No! Wczoraj tupnąłem nogą, że sprzętu jeszcze nie ma, a tu dziś dostałem numer listu przewozowego - kurier już pędzi żeby podrzucić nowy sprzęt. Widać Znak.pl czytuje blogaska i odpowiednio reaguje. Czyli jutro wielkie odkręcanie, przychodzi również nowy właściciel mojej starej płyty głównej, proca i pamięci - oby mu służyły jak najdłużej.
Po znakomitym demie Call of Duty 4 dziś testowaliśmy z Juniorem wersję demonstracyjną TimeShift (kolejne wciągnięte 1,2 GB). Muszę przyznać, że bardzo ostrzyłem sobie zęby na tą grę - zapowiadały ją doskonałe trailery, no i oczywiście wyobraźnia zadziałała. Tymczasem po ukończeniu testowego etapu muszę powiedzieć, że jestem zawiedziony. Zresztą Junior też, bo pograł kilka minut i odstawił - to wiele tłumaczy.
Co to ten TimeShift. Otóż wcielamy się w rolę gościa wyposażonego w kostium naszpikowany wysokiej klasy elektroniką. Kostium nas leczy, ostrzega przed niebezpieczeństwami i zapewnia radar, ale największym gadżetem, który weń wbudowano to urządzenie do manipulacji (timeshiftowania, huh) czasem! Czas możemy sobie spowolnić - żeby lawirować między pociskami wystrzeliwanymi przez wraże zastępy, zatrzymać - żeby np. wycelować w ukrytego snajpera czy też podbiec do zgrai wrogów względnie cofnąć w celu np. wybrania innego wariantu ataku. Taka aparatura daje nam nieocenioną przewagę w walce z przeciwnikami - wyobraźmy sobie sytuację, kiedy wchodzimy do pomieszczenia i zaskakuje nas kanonada przyczajonych wrogów, co robimy? Nic prostszego: wycofujemy się i cofamy czas (przeciwnicy NIE WIEDZĄ, że wejdziemy!!!), następnie zatrzymujemy czas i wbiegamy do pokoju wyrywając z rąk broń (tak!) nieruchomym przeciwnikom, po chwili czas rusza, a wrogowie oniemiali rozglądają się po sobie nie wiedząc co się stało. Prawda, że tak łatwiej?
Grafika w grze jest przeładowania shaderami, wręcz nimi ocieka. Łatwo można zobaczyć krople deszczu rozbijające się o nasz hełm, prawdziwie mokre chodniki czy wysokiej jakości tekstury. Warto również wspomnieć, że niemalże cały teren można hmm... zmieniać. Czyli jeśli będziemy ostro walić z shotguna w ścianę, to po pewnym czasie potrafi się ona zawalić. Otaczającym nas dźwiękom również nie można wiele zarzucić. Co jest więc nie tak?
Po pierwsze: misja w demie jakoś specjalnie nie zachęca do kupna gry, jest sporo nijaka. Widać, że chciano w niej przedstawić jak najwięcej "ficzerów" z całego tytułu. Odrobinę przesadzono.
Po drugie przesadzono, według mnie, również z ilością elementów w grafice, szczególnie z shaderami. Wszystko się błyszczy, pływa i faluje. Czasem ciężko jest natomiast zobaczyć wroga.
Po trzecie żeby dobrze wyglądać gra ma swoje wymagania... Muszę przyznać, że po włączeniu (nie wszystkich!) efektów na bardzo dobrą jakość framerate oscylował w bardzo dolnych granicach akceptacji. Wspomniane wcześniej CoD4 nie wygląda gorzej, a śmiga płynniutko.
A po czwarte i ostatnie - demo nie ma "tego czegoś", co zachęciłoby mnie do jej natychmiastowego zakupu. Szkoda według mnie zmarnowanego pomysłu - a może po prostu źle wybrano pomysł na demo?