Jutro wielka podróż

Dnia jutrzejszego wybieramy się z Małżonką, Juniorem oraz koleżanką na wielką podróż - rzekłbym, że największą w życiu naszego Coswortha. Nad morze, a konkretniej do Jastrzębiej Góry - niestety tylko na tydzień i mamy oczywiście nadzieję, że pogoda dopisze.

W całym domu, w związku z tym, panuje wielki rozgardiasz polegający na pakowaniu do toreb podróżnych wszystkiego, co się da. Żona wkłada niemal wszystkie ciuchy, Junior wszystkie zabawki, a ja... Ja zasadniczo nic nie pakuję ponieważ całą resztę domu zabrali już wcześniej wymienieni. No, laptopa sobie wezmę i może Lynxa żeby mieć w co pograć w wolnych chwilach, aha i jeszcze ładowarkę do baterii niezbędną do oszczędnego działania aparatu.

Ruszamy jutro ok. 7:00 rano, planowany przyjazd mniej więcej o 16:00 po południu.

Longer trip

Dziś z małżonką byliśmy odwieźć Juniora do dziadków do Piastowa. Pogoda niespecjalnie upalna więc pozwoliliśmy sobie wyruszyć nie z samego rana tylko około 9:30 wiedząc, że upały nas nie zjedzą podczas drogi. Podróż już od samego początku nie zapowiadała się zbytnio udanie.

Otóż niemalże po starcie zamarło nasze ultrawypas car audio... A specjalnie sobie przygotowaliśmy i wysmażyliśmy płytkę pełną MP3 idealnie nadających się do półtoragodzinnej podróży. Ot zgasło i przestało grać. Jakieś pięćdziesiąt kilometrów dalej okazało się, że "siódemka" jest zamknięta na sporym odcinku z okazji takiej, że bus przydzwonił w radiowóz i z tej okazji należy nam się całkiem spory objazd. Dla zobrazowania sytuacji: "prawidłowa" droga powinna wyglądać tak, a zmuszeni byliśmy do zwiedzenia Warki, Góry Kalwarii i Piaseczna w ten sposób. No cóż, przynajmniej dłuższy czas jechaliśmy za przyczepką, na której jechały koniki i Junior mógł popodziwiać jak sobie podgryzają wzajemnie uszka. A przez Warkę (zakorkowaną na potęgę) przejechało w ciągu kilku godzin tyle samochodów, ile nominalnie zwiedza ją podczas roku.

Warto dodać, że remont polegający na upgradzie całej siódemki na odcinku Radom - Warszawa do ekspresówki idzie całkiem szybko i już niedługo będzie można śmigać do stolicy w mniej niż godzinkę. Sporo estakad i mostów jest już postawionych, a "drugie" pasy ruchu powstają żwawo.

Powrót to była już bułeczka z masłem, okazało się, że nasz dziesięcioletni Cosworth potrafi bez mrugnięcia okiem na dobrej drodze żwawo mykać złoty czterdzieści - i nawet w środku cicho. Dodatkowo chciałbym serdecznie pozdrowić tych, którzy na obwodnicy mijali nas mając najmniej 180 km/h.

Dobra rada

Dziś nie będzie o grach.

W miejsce opisów, jak to mi się fajowsko / niefajowsko gra pozwolę sobie udzielić Wam dobrej rady. Otóż kategorycznie nie polecam stania przy oknie w autobusie! Dlaczego? Już wyjaśniam.

Dziś jechałem do pracy, stojąc jak zwykle przy oknie - siadać nie lubię, ponieważ siedzenia w radomskich autobusach mają BARDZO mało wspólnego z czystością, a po co głupio wyglądać w pracy z plamą w miejscu, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę. No i stało się, coś wielce paskudnego i złośliwego podstępnie dostało mi się do oka.

Cały dzień uwiera mnie lewe oko, mimo wlania weń kilku dawek kropel do oczu oraz przemywania hektolitrami wody. Zobaczymy co będzie jutro. Nie lubię chodzenia do lekarzy.

Yes, yes, yes!

Udało mi się wreszcie ukończyć w CMR Diamond Series na pierwszym miejscu - co prawda z półmiesięcznym opóźnieniem, ale wreszcie. Do zamknięcia całej gry został mi tylko Złoty Puchar w Diamond Series i wyposażenie wszystkich samochodów w dostępne upgrade - planowałem to zakończyć do końca czerwca, ale okazało się, że nie jest tak łatwo, ostatni rajd postawił jednak bardzo wysoko poprzeczkę. Co ciekawe udało mi się go wygrać Focusem, którym wcale nie jeździłem wcześniej - z tej grupy aut bowiem najlepiej jeździło mi się Peugeotem. Okazało się, że kluczem do zwycięstwa było obniżenie prześwitu - teraz Focus już nie wywracał się na każdej napotkanej hopie czy pochylonym szczycie. Może do urlopu się wyrobię i wreszcie rozpocznę wojnę w Call of Duty 2.

Ford Focus WRC

Żyłkę gracza powoli odkrywa w sobie Junior, który z okazji wolnego telewizora dorwał się do XBOXa i gania po mapie (na razie) boty w XIII. Co chwilę z pokoju obok słyszę: "RULEZ! Leży!".

A skoro wpis jest poświęcony grom, to dodam jeszcze, że pogłoski o rychłej śmierci PS2 są grubo przesadzone, konsola sprzedaje się wyśmienicie czym z pewnością pomaga ciekawa polityka SONY, które oferuje multum zestawów dopasowanych do każdego odbiorcy. Wczoraj bowiem osobiście widziałem w MM co najmniej kilka packów konkretnie spersonalizowanych - różowy (wiadomo - kobiety, różowa konsola i pady to jest to, co dziewczyny lubią najbardziej), party version PS2 z dwoma mikrofonami i Singstarem z polskimi piosenkami, oraz dla facetów w bundlu z wyścigami. Żaden zestaw nie był droższy niż 600 PLN.

Jak tu żyć

Weekend minął tak szybko, że nawet specjalnie nie zauważyłem jego końca. Zmaganie się z bólem męczy człowieka tak szybko, szybciej niż wysiłek fizyczny. A miało być tak pięknie, cyzelowanie czasów w CMR z pomocą pożyczonej kierownicy, odpoczynek połączony z przyjemnością... No cóż może za cztery dni się uda, tyle, że już bez kółka, które jutro muszę oddać.

Dziś znowu nie udało mi się kupić Wprost w wersji z dołączoną CD (Propaganda PRL), całe szczęście, że można zamawiać brakujące numery wysyłkowo na stronie Wprost, która notabene w tej chwili nie działa - widać efekt rewelacji dot. "taśm Rydzyka". Przy okazji dziwna sprawa, że za zamówione DVD nie można zapłacić przelewem - do wyboru karta kredytowa lub pobranie, nastawiają się na zasobnych czytelników chyba.

Powoli nachodzi mnie pokusa wymiany kilku bebechów z mojego desktopa, zasadniczo nawet nie wiem czemu. Komputer jest w miarę silny, z wszystkim daje sobie spokojnie radę, ale przydałoby się urwać parę minut z czasu enkodowania video. Poza tym to chyba efekt tego, że dawno nic do niego nie było dokupowywane, starsi też lubią mieć nowe zabawki, prawda? Szczególnie, że Intel i AMD zapowiedziało spore obniżki w tym miesiącu... Ale stop. Udany urlop jest ważniejszy i prawdopodobnie na tą przyjemność pójdzie większa część kasy.

A co do urlopu... To jeszcze niecałe trzy tygodnie, a zacznie tak, jak w filmach Alfreda Hitchcocka - od trzęsienia ziemi, a potem napięcie będzie rosło. Tym trzęsieniem ziemi będzie oczywiście scenowe party, a później kilkasetkilometrowa wycieczka nad morze.

Ała...

No tak, ten piątek nie będzie zapamiętany, jako najprzyjemniejszy dzień (jak to zwykle bywa) w tygodniu. Wszystko zaczęło się już o 4 rano - standardowy ból brzucha przechodzący później w ból dolnej części pleców aż do podbrzusza, bokiem. Tradycyjny, około copółroczny rytuał niektórym znanym jako kolka nerkowa spowodowana przesuwaniem się kamienia. Kto nie miał to nie wie, jakie to atrakcje.

Kiedy doświadczyłem pierwszy raz powyższych "przyjemności" (ok. 7 lat temu, jeszcze mieszkałem z rodzicami) moja mama u lekarza spytała się jakiego to jest rodzaju ból - lekarz stwierdził - "to tak, jakby Pani rodziła, tylko 2x bardziej". Tak więc userki Joggera, które mają dzieci wiedzą mniej więcej czego doświadczam raz na jakiś czas.

A miało być tak pięknie, pożyczyłem bowiem wczoraj od znajomego kierownicę, aby jeszcze bardziej podkręcać czasy w CMR. Dostałem też do testowania Richard Burns Rally i GT Legends - niestety dzisiejszy dzień poświęciłem głównie na odsypianiu nocy i środków przeciwbólowych.

Ale jutro sobie pogramy, wrażenia z testowania kierownicy oczywiście zamieszczę na blogasku.

Memory

Do dzisiejszego wydania Dziennika dołączona była czwarta płyta z kolekcji (firmowanej przez Mini Mini) Muzyka dla smyka. Tym razem płytka zawiera przeboje znane z kultowej audycji dla dzieci Tik-Tak. Słuchając znanego z dzieciństwa szlagieru pt. "Myj zęby" od razu przypomniała mi się przeróbka tekstu tej piosenki bardzo popularna za czasów mojego kształcenia się w podstawówce:

Szczota, pasta, kubek dynamitu,
Wielka eksplozja i już po krzyku.
Myję zęby wystające z gęby,
Bo pozostałe już zardzewiałe.

Idę spać ponieważ już mi głupoty do głowy przychodzą.

Środa minie - tydzień zginie

Równo dwa tygodnie temu pisałem, że prawdopodobnie do końca czerwca uda mi się skończyć CMR i zabrać się za własne przeżycie II Wojny Światowej z karabinem w ręku. Tak prosto niestety nie będzie z powodu parszywych Diamond Series w CMR - dramat normalnie. Podchodzę już do tego rajdu czwarty raz i najlepsze co mi się udało ugrać to trzecie miejsce w generalce po wszystkich wyścigach.

Tak, jak pozostałe rajdy udawało mi się kończyć na najwyższym stopniu pudła za maksymalnie trzecim razem to ten uparcie staje mi okoniem - czy tylko dlatego, że to jest ostatni to komputer tak się spręża? Czy może ktoś gra jeszcze w CMR 05 i może to potwierdzić, czy może ja jestem taki nieudolny?

Peugeot 206

Z pewnością na wyniki wpływają samochody, których akurat ja nie lubię - najlepiej jeździ mi się w tym rajdzie Peugeotem 206. Impreza, Lancer i Xsara jakoś nie pasują do poszczególnych odcinków, a Focus daje ostro ciała w Australii i Finlandii kiedy to na co większych hopach ląduje na boku lub dachu. I jak tu wygrać? Gdyby dało się pojechać Escortem Cosworth albo chociaż Celiką GT Four.

Tymczasem do weekendu coraz bliżej - tym razem nigdzie nie imprezuję, pora odpocząć.

Kolejny poniedziałek

Weekendowy wyjazd na imieniny do Grodziska udał się znakomicie, droga nawet pusta i byłaby przyjemna, gdyby nie fatalne oznaczenie skrętu na wiadukt kierujący na Mszczonów. Tak zmyślnie zastawionego zjazdu z "siódemki" należałoby tylko pogratulować. Dzięki temu musieliśmy nadrobić kilka kilometrów aby znaleźć dogodne miejsce do zawrócenia, a to nie było łatwe, ponieważ ta trasa jest rozkopana niemalże na całym odcinku Radom - Grójec. Na szczęście później już jest tylko cudowna, niedawno poprawiana trasa Grójec - Mszczonów.

Przed wyjazdem zainwestowaliśmy z małżonką w nowe (no, bez przesady) opony dzięki którym znacznie wzrósł komfort jazdy, szkoda tylko, że w sklepie z ogumieniem jak na złość trafiliśmy na zlot użytkowników Mercedesa, którzy musieli wymieniać wszystkie opony JUŻ, TERAZ.

Jutro żona z Juniorem jadą na większą wyprawę - ponad 300 kilometrów, więc modernizację trzeba byłoby zrobić i tak. Jak ja to przeżyję to nie wiem - prawie dwa tygodnie SAMODZIELNEGO gotowania. Producenci "chińskich" zupek zbiją na mnie majątek.

Najgorszą perspektywą jest to, że kolejny weekend dopiero za cztery dni.

Całe szczęście że jutro weekend!

Oj tak, całe szczęście. Zabraliśmy się z rodziną za modernizację samochodu przed wakacyjnymi wyprawami. Wczoraj wymiana tłumika, dziś nowy akumulator.

Z akumulatorem to w ogóle dramat był. Wczoraj go wykręciłem i mozolnie zatargałem do domu (ciężkie cholerstwo) aby sprawdzić czy nie da się go przypadkiem trochę podładować przez noc - po zaniesieniu z powrotem (o 6:00 rano - o tej godzinie ważył 2x więcej) i zamontowaniu specjalnej różnicy nie odnotowaliśmy - podjęliśmy decyzję o wizycie u specjalisty z miernikami. Diagnoza była jednoznaczna: trup, trzeba nabyć nowy, w sumie nie było się co dziwić, egzystował bowiem od początku żywota naszego Coswortha czyli od 1997 r.

W Sklepie Z Akumulatorami nabyliśmy, popierając rodzimy przemysł, akumulator marki ZAP Piastów, przedreptałem z nim jakieś 100m (ciężkie cholerstwo, na dodatek był remont chodnika i nie można było podjechać pod sam sklep) i zabrałem się do montowania. Pech był taki, że okazał się on o jakiś centymetr za wysoki aby go skutecznie zamocować i żeby się nie "chybał". No więc znowu czekało mnie targanie akumulatora 100m po to, żeby nabyć kolejny tym razem "Panie! Austriacki - lepszy! I mniejszy!" firmy Banner Batteries, znowu 100m (ciężki, mimo że austriacki) i tym razem pełen sukces - PASUJE!

Na koniec dobra rada dla posiadaczy Espero - akumulatorów ZAP Piastów nie da się zamocować korzystając z oryginalnego mocowania (dwa druty i pałąk w poprzek) - zmierzcie przed dłuższą przebieżką z akumulatorem pod pachą. A jutro jedziemy po opony!

Ciężki wtorek

W pracy dalej jestem zaganiany, miałem w wolnych chwilach popracować wreszcie nad nowym szablonem do bloga - niestety tych wolnych chwil brakuje. Trudno, może później.

Tymczasem pogoda zmieniła się niemalże w późnoletnią - temperatura przypomina tą, którą pamiętam z czasów szkolnych, kiedy to wyjeżdżało się nad morze pod koniec sierpnia. Niby ciepło, ale wiatr i deszcz potrafił zaskoczyć niemalże w każdej chwili. Przy okazji udało mi się przed chwilą cyknąć zdjęcie obrazujące powyższe wynurzenia - nagle bowiem pojawiła się chmura, która poganiana wiatrem przemknęła nad moim blokiem.

Mój pierwszy HDR

Zdjęcie zrobione w RAW i przekształcone za pomocą Photomatiksa w HDR - proszę wybaczyć, ale to mój pierwszy HDR i nie należy się spodziewać rewelacji.

A jutro kolejny dzień tygodnia i jak mówi dobrze sprawdzające się powiedzenie: "środa minie - tydzień zginie". I tego się będę trzymać.

Nie lubię poniedziałków

Zazwyczaj. Dzisiejszy natomiast jest (był) całkiem znośny, mimo, że to poniedziałek zaraz po weselu, o którym pisałem w poprzedniej notce.

W pracy ostry pociąg tak, że nawet nie było kiedy się zamartwiać, że człowiek się źle czuje i wczorajszy dzień spędził na popijaniu piwa w celu zaleczenia kaca.

Wieczór równie spokojny - rodzina ogląda po raz, chyba, setny Harrego Pottera i Więzień Azkabanu na DVD, a ja finiszuję CMR. Ostatnie wyścigi to niemal same rajdy samochodami RWD - oczywiście wybrałem Sierrę Cosworth (straszna "łódka", dodawanie gazu na zakrętach powoduje ostre pływanie tyłem).

Sierra Cosworth

W sobotę kolejna impreza - tym razem uderzamy z żoną i juniorem naszym Espero Cosworth do Grodziska Mazowieckiego.

Muchy tupią

Oj tupią dzisiaj muchy, strasznie i do tego w podkutych butach - po wczorajszym weselu.

Ogólnie impreza była bardzo udana, a na dodatek jak na wiejskie wesele to orkiestra dawała naprawdę czadu z perkusistą na czele. Przeważnie jeśli chodzi o orkiestry to właśnie perkusiści są najsłabsi na placu - tym razem wystąpił wyjątek potwierdzający regułę, facet naprawdę znał się na rzeczy i kto wie czy poza weselnymi występami nie pogrywa gdzieś w jakiejś rockowej kapeli.

Furorę również robiło "stoisko z tradycyjnym żarełkiem" wyposażone w udźce, smalec oraz bimberek w klasycznych, obłych butelkach. Bimber niestety trzeba umieć robić, te domowe robione przez amatorów "jadą" jak cholera, natomiast ten wczorajszy - miód, palce lizać. Za przeproszeniem ryja nie wygina i wchłania się znakomicie.

Ogólnie impreza była udana, a żona opowiadała, że bawiłem się wybornie.

Nowa era

Dzieci nie lubią przegrywać. Doskonałym tego przykładem jest mój Junior, któremu dosyć często zdarzało się ponosić porażki w popularną na całym świecie grę "papier, nożyce, kamień" - rozwiązaniem okazało się rozwinięcie tej gry o dodatkowy element: laser.

Oczywiście laser w grze "papier, nożyce, kamień, laser" zawsze wygrywa...

Na dziś to by było tyle

Słońce krwawo zachodzi nad Radomiem. Zdjęcie cyknięto o 21:30 - bardzo lubię, kiedy dni są takie długie. Jakoś raźniej.

Zachód słońca

Jutro znowu do pracy, na szczęście to już będzie środa, po środzie czwartek, a w piątek to już z górki. Poza tym w sobotę wesele i będzie szansa na odreagowanie tygodniowego marazmu oraz na zrzucenie paru kilogramów na parkiecie. Mam nadzieje, że nie będzie wiejskich korowodów i durnych weselnych zabaw.

zzzZZZzzz...

Ostatnie kilka dni w moim wykonaniu wygląda tak, że wracam z pracy, jem obiad i kładę się spać. Budzę się ok. 19:00 i chodzę niedobity do ok. 22:00, potem znowu sen, praca i tak w kółko. Wczoraj (a raczej dziś) w nocy Junior obudził się (a co za tym idzie mnie z żoną) o 2:00 i zażądał kopytek, wyobrażacie sobie kogoś, kto wstaje w środku nocy (o godzinie, której nie ma) i je kopytka? Ale, jak mówią niektórzy, dziecku wszystko wolno - zjadł, oblizał się i poszedł spać dalej...

Wszyscy dookoła narzekają na upały, a ja się cieszę - zdecydowanie wolę upały - nawet trzydziestokilkustopniowe niż temperaturę około 0oC i niżej. Zima jest dla mnie okresem marazmu, kilkunastominutowego ubierania się przed głupim wyjściem na dwie minuty do kiosku oraz ogólną szarością. Niech żyją upały!

Dzisiejszy dzień sponsorują...

...jazdy w CMR piękną, starą, oldschool i długo by jeszcze wymieniać - Celiką GT-Four. Jeszcze z czasów szkolnych pamiętam pokazywane w telewizji rajdy, gdzie wspomniana wiodła prym wśród szybko brudzących się błotem ryczących potworów. A jeździły nią takie sławy jak Didier Auriol, Carlos Sainz czy też Juha Kankkunen. Mimo, że w CMR dostępna też jest Celica siódmej generacji to "czwórka" bije ją "feelingiem" na głowę (oczywiście IMVHO).

Toyota Celica GT-Four

A w domu chory Junior. Coś zadziałały chyba pyłki ponieważ kaszle biedak raz, za razem od wczoraj. Dla pewności (wiecie, sobota - w nocy różnie może być) skoczyliśmy sobie na pogotowie - doktor podzieliła nasze diagnozy i przepisała syropki, tabletki itp. Młody niestety nie zachowywał się jak rasowy pacjent pogotowia - biegał w kółko dookoła ławek, w gabinecie buzia się nie zamykała, podczas badania sobie podśpiewywał, a na koniec zażądał możliwości skorzystania z wagi, miarki oraz ze zlewu w celu umycia rąk.

Powoli jak żółw ociężale

Dostałem od znajomej do poprawienia pracę dyplomową. Jako osoba pracująca przy DTP od dłuższego czasu czasem otrzymuję takie fuchy z racji "zmysłu estetycznego" i umiejętności sprawienia żeby "to jakoś wyglądało".

Niestety z powodu ograniczonego budżetu domowego jako edytora plików .doc korzystam z Writera z pakietu OpenOffice.org, który może i ma możliwości zbliżone do Microsoft Worda, ale dobija mnie jedną, dla mnie prawdopodobniej najważniejszą rzeczą - komfortem pracy. Ślamazarność aplikacji wchodzących w skład OOo wręcz poraża - szczególnie tych, którzy przyzwyczajeni są do pracy z MS Office. Nie mam zamiaru rozpoczynać żadnych flame wars, ani nic z tych rzeczy, ale przyznajcie się (szczerze!) drodzy użytkownicy OOo, czy gdybyście mieli do wyboru właśnie OOo i MS Office, dużo pracowali przy edycji tekstów i chociażby tworzeniu grafiki prezentacyjnej (wykresy, schematy) to co byście wybrali.

Trudno, ograniczę jakoś palenie i inne przyjemności, ale nabędę sobie komfortowy pakiet biurowy.

Wishlist

Każdy może mieć marzenia. Mam i ja:

  • Land Rover Freelander. Wydaje mi się, że to byłby idealny samochód dla mnie i mojej rodziny. Ok. 140.000 PLN.
  • iMac. Nie wiem dlaczego, ale zawsze chciałem mieć Maka. Może dlatego, że w Wolsce od dawna jest to symbol luksusu, do którego mimo woli każdy z nas dąży? Ok. 8.000 PLN.
  • Dom na wsi. Taki nieduży, parter ze strychem i małym kawałeczkiem lasu. Duże miasto jest fajne, kiedy potrzeba coś załatwić, gdzieś się rozerwać, ale dlaczego mamy mieszkając w nim odpoczywać? Nie da się. Dlatego chciałbym mieszkać w jakimś spokojniejszym miejscu. Ok. 300.000 PLN.

Gdyby ktoś był na tyle miły aby sprawić mi wielką przyjemność realizując któreś z powyższych marzeń - proszę o kontakt.

PKP++

Przedwczoraj miałem przyjemność (tak - przyjemność!) podróżować PKP na trasie Warszawa - Radom - Warszawa i z całą stanowczością muszę przyznać, że idzie lepsze.

Otóż pierwszy odcinek pokonałem składem Kolei Mazowieckich (popularną Bonanzą), który był zaopatrzony w 100% nowe, miękkie materiałowe siedzenie. W pociągu czysto, schludnie. Nic to - myślę - pewnie wyjątek potwierdzający regułę.

Podróż powrotna, tym razem pociąg pośpieszny relacji Terespol - Kraków, a tu w drugiej klasie 6, miast ośmiu miejsc - znowu czysto, miękko. Na dodatek okna potrafiące się otwierać jedną ręką i niewymagające siły Pudziana do poruszenia ich o milimetr.

Mając na uwadze remont "siódemki" na odcinku od Radomia muszę polecić podróżowanie PKP.

Kontakt

Jeśli koniecznie chcesz się ze mną skontaktować...

  • Jabber: delyra@jabber.wp.pl
  • GG: 765628
  • e-mail: daniel.kozminski@gmail.com
  • tel: +48605650809