Time to rest

No właśnie, przyszedł czas na odpoczynek - po cały roku zasuwania na wszelkich frontach czas na lekki relaksik :) Co prawda jeszcze tylko w wigilię do pracy, a potem już caaały tydzień wolnego, no i kilka godzin niepewności, co tym razem znajdę pod choinką (czyt.: jaki kolor skarpetek oraz w jakie będą wzorki).

W sklepach, co raczej nie powinno dziwic, kolejki zaczynają się pod przeciwną do kas ścianą - okres oczekiwania na obsłużenie niebezpiecznie zbliża się do godziny - mogliby chociaż ostawić w okolicach kas jakieś stojaki z prasą. Człowiek by się tak nie nudził. Poza tym akurat, kiedy ja robiłem zakupy z rodziną z głośników płynął radosny głos spikerki informującej, że karty płatnicze w związku z awarią systemu nie będą honorowane, co wzbudziło zrozumiałą wesołość na markecie.

Natomiast w MM podejrzane pustki - czyżby już wszystkie telewizory się wyprzedały? Ja za to upatrzyłem drugą częśc mojej ulubionej gierki, której prolog ostatnio sobie odświeżyłem czyli Ubersoldiera. Zaraz pobierzemy demo i sprawdzimy czy są jakieś konkretniejsze zmiany - jedno wiemy napewno: cena nadal atrakcyjna.

Skoro już jestem przy grach to warto wspomniec o nowym filmiku z Achmedem, Martwym Terrorystą, który żartuje sobie z Guitar Hero (a potem Halo na X360) w kontekście świątecznej piosenki "Jingle Bombs" - gracz zawsze wyłapie takie wtrącenia ;)

Zarobiony po uszy

No i sprawa rozwiązana. Stara karta idzie do serwisu (jeszcze tylko dla pewności oddam ją znajomemu żeby potwierdził na swoim setupie czy artefaktuje), a w moim pudle siedzi już Radeon 3850. Od razu go spociłem Call of Duty 4 z wszystkimi suwakami do końca skali oraz świeżo ściągniętym demkiem Lost Planet - specjalnego wrażenia na nim to nie zrobiło. Tak też miało być.

Szkoda tylko wielka, że specjalnie czasu na pocenie karty nie uświadczam. W pracy praca, w domu praca, a funduszy ciągle brakuje - co tu robic? Chyba trzeba się do tego powoli zacząć przyzwyczajać.

Natomiast z powiększenia się rodziny w tym tygodniu nici - położna wybiła nam to z głowy ponieważ - uwaga - w tym tygodniu wymieniane są okna w szpitalu i rodzenie jest zabronione :) Trudno, darmo - trzeba wytrzymać do następnego tygodnia, czyli prawie do świąt. Dobrze, że to nie ja rodzę, bo gdybym chodził z takim wielkim obciążeniem to chyba wolałbym rodzic w szpitalu bez okien niż tachać codziennie taki ładunek.

W pracy z kolei do końca roku mnie za dużo nie zobaczą - od początku tego tygodnia jestem na trzydniowym kursie ASP.NET (tym razem prowadzący nie mówią "sikuel serwer"), a potem to trzeba wykorzystać urlop - nieładnie bowiem przechodzić z urlopem na następny rok - poza tym został mi jeszcze jeden dzień "opieki nad dzieckiem", który to nie przechodzi, więc nie można pozwolić aby się zmarnował.

Miła niedziela

Co za tydzień, dawno już nie było tak zarobionych siedmiu dni. Ciekawy jestem czy, kiedy przyszłoby mi tak zasuwać przez dłuższy czas, to bym się przyzwyczaił? :) Ale pojawia się już światełko w tunelu - święta, jak również to, że zostało mi jeszcze 6 dni wolnego do wykorzystania. Przy korzystnym ułożeniu świąt i weekendów wychodzi na to, że 20 grudnia już będę miał urlop - do końca roku! Jupi :)

Wczoraj pocztą przyszła całkiem fajna przesyłka reklamowa (chyba pierwszy "spam", który mi się podoba) od Cenega Poland - magazyn reklamowy Kompania Graczy, wraz z DVD! Sam magazyn jest fajny, kolorowy, ma 32 strony i naprawdę jest ciekawy. W środku recenzje gier dla każdego: od dzieci ledwo odróżniających myszkę od gryzaka (Kangurek Kao, Wildlife Park) aż do urodzonych morderców (Hitman). Dodatkowo DVD z trailerami i demami gier - takie mini CD-Action ;) Brawo Cenega, chętnie znowu coś od Was kupię.

Drugą przyjemnością wczoraj był kumpel, który przyniósł mi obiecane wcześniej gry dla Lynxa - kolekcja się powiększa. Gierki to Tournament Cyberball oraz Hard Drivin'.

Tournament Cyberball to futurystyczna wersja futbolu amerykańskiego z wszystkimi jego strategiami, rzucaniem czymś co pewnie jest piłką oraz przepychaniem się na boisku.

Hard Drivin' tru-graczom przedstawiać nie trzeba, a dla tych, którzy nie wiedzą (są tacy?) dodam, że to jedne z najbardziej kultowych wyścigów, które ukazały się na niemal wszystkie platformy od ZX Spectrum i Commodore 64 poprzez Amstrada CPC, Atari ST, starsze konsole pokroju Sega Mega Drive oraz te nowsze: GameCube, Playstation 2, Xbox.

Niedziela zapowiada się w miarę spokojnie więc jest z czym miło spędzić weekend, takie niedziele bardzo lubię i popieram :)

Dawno nie pisałem...

...bo zarobiony jestem. Naprawdę. I w pracy, i w domu - nie ma kiedy nawet się podrapać w przysłowiowe ucho ;) Jak nie z jednej, to z drugiej strony coś się urodzi, o czasie na granie nawet nie ma mowy.

Przedwczoraj udałem się do lekarza alergologa, ponieważ ten mój kaszelek i duszenie coś podejrzanie za długo się utrzymuje pomimo tego, że zostałem całkiem niedawno sponsorem pewnej apteki. No i cóż, musiałem zostać dobroczyńcą po raz kolejny, ale to jakim! Wyobraźcie sobie, że zapłaciłem ledwie 54 PLN, kiedy to na rachunku stało ponad 450 zł! Wyobrażacie? Bo ja nie - i to wszystko dzięki literce "P" w odpowiednim miejscu na recepcie - inaczej musiałbym zapłacić wspomniane, prawie pięć stów!!! Jak sponsorować to już na całego ;) I pomyśleć, że taką kasę można kupić w Saturnie PS2 + FIFA 08 - co tam kaszel, kiedyś przejdzie...

Dzisiaj Junior nauczył się kolędy - "Przybieżeli do Betlejem..." i raczy nas od południa, w kółko śpiewając. Po jakimś czasie mu przeszło i przyszedł się spytać:

— Tato, a co to tak w ogóle jest ten Betlej?

Padłem.

Ale za to niedziela...

No i kończy nam się kolejny weekend - jak zwykle minął co najmniej 2 razy za szybko. Wczorajszy dzień znikł tak, jakby go wcale nie było, a na dodatek jakoś zmęczony kupiłem nie te kable do głośników i dziś musieliśmy jechać jeszcze raz - na szczęście wymienili i ponownie mogę się cieszyć 5.1 w grach ;) Już prawie zapomniałem jak to jest, kiedy słychać w różnych FPS kiedy to wróg zachodzi od zakrystii. Jednak to je ono, kiedy słychać dookoła człowieka odgłosy z gry - kudosy dla tych, którzy wymyślili 5.1 ;)

W CoD multi jestem już plutonowym (whoa!) i w międzyczasie odblokowało się wiele ciekawych zdolności, dzięki którym nabijanie doświadczenia jest o wiele łatwiejsze - osobiście czekam na P90, moją ulubioną pukawkę. Do tej pory biegam z MP5 + laser + kamuflaż cyfrowy. BTW - ktoś z braci Joggerowej gra sobie może w multi CoD4? Może jakieś spotkanie na ubitej ziemi? ;)

Eh, z okazji, że na tapecie tylko CoD i na nic więcej nie ma czasu to zaniedbałem ostro FIFA 08 - mam nadzieje, że nie dostanie odleżyn w pudełku :)

Z kolei Junior cieszy się dziś z nowym kapcioskarpetek - po prostu rano miałem ochotę go związać za bieganie połączone z tupaniem (współczucie dla sąsiadów z dołu), kiedy ja sobie spałem snem sprawiedliwego. A co to kapcioskarpetki? Jak sama nazwa wskazuje jest to połączenie skarpetek z obuwiem domowym - takie skarpetki z podeszwą , które nie dość, że są ciepłe to jeszcze nie powodują uciążliwego dla śpiącego tupania - polecam.

W skrócie i rozwięźle

Po pierwsze - Wyborcza zaserwowała hardkorowym graczom niezłą gratkę w postaci wydawania co tydzień kolejnych gier, które śmiało można nazwać oldskoolowymi. W pierwszym numerze, całkiem nieźle, jak na początek, zaobserwowałem: Gothic, Alone in the Dark 4, Europa Universalis - II Wojna Światowa oraz Sacrifice - całkiem niezły zestaw i to wszystko za niecałe siedem zeta! Wielkie brawa - gdy skończy mi się ochota na aktualne gry (na tapecie wiadomo co - CoD4 i nieustająco FIFA - yo Adam!) z pewnością przypomnę sobie Alone in the Dark oraz Sacrifice.

Po drugie - niezmiernie fajnie jest oglądać mecz z małżonką. W tej chwili oglądamy (tzn. ja oglądam - żona komentuje) na Canal+ Cracovia - Legia i wszyscy mamy radość z telewizora. Ja z oglądania futbolistów, a żona z zadawania mi pytań. Kilka przykładów: "Ale ta piłka jest nieładnie pomalowana", "O! Ten w niebieskim (sędzia) ma piękny kostium - chciałabym w takim kolorze dżinsy!", "A czy jakby podczas gry jeden z piłkarzy pocałował drugiego to byłby faul?", "Piłka nożna ma mniej sensu niż curling - tam chociaż można sobie pozamiatać na lodzie przed rzucanymi butlami gazowymi". Fajnie jest oglądać mecz we dwoje :)

Kolejny weekend poza domem

Skończyła się laba Juniorowi i postanowiliśmy po Niego pojechać w piątek od razu po pracy. Po drodze jeszcze szybka wizyta u lekarza, czy z żoną wszystko w porządku i w drogę. Szczerze mówiąc, to jazda po rozkopanej na całej długości "siódemce" i to w dodatku po ciemku do najprzyjemniejszych nie należy. TODO: unikać zawsze i wszędzie.

W drodze powrotnej drugiego dnia równie szybka wizyta u znajomych w Grodzisku Mazowieckim i jesteśmy w drodze. Junior rozpakował dodatkowe prezenty z okazji piątych urodzin i oniemiał. Okazało się, że dostał super-hiper-wielkiego robota, który się go słucha! Robot faktycznie jest super-hiper i sterowany jest pilotem. Potrafi chodzić, jeździć, mówić, tańczyć i strzelać wielką giwerą oraz razić teren dookoła wykonanymi z pianki kółkami.

Dodatkowo na brzuchu (czy roboty mają brzuchy?) ma mały panel, na którym można mu zaprogramować makro, które później ochoczo wykona - np. 10 kroków do przodu, strzał z pistoletu, obrót w tył i odjazd. Zabawka wypasiona i sam się nią bawię :) Jakby ktoś chciał kupić dziecku takiego samego to mogę nakręcić jakieś wideo demo i zapuścić na YT.

Dodatkowo Juniorowi bardzo się spodobało Apple IIGS i edukacyjna gra Kids Playgrooom - a w szczególności liczenie kaczuszek i planszowe wyścigi ludzików, stwierdził, że gra jest rulez i musimy iść do sklepu żeby kupić myszkę. Jakoś udało mi się mu wytłumaczyć, że jakieś z 10 lat temu to może jeszcze w sklepie takie myszki by były ;) Może na Allegro - zobaczymy.

I po imprezie

Impreza młodego, o której pisałem w poprzednim wpisie była co najmniej udana - dziadkowie, ciotki i siostrzeńcy się zeszli i zjechali oraz obsypali Juniora prezentami tak, jak to było w planie. Jako, że przy stole wszyscy by się nie zmieścili party zostało podzielone na dwie tury - wujki i ciocie drugiego rzutu niestety już solenizanta nie zastali... Dlaczego? Ano okazało się, że Bartek tak się stęsknił za dziadkami, że postanowił pojechać z nimi na tydzień do Piastowa :) Zobaczymy jak to będzie z tym tygodniem, ponieważ ostatnio Juniorowi się znudziło po dwóch dniach i nakazał się odwieźć - na razie jest wtorek i cisza, żadnych narzekań, aż strach pomyśleć jak tam terroryzuje moich rodziców.

W domu natomiast panuje taka cisza, której z żoną dawno nie uświadczyliśmy - aż głupio się człowiek czuje, kiedy nic mu nie biega z indiańskim krzykiem od pokoju przez kuchnię do salonu. Jednym słowem jak makiem zasiał. Dziwne jest też to, że jakoś nie mam ochoty na granie - we dwoje zawsze raźniej się strzela bramki (gry gram w FIFĘ to młody stoi na krzesełku za mną i robi za kilkunastotysięczną widownię) i eksterminuje hordy wrogów, a teraz to jakoś pusto.

Choroba natomiast trzyma się mocno i puścić specjalnie nie chce. Co prawda kaszel mam już mniejszy, ale duszenie wieczorami i rankiem zostało - widać zbyt słabo przysponsorowałem apteki i bez ponownej wizyty u lekarza się nie obejdzie. To pewnie jakaś zmowa żeby przewietrzyć mi portfel.

Z kolei wczoraj byliśmy z żoną na Szkole Rodzenia w szpitalu. Wczorajsze zajęcia obejmowały wycieczkę po bloku porodowym ze zwiedzaniem wszelkich sal tortur i pokojów odpoczynku. Cały czas Pani Prowadząca opowiadało, jak to wszystko będzie pięknie i ładnie, oglądaliśmy też pokoje przeznaczone do porodów rodzinnych - nie dało się ukryć, że wszystko było odpicowane i wypudrowane na tą wycieczkę bo było zbyt pięknie, żeby tak normalnie wyglądała cała sytuacja :) Zapomnieli tylko od odświeżaczach powietrza ponieważ, oprócz tego, że było koszmarnie duszno, to w atmosferze roznosił się intensywny zapach spalenizny - widać ktoś zapomniał dogasić papierosa.

Impreza i takie tam

Jutro w domu wielka impreza - uroczyste piąte urodziny Juniora, zjeżdża się cała familia i będą wręczać prezenty. Cała chata pachnie domowymi wyrobami, które jutro zostaną rozłożone na stole i ze smakiem skonsumowane. Podczas gdy żona piecze i gotuje, ja pomagam w cięższych sprawach typu kręcenie i szatkowanie pieczarek, główny zainteresowany leży na wznak na dywanie i ogląda z pasją Cartoon Network - takiemu dobrze.

Okazało się, że problem ze zwisaniem FIFY podczas zapisywania 10-sekundowych powtórek jest, jak to nazywamy, worldwide - po kolejnym crashu podniosło mi się solidnie ciśnienie i przekopałem wyniki Google - problem jest znany wszystkim, a EA nic sobie z tego nie robi i patcha nie widać. Ogólnie sprawa jest poważna, wydaje człowiek kupę kasy na bubel i może tylko czekać. Niezależnie od tego udało mi się sklecić kolejny filmik z moich wyczynów.

Jeśli już jesteśmy przy piłeczce to dodam, że czasami mnie denerwuje fakt, że nie wiedzieć czemu będąc przy piłce i prąc w kierunku bramki część zawodników naszej drużyny nic sobie nie robi z kontrataku i nie pomaga wychodząc na pozycje. Po prostu truchtają sobie za akcją i nie robią nic, żeby nam pomóc - nie jest to nagminne, ale ostro wkurzające. Dodatkowo komputer sterując swoją drużyną natychmiast po stracie piłki cofa wszystkich zawodników (oprócz napastnika, czasem dwóch) na własne pole karne i pieczołowicie muruje bramkę. Przy obecnym w FIFA 08 wyszkoleniu bramkarzy nie muszę chyba pisać, jak ciężko jest coś strzelić? Nawet jeśli piłka przedrze się przez gąszcz nóg to bramkarz niczym jasnowidz będzie stał tam, gdzie sobie wycelowaliśmy. Dramat.

W paru punktach

Będzie krótko, bo już późno:

  • FIFA już po raz drugi zrobiła mi psikusa wykonując "nieprawidłową operację" podczas zapisywania powtórki - a takie ładne bramki strzeliłem. Widać coś zabugowana jest ta opcja. Oczywiście kariera nie była zapisana. Trzy mecze w plecy.
  • Czuje się już nieco lepiej - przespałem noc bez budzenia się przez kaszel. Ale apteka na mnie zarobiła.
  • Dostałem dwa razy z rzędu od Juniora w Kasumi Ninja - to wina pada, dostałem tego gorszego ;) Znacznie lepiej gra się jednak co-opa w Tempest 2000.
  • Ekipa rządzi i przoduje. Oprócz świetnego serialu dostajemy pięknie wydane DVD, a kilka tygodni temu nawet dali fajną obwolutę w opcji "zrób to sam" (jak ktoś chce to wrzucę foty).
  • Przyszło dziś nowe Ubuntu z ShipIt. Bue, myślałem, że jakieś uaktualnione naklejki będą.

Spaaaać! Jedno z lekarstw, które biorę powoduje masywny atak senności - jeśli dodać do tego fakt, że mi i bez leków chce się spać niemalże cały czas to macie mniej więcej obraz sytuacji

Jestem sponsorem aptek

No tak, co prawda z mojego sponsoringu raczej nie wyżyją, ale warto o tym wspomnieć. Dziś udałem się do przychodni z powodu już kilkutygodniowego kaszlu, a na dodatek przez ostatnie kilka dni poważnie mnie dusiło w nocy - taki płytki oddech. Spać się nie da, przez cały dzień człowiek kaszle, że aż łeb pęka - ogólnie dramat, a tu jeszcze trzeba się skupiać. Powiedziałem wczoraj koniec i zapisałem się na wizytę, która przebiegła lekko, łatwo i przyjemnie, a zakończyła się receptą na antybiotyk i rozkazem siedzenia w domu do końca tygodnia uwiarygodnionym zielonym druczkiem, popularnie zwanym L4.

Dziś, o 9:30, Junior skończył 5 lat - wyobraża sobie ktoś, że ten brzdąc jest już z nami PIĘĆ LAT? Wydaje się, że poród był niemalże przed chwilą. W nagrodę za 5 przeżytych z nami lat Bartek dostał OGROMNIASTY karabin (spust zdążył się już zepsuć), obiad z resorakiem Hot Wheels w McDonalds - a reszta prezentów od pozostałej części rodziny na uroczystej imprezie w sobotę. Chyba będzie trzeba zrobić miejsce na nowe zabawki, bo powoli zaczyna się kończyć miejsce.

A ja mam dylemat - Wiedźmina chyba nie chcę, sporo się już naczytałem o różnych rzeczach, które nie przybliżyły mnie do zakupu best-selling-polish-game, Call od Duty 4 podobno zapewni raptem 5-8h gry w singlu, a Gears of War... dopiero za jakiś czas i prawdopodobnie będzie kosztować grubo ponad stówkę. Na szczęście jest FIFA, która zapewni mi jeszcze parę ładnych tygodni gry. Może ktoś chce zagrać w sieci?

Papug

Dzisiaj małżonka przyniosła ze szkoły klatkę z dwoma papugami - w szkole cztery dni wolnego więc ktoś musiał się nimi zaopiekować przez długi weekend. Oczywiście Junior nie posiadał się ze szczęścia i od razu spytał sie jak papużki mają na imię i który jest papug, a która papuga. Najprawdopodobniej obie są papugami płci żeńskiej. Bartek rozmawia z nimi, jak z kolega i takoż samo się zachowuje - pokazał im wszystkie zabawki i zaprezentował cały swój pokój.

Dodatkowo, mając na uwagę jutrzejszy zakaz handlu postanowiliśmy się wybrać do marketu na zakupy - ludzi w cholerę, a kolejki do kas przypominające święta względnie ostrą wyprzedaż. Poza tym aby ułatwić ludziom dokonanie niezbędnych zakupów (czyt.: aby powetować sobie straty) kierownictwo radomskiego M1 wydłużyło czas pracy do 24:00.

Przy okazji udało mi się podsłuchać niechcący rozmowę tatusia z jego (tak na oko) 8-letnim szkrabem przy regałach z grami:

- Taaaaato, kup mi Wiedźmina, taki fajnyyyy!
- No coś Ty, przecież dostałeś ostatnio GTA...

Huh? Gratulacje dla rodziców kupujących takie gry małym dzieciom. Jak dla mnie to GTA jest jedną z najbardziej brutalnych, nienadających się dla maluchów grą. No ale cóż - każdy kowalem swojego dziecka, czy jakoś tak. A mój Wiedźmin przyjdzie do mnie od małżonki na zbliżające się imieniny. W każdym razie gra ma spore powodzenie ponieważ widziałem przy kasie kilka osób i każda z nich miała przy sobie pudełko z nową grą CD Projektu.

Ziew w rytmie klasyki

Oj sobie pospałem - dziś niewinnie po obiadku przyłożyłem oko do poduszki, tak na chwilkę. I co? Wstałem przed chwilą, akurat na mecz.

Notkę piszę słuchając muzyki z odkopanego przez Salvadhora Typhoona 2001, a Junior zobaczywszy w co tnę od razu się spytał rezolutnie, jak mi się udało wcisnąć kartridż z Jaguara do PC. Niemających dzieci należy uświadomić, że absolutnie dzieciom w takich przypadkach nie wolno odpowiadać wymijająco! Dlaczego? Ano jeśli nie udzielimy dziecku konkretnej i dokładnej odpowiedzi to któregoś dnia możemy znaleźć np. kartridż wciśnięty do CD-ROM względnie stacji dysków - i nie ma, że się nie da. DA! Dwa wejdą.

Co do samego Typhoona, to muszę przyznać, że odkąd ostatnio grałem to postęp dokonał się niesamowity - z ekranu ciekną tony kolorów i, może to nieco subiektywne odczucie, gra się trochę ciężej niż na oryginalnym T2000. Wizualnie w każdym poszło do przodu jak cholera, a z drugiej strony trzeba dodać, że nie przegięto. Jest dobrze.

Grać i nie narzekać! Szczególnie, że jest za free dla pingwinów i Windows.

Reaktywacja

Dłuższy czas nie pisałem, bo nie miałem czasu - mam zaświadczenie.

Można powiedzieć, że migracja na nową platformę zakończona, a system przypomina bardziej niż mniej poprzedni pod względem zainstalowanego oprogramowania - było warto. Przy okazji warto dodać, że 2 GB pamięci pozwala wyłączyć plik wymiany w całości - nawet gry (w każdym razie te, w które gram) nie zmuszają systemu do korzystania ze swapa. Miło.

Poza tym muszę z przyjemnością potwierdzić, że pogłoski o doskonałej podatności procesorów Pentium Dual Core na przetaktowanie są w żadnym stopniu nieprzesadzone. Za cenę kilkakrotnie niższą po podkręceniu otrzymujemy sporo wydajniejszy sprzęt - dodatkowo jest cicho i chłodno. Nie ma co wiele gadać - AMD na tym poletku niestety leży i kwiczy. Muszę jednak powiedzieć jedno - za system mocowania chłodzenia do podstawki LGA 775 Intel powinien zostać publicznie potępiony - już było dobre rozwiązanie z koszykiem i dźwignią to nie - musieli przekombinować. Będą się za to w piekle smażyć.

Junior już wyzdrowiał, co prawda zdarzy mu się raz na jakiś czas zakasłać, ale to już ostatnie podrygi konającej choroby - też miło. A na dodatek w tym tygodniu wypłata, wszystko więc wygląda pięknie i cudownie.

Boring i zmarnowany pomysł

No! Wczoraj tupnąłem nogą, że sprzętu jeszcze nie ma, a tu dziś dostałem numer listu przewozowego - kurier już pędzi żeby podrzucić nowy sprzęt. Widać Znak.pl czytuje blogaska i odpowiednio reaguje. Czyli jutro wielkie odkręcanie, przychodzi również nowy właściciel mojej starej płyty głównej, proca i pamięci - oby mu służyły jak najdłużej.

Po znakomitym demie Call of Duty 4 dziś testowaliśmy z Juniorem wersję demonstracyjną TimeShift (kolejne wciągnięte 1,2 GB). Muszę przyznać, że bardzo ostrzyłem sobie zęby na tą grę - zapowiadały ją doskonałe trailery, no i oczywiście wyobraźnia zadziałała. Tymczasem po ukończeniu testowego etapu muszę powiedzieć, że jestem zawiedziony. Zresztą Junior też, bo pograł kilka minut i odstawił - to wiele tłumaczy.

Co to ten TimeShift. Otóż wcielamy się w rolę gościa wyposażonego w kostium naszpikowany wysokiej klasy elektroniką. Kostium nas leczy, ostrzega przed niebezpieczeństwami i zapewnia radar, ale największym gadżetem, który weń wbudowano to urządzenie do manipulacji (timeshiftowania, huh) czasem! Czas możemy sobie spowolnić - żeby lawirować między pociskami wystrzeliwanymi przez wraże zastępy, zatrzymać - żeby np. wycelować w ukrytego snajpera czy też podbiec do zgrai wrogów względnie cofnąć w celu np. wybrania innego wariantu ataku. Taka aparatura daje nam nieocenioną przewagę w walce z przeciwnikami - wyobraźmy sobie sytuację, kiedy wchodzimy do pomieszczenia i zaskakuje nas kanonada przyczajonych wrogów, co robimy? Nic prostszego: wycofujemy się i cofamy czas (przeciwnicy NIE WIEDZĄ, że wejdziemy!!!), następnie zatrzymujemy czas i wbiegamy do pokoju wyrywając z rąk broń (tak!) nieruchomym przeciwnikom, po chwili czas rusza, a wrogowie oniemiali rozglądają się po sobie nie wiedząc co się stało. Prawda, że tak łatwiej?

Grafika w grze jest przeładowania shaderami, wręcz nimi ocieka. Łatwo można zobaczyć krople deszczu rozbijające się o nasz hełm, prawdziwie mokre chodniki czy wysokiej jakości tekstury. Warto również wspomnieć, że niemalże cały teren można hmm... zmieniać. Czyli jeśli będziemy ostro walić z shotguna w ścianę, to po pewnym czasie potrafi się ona zawalić. Otaczającym nas dźwiękom również nie można wiele zarzucić. Co jest więc nie tak?

Po pierwsze: misja w demie jakoś specjalnie nie zachęca do kupna gry, jest sporo nijaka. Widać, że chciano w niej przedstawić jak najwięcej "ficzerów" z całego tytułu. Odrobinę przesadzono.

Po drugie przesadzono, według mnie, również z ilością elementów w grafice, szczególnie z shaderami. Wszystko się błyszczy, pływa i faluje. Czasem ciężko jest natomiast zobaczyć wroga.

Po trzecie żeby dobrze wyglądać gra ma swoje wymagania... Muszę przyznać, że po włączeniu (nie wszystkich!) efektów na bardzo dobrą jakość framerate oscylował w bardzo dolnych granicach akceptacji. Wspomniane wcześniej CoD4 nie wygląda gorzej, a śmiga płynniutko.

A po czwarte i ostatnie - demo nie ma "tego czegoś", co zachęciłoby mnie do jej natychmiastowego zakupu. Szkoda według mnie zmarnowanego pomysłu - a może po prostu źle wybrano pomysł na demo?

Pypeć

Młody zasadniczo jest już zdrowy, po kaszlu nie ma już prawie śladu - natomiast pojawił się nowy problem. Otóż w paszczy Juniora pojawił się pypeć, który podobno strasznie boli - podobno (tak zeznała lekarka) to jest dodatek do przeziębienia, które właśnie się kończy. No cóż, nie takie rzeczy się przeżywało - damy radę.

Tymczasem czekam już od piątku na dostawę nowego sprzętu ze sklepu znak.pl - spieszyć się widać nie mają zamiaru, ale to pewnie jest pochodna tego, że ceny mają naprawdę nieziemsko niskie, momentami taniej niż na allegro. To jest warte przeczekania. Przeczekuje też co za tym idzie kolega z pracy, który łyka mój obecny konfig, on też raczej płakać nie będzie ponieważ sprzedaję go dosyć tanio. Dlaczego? Otóż dlatego, że wolę sprzedać ciut taniej i znać człowieka, który będzie użytkował sprzęt wiedząc, że nie będzie marudzić:

  • A to płyta główna nie w takim odcieniu, o którym marzę,
  • A to, że pod mikroskopem w lewym górnym rogu znalazł 2 mikrony kurzu,
  • A to, że wynik w 3dmarku jest o 1 punkt niższy niż obiecywałem.

Wiecie mniej więcej o co chodzi? W każdym razie do końca tygodnia sprzęt powinien być u mnie na biurku... Tzn. pod biurkiem.

Zdrowia jak na lekarstwo

Przedwczoraj Juniorowi się zachorowało. Co prawda od kilku dni już chodził i prychał, ale myśleliśmy, że to zwykłe jesienne przeziębienie - niestety w czwartek zadzwoniła do mnie przedszkolanka przekazując, że Bartka boli głowa i chce żeby go zabrać wcześniej do domu. Zaraz po tym, jak go odebrałem żona zawiozła go do lekarza i przywiozła z informacją o przepisanym antybiotyku. No cóż - jesień w pełni więc wirusy hasają.

Powoli oswajam się z grą padem w FIFA 08, myślę, że kiedy rozegram pełny sezon to palce będą się już same układać na odpowiednich klawiszach i nie będę wcale tęsknić za klawiaturą. Ale to jeszcze nie teraz.

Dziś ściągnąłem demo Call of Duty 4 - myślę, że to będzie dobry przerywnik w rozgrywanych w pełni sezonach i kopaniu okrągłej szmacianki. A w ogóle to do czego to dosżło, że dema gier zajmują ponad 1 GB (wspomniane CoD 4 zajmuje 1.4 GB!!!) - widać producenci mocno wierzą w rozpowszechnienie szerokopasmowego Internetu.

Święty Mikołaj

Dzisiaj zacząłem odgruzowywać piwnicę, do której się wreszcie dostaliśmy po ponad sześciu latach mieszkania w naszych własnych czterech kątach. Wczoraj walczyłem z wiertarką przewiercając stary zamek i muszę z przykrością powiedzieć, że włamywacz byłby ze mnie jak z koziej... Zresztą nieważne, ważne jest to, że udało się stary zamek sforsować i założyć nowy.

Nasza piwnica okazała się być całkiem spora i po brzegi wypełniona słoikami - poprzedni właściciel mieszkania musiał być jakimś zagorzałym kolekcjonerem słoików, stoi ich tam setki. Dziś wynosiłem je workami kilka razy na śmietnik, a i tak jeszcze wszystkich nie wyniosłem, zostało jeszcze półtorej półki słoików i kilka większych gratów w postaci skrzynki z zardzewiałymi gwoździami oraz prawdopodobnie niesprawnej farelki. Musiałem śmiesznie wyglądać dźwigając wielkie wory na plecach niczym Święty Mikołaj - całe szczęście, że było już ciemno i nie wzbudzałem specjalnych sensacji na osiedlu.

W poniedziałek wejdzie tam ciężki sprzęt w postaci szczoty i zmiotki - piwnica jest na tyle spora, że nawet rower Juniora na zimę wejdzie i wreszcie pozbędziemy się niepotrzebnych pudeł, których nie chcę wyrzucać (bo "przydadząsię") i innych szpargałów, jak posprzątam to obiecuję fotki.

Pożegnanie lata

Wczoraj w przedszkolu u Juniora odbywała się spora impra z okazji pożegnania lata, nawiasem mówiąc w tym wieku do imprez jeszcze są potrzebne okazje - co za przeżytek, nieprawdaż? Na początek przewidziany był występ z piosenkami wykonywanymi przez przedszkolaków, a później poczęstunek przy ognisku dla wszystkich zgromadzonych rodziców - podobno szaszłyki z owoców przygotowywały same dzieci. Oprócz tego obowiązkowa kiełbaska pieczona oraz herbata z wielkich kubłów.

Otóż Junior jak zwykle postanowił nie brać udziału w śpiewach tylko od początku pilnował ogniska, żeby przypadkiem nie zgasło, ani żeby nikt nie zajął nam najlepszego miejsca - śpiewać to On woli, jak przyznał, samemu sobie, a nie na pokaz. I tu ciekawa sprawa, wyobraźcie sobie, że możecie pilnować dziecko patrząc na nie przez kilka godzin non-stop, a wystarczy na sekundę odwrócić głowę i w tej właśnie sekundzie, jednej z kilkunastu tysięcy, dziecko się wywróci - tak też było wtedy. Wystarczyło, że rozejrzałem się gdzie małżonka - odwracam się, a Junior leży... To tak dla "nierodziców" - osoby cieszące się dziećmi mają to z pewnością codziennie.

Dla chętnych tutaj jest kawałek występu dzieci z przedszkola w Radomiu, oraz fragment pieczenia kiełbasek.

Jeśli chodzi o pozostałe rozrywki to nadrobiłem zaległości w Ubersoldierze powstałe przez wypadek, o którym pisałem ostatnio i całkiem sprawnie posuwam się do przodu - nawet pamiętam niektóre rozwiązania, które pomogły mi przejść tą grę, w sumie ładny czas temu. Szczerze mówiąc, to według mnie Nadżołnierz wcale się nie zestarzał - gra się cały czas bardzo przyjemnie i nawet grafika, w czasach Bioshocka i innych cudów na X360 nie odstrasza. Jedyna rzecz, na którą zwróciłem uwagę już podczas pierwszej przygody to fatalna "gra" aktorów (a może to sami programiści podkładają głosy?), którzy użyczyli swoich głosów bohaterom Ubersoldiera. Tragicznie bowiem wygląda sytuacja, kiedy właśnie zabiliśmy załogę niemieckiego U-boota, jesteśmy na pełnym morzu i atakuje nas kilka niszczycieli, a Karl Stolz (nasz ponadczłowiek) spokojnym, wręcz brzmiącym jak świeżo obudzony, głosem kontaktuje się w sprawie posiłków z aliancką grupą ratunkową...

Dramat w jednym akcie

Wielka kotwica w plecy dla odpowiadających za tworzenie (niektórych) gier - a o co chodzi? Otóż tak, jak to powinno być, Junior jest posiadaczem własnego konta na mojej maszynie, konto oczywiście jest z ograniczeniami - nie można nic instalować, na Firefoksie jest zdefiniowana lista stron, które może odwiedzać z ikonkami na toolbarze (bo Junior jeszcze czytać nie potrafi, ale we flashowe zabawy jest mistrzem).

Problem powstał kilka dni temu, kiedy po raz kolejny zainstalowałem SOBIE Ubersoldiera, aby przypomnieć sobie, jak to fajnie jest wykorzystywać przewagę nad hitlerowcami w postaci tarczy czasowej. Otóż po powrocie z pracy uruchamiam grę i... nagle zniknęły moje zapisane stany gry... No dramat, ze dwa dni grania poszło w tak zwane, przysłowiowe cztery litery. Jako, że komputer i system mam uczciwie pielęgnowany więc żadne samoczynne sztuczki magiczne nie wchodziły w grę to podejrzenie padło na moją głupotę, że pewnie zapomniałem się wylogować i Junior sobie pohasał po moim pulpicie, a że nie znając gry po prostu zamiast LOAD nacisnął DELETE. Krótka rozmowa z następcą tronu wyjaśniła sprawę... Otóż programiści nie przewidzieli, że istnieją komputery pracujące pod Windows, które są użytkowane przez kilka osób - program instalacyjny nawet nie raczył się spytać czy ma grę uczynić dostępną dla wszystkich użytkowników maszyny, po prostu dodał sobie skróty na pulpicie dla wszystkich kont (nie ominął nawet konta mojej szanownej małżonki), a folder ze stanami gier uczynił dostępnym dla wszystkich lokalnych użytkowników... Efekty już znacie.

Co do samego Ubersoldiera to wcale nie widać po nim specjalnie zęba czasu, pomysł z ulepszeniem żołnierza o osobistą tarczę czasową według mnie był bardzo fajny i gra też się bardzo miło - szczególnie polecam wpadnięcie do jakiejś większej sali wypełnionej wrażymi wojakami z uruchomioną tarczą. Wszyscy walą z czego popadnie, a kule zatrzymują się na tarczy - wyłączamy ją i pociski wracają do właścicieli, w ten sposób możemy załatwić garnizon SS bez jednego wystrzału. Polecam.

Kontakt

Jeśli koniecznie chcesz się ze mną skontaktować...

  • Jabber: delyra@jabber.wp.pl
  • GG: 765628
  • e-mail: daniel.kozminski@gmail.com
  • tel: +48605650809