miał pecha ponieważ osoba grająca przed nim miała łatwiejszą grę - niewrażliwą na lagi grę decyzyjną, a Bartek grał w zręcznościówkę, co zaowocowało zdobyciem oszałamiającej liczby punktów: 0 (zero). Poniżej zapis audycji (chyba mnie nie powiesi Polsat?).

Dramat prawda? Uważni mogą usłyszeć kiedy był naciskany klawisz i po jakim czasie postać na ekranie raczyła zareagować - grac się niestety nie dało, na szczęście Bartek specjalnie się nie przejął, o co się z żoną strasznie martwiliśmy, że złapie doła i jakoś przeszło. W każdym razie nie polecam Hugo, jako rozrywki dla dzieci, no chyba, że traficie na logiczną gierkę ;)

Still alive

Junior jr wcina i rośnie, jak na drożdżach - wyraźnie się zaokrągla ten mały łotrzyk. Wczoraj byliśmy z wizytą u Starych, to trochę dał po garach w nocy - ale kładziemy to na karb "zmiany klimatu", w sumie to pierwsza taka wielka wycieczka dla blisko trzytygodniowego bąbla. Tak poza tym to złote dziecko - nie beczy, nie choruje i nie robi awantur. Poje, przepije i śpi snem sprawiedliwego - oby tak dalej i wszystko będzie w jak najlepszym porządku.

Tradycyjnie na porządne granie czasu nie ma - tylko jakieś zapychacze czasu wolnego, czyli MAME, jakieś głupie mini-gierki we Flash, a na dokończenie czeka Ubersoldier 2 - podobno już, jak wynika z cut-scenek, zostało niewiele - no ale tu już trzeba przysiąść...

Jakoś przez ten cały galimatias nie było czasu się pochwalic nową produkcją, która wyszła spod moich paluchów - czyli Nju Jer intro, które powstało, jako częśc noworocznego, atarowskiego dysku przygotowywanego przez PPS-a.

Nju Jer

Kod (asembler 6502) i grafika wypłynęły spod moich, wspomnianych wcześniej, paluchów, a super kower kolędy w wersji na cztery kanały atarowskiego POKEY-a skomponował Miker. Gdyby ktoś chciał to może sobie pobrac z popularnego "połecia".

Dajemy radę

Wpisów mało, bo nie ma kiedy. Ja osobiście chodzę jak zombie - nie śpię w nocy, odsypiam do ok. 12:00, a już pojutrze trzeba będzie wracać do pracy.

Junior jr, zwany również Xanderem (przez Juniora sr) względnie Super Mario Bros (przeze mnie, bo cieszy się jak go "podskakuję") czuje się znakomicie, wcina jak opętany i coraz częściej łypie oczkami na otaczający świat, kto tęskni za zdjęciami może się zapisać na RSS w mojej Picasie.

Oczywiście na żadne poważne granie nie mam co liczyć - wolne chwile poświęcam jedynie na chwilowe pogrywanie w Gun Smoke (gra na PC zdecydowanie nabiera rumieńców podczas grania kilkuprzyciskowym padem) oraz przeglądanie newsów. More oczywiście to come :)

Back in time

Jest spora szansa, że jutro Małżonka wraz z Juniorem jr wrócą na stare śmieci, czyli do domu. Wszystko na razie rozwija się w bardzo dobrym kierunku, brak komplikacji, więc po tygodniu wszystko będzie po staremu z wyjątkiem nowego lokatora - Aleksandra.

A właśnie, obiecałem zdjęcia:

Pierwsze zdjęcia Alka

Kopia Juniora sr, jak nic. Na Picasie są również zdjęcia Bartka z "tego samego wieku" - można więc łatwo porównać.

Jjjupi!

No więc stało się, od dziś nasza rodzina liczy sobie już 4 osoby. Dziś rano urodził się mój drugi syn, który według niektórych lekarzy miał byc dziewczynką (nie wierzcie służbie zdrowia). Oczywiście, jak na przyszłego gracza (po tatusiu i bracie) pierwszy jego wynik to 10 pts (max) w grze zwanej Skala Apgar.

Kawał zioma - po urodzeniu ważył 3800g, a z wyglądu to normalnie kopia Juniora (którego od teraz będę chyba nazywał Junior Sr ;) Co prawda miałem lekkie problemy z dostaniem się na oddział położniczy w szpitalu z powodu zamknięcia odwiedzin - jakieś wirusy podobno szaleją - ale dla chcącego taty nie ma rzeczy niemożliwych.

Zdjęcia wkrótce. Stay tuned!

Śnieg!

Co prawda nie jest go po kostki, ale coś tam się zabieliło za oknem - jestem w stanie uwierzyć, że w tym roku białego szaleństwa nie będzie. Mi to zasadniczo rybka, ale Junior chętnie by pewnie jakąś wojnę śnieżną zmontował.

Okazuje się, że najpopularniejszym wpisem na moim blogasie jest przepis, jak uruchomić prawą gałę w padach podczas grania w FIFA08 - niemal codziennie ktoś się do mnie odzywa na GG / Jabberze z prośbą o pomoc, niestety gro z tych delikwentów oczekuje, że zamiast poświęcać czas na własne przyjemności będę siedzieć dniami i nocami i badał ich pady, próbował dopasować pliki systemowe - czyli zrobić wszystko za nich. Otóż nie! Siedźcie sobie ludziki i sami kombinujcie - czy dzisiejsze pokolenie nie ma ambicji żeby coś samemu pokombinować? Tylko na gotowe względnie żeby ktoś za nich siedział i robił? Smutne trochę.

Ubersoldier II jest już na wykończeniu, gra jest długa, a poziom trudności rośnie wraz z kolejnymi etapami - przedwczoraj na jeden dzień się poddałem, jeden z bossów tak mi zalazł za skórę, że chwilowo odechciało mi się strzelania. Dzień odpoczynku pomógł - jestem już (chyba) bliżej niż dalej, a fabuła dalej się rozkręca. Jest fajnie i naprawdę nie mogę żałować wydanych 20 złotych, powiem więcej - jeśli powstanie trzecia częśc to też się skuszę.

I po świętach

Święta tradycyjnie przeszły, bo nie miały innego wyjścia - prezenty też niestety tradycyjne: skarpetki, dezodoranty itp - czyli nic nowego i odkrywczego. Obżarstwa też się nie udało uniknąć, jak to mówią nasi bracia zza oceanu SDSS.

Z porodem żony też na razie sprawa nie rozwiązana w dosłownym tego słowa znaczeniu, czekamy i czekamy na sygnał, kiedy to udamy się na porodówkę, a potem wiadomo - świętowanie :)

W celu nieco przyjemniejszego oczekiwania nabyłem sobie wspominaną w poprzednich wpisach drugą cześć Ubersoldiera za oszałamiającą kwotę 19,99 polskich nowych złotych. I jak? Ano całkiem podobnie, jak w poprzedniej części. Wizualnie specjalnie druga odsłona przygód Karla Stoltza (co za głupie nazwisko, wiadomo z czym się kojarzy) nie różni się od tego, co mieliśmy przyjemność oglądać kilka lat temu. No może dołożono trochę lepszych tekstur, a i obiekty nieco przyjemniejsze. Dalej mamy możliwość włączania personalnego shielda, który zatrzymuje i odbija pociski wrogów, IIWW też jakby taka sama.

Z nowości zaobserwujemy inne podejście do cutscenek - tym razem są niejako ożywione, bardzo fajnie narysowane komiksy, niestety z fatalnym dubbingiem. Aktorami, którzy podkładali głosy zostali chyba sami twórcy gry, oj nie wyszło to na dobre - zmarnowano kolejny fajny pomysł, bo kreska w tych komiksach jest całkiem w porządku. Kolejna sprawa to punkty doświadczenia, które można rozdysponować po zakończeniu etapu. Działa to w ten sposób, że kiedy ustrzelimy 3 headshoty lub pokonamy 3 wrogów za pomocą sztyletu w określonym czasie zdobywamy PD. Po udanej misji możemy włożyć te punkty w dłuższy czas działania tarczy, zwiększenie celności, dłuższy pasek ze zdrowiem czy też wydłużony czas SuperZdolności. SuperZdolnośc to też novum - po trzech headshotach mamy kilkanaście sekund na kolejny strzał w głowę - uaktywnia się wtedy tryb Ubersnajper, gdzie czas płynie nieco wolniej i zdecydowanie łatwiej trafic wroga, a każde trafienie podnosi poziom energii, podobnie dzieje się kiedy zabijemy trzech nazistów za pomocą noża - włącza się tryb Berserk, gdzie niemal bezkarnie możemy biegac z kosą i szlachtować wrednych Niemców. Ot takie urozmaicenia.

Ogólnie gra się całkiem przyjemnie, wybór broni jest niemal identyczny co w "jedynce", scenariusz też podobny - naszym celem jest poznanie dlaczego mimo zniszczenia fabryki "Uberżołnierzy" naziści wciąż produkują specyfik służący do "ulepszania" armii. W międzyczasie intryga się komplikuje jeszcze bardziej, napotykamy po drodze zastępy Ubermachtu (zmodyfikowany genetycznie Wehrmacht), a ruch oporu zostaje zdekonspirowany przez... Spoilerów nie będzie - można iść do sklepu i spokojnie wydać te dwie dyszki, miłośnicy alternatywnej wersji IIWW i FPP będą raczej zadowoleni. Szczerze mówiąc to i ja czekam jak się rozwinie dalej historia.

Time to rest

No właśnie, przyszedł czas na odpoczynek - po cały roku zasuwania na wszelkich frontach czas na lekki relaksik :) Co prawda jeszcze tylko w wigilię do pracy, a potem już caaały tydzień wolnego, no i kilka godzin niepewności, co tym razem znajdę pod choinką (czyt.: jaki kolor skarpetek oraz w jakie będą wzorki).

W sklepach, co raczej nie powinno dziwic, kolejki zaczynają się pod przeciwną do kas ścianą - okres oczekiwania na obsłużenie niebezpiecznie zbliża się do godziny - mogliby chociaż ostawić w okolicach kas jakieś stojaki z prasą. Człowiek by się tak nie nudził. Poza tym akurat, kiedy ja robiłem zakupy z rodziną z głośników płynął radosny głos spikerki informującej, że karty płatnicze w związku z awarią systemu nie będą honorowane, co wzbudziło zrozumiałą wesołość na markecie.

Natomiast w MM podejrzane pustki - czyżby już wszystkie telewizory się wyprzedały? Ja za to upatrzyłem drugą częśc mojej ulubionej gierki, której prolog ostatnio sobie odświeżyłem czyli Ubersoldiera. Zaraz pobierzemy demo i sprawdzimy czy są jakieś konkretniejsze zmiany - jedno wiemy napewno: cena nadal atrakcyjna.

Skoro już jestem przy grach to warto wspomniec o nowym filmiku z Achmedem, Martwym Terrorystą, który żartuje sobie z Guitar Hero (a potem Halo na X360) w kontekście świątecznej piosenki "Jingle Bombs" - gracz zawsze wyłapie takie wtrącenia ;)

Zarobiony po uszy

No i sprawa rozwiązana. Stara karta idzie do serwisu (jeszcze tylko dla pewności oddam ją znajomemu żeby potwierdził na swoim setupie czy artefaktuje), a w moim pudle siedzi już Radeon 3850. Od razu go spociłem Call of Duty 4 z wszystkimi suwakami do końca skali oraz świeżo ściągniętym demkiem Lost Planet - specjalnego wrażenia na nim to nie zrobiło. Tak też miało być.

Szkoda tylko wielka, że specjalnie czasu na pocenie karty nie uświadczam. W pracy praca, w domu praca, a funduszy ciągle brakuje - co tu robic? Chyba trzeba się do tego powoli zacząć przyzwyczajać.

Natomiast z powiększenia się rodziny w tym tygodniu nici - położna wybiła nam to z głowy ponieważ - uwaga - w tym tygodniu wymieniane są okna w szpitalu i rodzenie jest zabronione :) Trudno, darmo - trzeba wytrzymać do następnego tygodnia, czyli prawie do świąt. Dobrze, że to nie ja rodzę, bo gdybym chodził z takim wielkim obciążeniem to chyba wolałbym rodzic w szpitalu bez okien niż tachać codziennie taki ładunek.

W pracy z kolei do końca roku mnie za dużo nie zobaczą - od początku tego tygodnia jestem na trzydniowym kursie ASP.NET (tym razem prowadzący nie mówią "sikuel serwer"), a potem to trzeba wykorzystać urlop - nieładnie bowiem przechodzić z urlopem na następny rok - poza tym został mi jeszcze jeden dzień "opieki nad dzieckiem", który to nie przechodzi, więc nie można pozwolić aby się zmarnował.

Miła niedziela

Co za tydzień, dawno już nie było tak zarobionych siedmiu dni. Ciekawy jestem czy, kiedy przyszłoby mi tak zasuwać przez dłuższy czas, to bym się przyzwyczaił? :) Ale pojawia się już światełko w tunelu - święta, jak również to, że zostało mi jeszcze 6 dni wolnego do wykorzystania. Przy korzystnym ułożeniu świąt i weekendów wychodzi na to, że 20 grudnia już będę miał urlop - do końca roku! Jupi :)

Wczoraj pocztą przyszła całkiem fajna przesyłka reklamowa (chyba pierwszy "spam", który mi się podoba) od Cenega Poland - magazyn reklamowy Kompania Graczy, wraz z DVD! Sam magazyn jest fajny, kolorowy, ma 32 strony i naprawdę jest ciekawy. W środku recenzje gier dla każdego: od dzieci ledwo odróżniających myszkę od gryzaka (Kangurek Kao, Wildlife Park) aż do urodzonych morderców (Hitman). Dodatkowo DVD z trailerami i demami gier - takie mini CD-Action ;) Brawo Cenega, chętnie znowu coś od Was kupię.

Drugą przyjemnością wczoraj był kumpel, który przyniósł mi obiecane wcześniej gry dla Lynxa - kolekcja się powiększa. Gierki to Tournament Cyberball oraz Hard Drivin'.

Tournament Cyberball to futurystyczna wersja futbolu amerykańskiego z wszystkimi jego strategiami, rzucaniem czymś co pewnie jest piłką oraz przepychaniem się na boisku.

Hard Drivin' tru-graczom przedstawiać nie trzeba, a dla tych, którzy nie wiedzą (są tacy?) dodam, że to jedne z najbardziej kultowych wyścigów, które ukazały się na niemal wszystkie platformy od ZX Spectrum i Commodore 64 poprzez Amstrada CPC, Atari ST, starsze konsole pokroju Sega Mega Drive oraz te nowsze: GameCube, Playstation 2, Xbox.

Niedziela zapowiada się w miarę spokojnie więc jest z czym miło spędzić weekend, takie niedziele bardzo lubię i popieram :)

Kontakt

Jeśli koniecznie chcesz się ze mną skontaktować...

  • Jabber: delyra@jabber.wp.pl
  • GG: 765628
  • e-mail: daniel.kozminski@gmail.com
  • tel: +48605650809