No wreszcie nadszedł czas, kiedy mogę się dorwać w spokoju do laptopa i opisać, jak to jest nam fajnie nad morzem. Tak, dopiero po niemal tygodniu, ponieważ mimo dosyć średniej pogody czasu ciągle brakuje - a to plaża, a to wycieczki po muzeach, a to atrakcje na wszędobylskich wesołych miasteczkach.
Pogoda, jak wspomniałem, nad morzem jest bardzo średnia - co prawda nie leje, ale temperatura oscyluje w okolicach dwudziestukilku stopni i dosyć ostro wieje, w szczególności rano, kiedy człowiek się budzi na śniadanko i porannego papieroska. Mimo tego udało mi się tak spiec plecy, że wczorajszą noc spędziłem śpiąc w pozycjach dotąd niespotykanych - na siedząco, półleżąco, względnie wygięty w "chinski paragraf" tak, tylko aby nic nie piekło i nie bolało - dzisiejszy dzień odpuściłem sobie w temacie plaży i siedzę sobie na naszej kwaternianej werandzie popijając piwko (btw. nie wiem dlaczego w tutejszych sklepach nie mają zwyczaju trzymać Carlsberga w lodówkach - same jakieś lokalne wynalazki okupują zimne miejsca).
Mobilnego Internetu też raczej się nie uświadczy - oprócz Helu, gdzie co chwilę atakują nas bannery i bilboardy z reklamami Wirtualnej Polski, z tym, że akurat wtedy nie miałem przy sobie laptopa... No cóż - Plus GSM też widać musi zarobić na swoim GPRS.
Jeśli natomiast chodzi o same warunki kwaterunkowo-odpoczynkowe to J.E. Małżonka miejscówkę wybrała znakomitą - na solidnym uboczu Jastrzębiej Góry, zaraz przy lasku, z placem zabaw wyposażonym w zjeżdzalnię, trampolinę, PRAWDZIWY STATEK PIRACKI (wedle relacji Juniora) i furę zabawek. Do plaży (dla niezmotoryzowanych duży minus) jest ok. 20 minutek piechotką lub kilka sekund naszym Cosworthem - ogólnie fajowsko, cisza i spokój. Nie budzi nas o 7:00 wielkomiejski gwar, ani tym bardziej o 5:00 tabuny rozentuzjazmowanej młodzieży wracającej z night clubów.
Co do samochodów to niestety jest wielka tragedia. Polak samochodem stoi w całym, szerokim rozumieniu tego słowa. Aby przejechać kilka kilometrów z Jastrzębiej Góry do Władysławowa trzeba sobie zarezerwować minimum pół godziny - korek zaczyna się już w Rozewiu! Aby zwiększyć dramaturgię opisu dodam, że z Jastrzębiej Góry na Hel (polecam genialne Muzeum Obrony Wybrzeża) podróżowaliśmy samochodem półtorej godziny! Tym, którzy wybierają miejsce do parkowania (gdziekolwiek w tym rejonie) polecam zorganizowane parkingi, na których zawsze ktoś pełni dyżur - zapłacicie, ale ominie Was taka atrakcja, jaką mieliśmy wczoraj - otóż ordynarnie nas zastawiono z wszystkich stron, mimo, że przed nami była koperta z zakazem parkowania, a za nami w bezpiecznej odległości stał inny samochód - po powrocie z plaży koperta była zastawiona, a przy naszym tylnym zderzaku na odległość żyletki stał (nie pozdrawiam) dumny posiadacz srebrnego Punto.
Konynuując temat samochodów to jednak nasz naród trochę kasy posiada, w ciągu kilku dni widziałem 2 sztuki Porsche Carrera, Testarossę, a Hummerów i różnego typu aut z segmentu CC to już nawet nie liczyłem.