Gdzieś w przestrzeni

No tak, przez całe wakacje ani słowa. A bo czasu nie było :)

W tym międzyczasie Junior Jr zdążył odbyć własne chrzciny, zdążyły mu wyrosnąć dwa pierwsze (ostre) zęby (trzeci w drodze), zdążył nauczyć się biegać (hm, rzekłbym nawet, że zapieprzać) "na czterech" oraz stawać samemu w łóżeczku.

Junior starszy dla odmiany dwa zęby stracił w wyniku nieuchronnej akcji wypadania mleczaków i udaje się "już za chwilę" do prawdziwej szkoły - do klasy 0. Zawsze jakiś początek - ja bardzo mile wspominam zerówkę.

A u mnie? Po staremu, z okazji takiej, że iż ponieważ Junior Jr daje coraz to więcej czasu udało mi się "prawie" ukończyć Gears of War, w którego to posiadanie wszedłem drogą kupna, korzystając z szalonej obniżki w MM.

Aha i najgorsza wiadomość - jutro wracam po urlopie do pracy. Dramat.

Skończyłem drania!

Korzystając z tego, że Junior Sr raczył wyjechać do dziadków do Piastowa na przedletnie wakacje udało mi się WRESZCIE ukończyć Ubersoldiera 2. No i może od razu krótkie podsumowanie.

Gra jest długa, co zupełnie nie pasuje do jej niskiej ceny i reklamowanej "budżetowości", rzekłbym nawet, że za długa. Widać nawet, że w pewnym momencie projektanci chyba na siłę rozbudowywali niektóre wątki, przez co zwiedzimy niemal cały świat. Ale nie ma tego złego, co na by na dobre nie wyszło, Europa, Afryka, Azja - jest co pooglądać, naprawdę.

Co się podobało? Klimat - zwolennicy alternatywnej wizji Drugiej Wojny Światowej będą w raju, fanatycy sekretnych broni III Rzeszy również. Ja zwróciłem uwagę na świetne rysunki, które zastąpiły, kiepskie (moim zdaniem) cut-scenki z części pierwszej. Miłośnicy kreski rodem z Kapitana Żbika czy też Podziemnego Frontu będą z pewnością usatysfakcjonowani.

Ubersoldier - Spotkanie z Tygrysem

Co było "na minus"? Ano chyba dłużyzna, można było spokojnie pominąć kilka etapów i sądzę, że nic by się nie stało. Poza tym zakończenie - nie wiem czy powinienem to pisać, ale zakończenie jest kiepskie. Bardzo. Po eksterminacji hord wrażych wojsk, przebyciu połowy świata gracz oczekuje czegoś więcej niż... No, skończycie to zobaczycie.

Czy polecam? Tak, polecam. Tania, jak barszcz, a potrafi zabawić!

To i owo

Dziś miałem trochę więcej czasu wolnego i postanowiłem postawić kropkę nad i - czyli zacząć proces dokańczania Ubersoldiera 2. Od razu rzucił mi się w oczy kilkunastosekundowy proces sprawdzania płyty - czy aby nie jestem podłym złodziejem, który właśnie ukradł grę, szczególnie taką, która kosztuje kilkanaście złotych... Tak, to mnie zawsze denerwowało.

Oj, a potem... Okazało się, że zakończyłem ostatnio na niełatwym etapie, tak więc pierwsze pół godziny to niemalże ciągłe quickload - brak wprawy dał znać o sobie. I to bardzo. Ubersoldier 2 nie jest grą łatwą, mogę to powiedzieć z całą odpowiedzialnością. Jeśli na początku bossem jest, powiedzmy, ponad dwumetrowy "nadżołnierz" z wielką maszynową giwerą (dodatkowo wypluwającą całkiem często rakiety) oraz superpancerzem to możesz być pewien, że już za kilka poziomów zetrzesz się z kilkoma takimi delikwentami. Co za tym idzie włączenie tej gry po dosyć długiej przerwie może się okazać bolesne...

No dobra, to sobie pograłem, a tu jeszcze jedna sprawa. Otóż dziwią mnie te ataki na Howarda Webba, taki dziwny patriotyzm się odezwał w Internetach. Co prawda, 999 sędziów na 1000 nie zagwizdałoby takiego karnego, ale Webb podjął taką decyzję. I nie była ona niezgodna z przepisami - nasz zawodnik przytrzymywał Austriaka i to kwalifikowało się na faul, a że faul w polu karnym skutkuje rzutem karnym. No cóż.

Nikt, naprawdę nikt (a w każdym razie ja nie widziałem takiego przypadku) nie zdobył się na stwierdzenie, że gdyby nasza sborna strzeliła jedną, a najlepiej ze trzy, bramkę więcej to kontrowersyjny karny w ostatniej minucie doliczonego czasu nie zmieniłby wyniku. Ani nie obniżył naszych szans na wyjście z grupy do czysto matematycznych. Gra w piłkę od zawsze (chyba) polegała na tym, żeby strzelać bramki, a nie liczyć na to, że sędzia będzie pobłażliwy oraz, że nie popełni błędu. Koniec, kropka.

W cieniu Euro

Żyję, żyję. Tylko czasu jak zwykle brakuje. Co prawda Junior Jr drze się już coraz mniej, ale do stanu normalności jeszcze troszeczkę brakuje. Oczywiście na granie czasu nie ma, tak jak to bywało ostatnio - więc Ubersoldier 2 leży od kilku miesięcy nieskończony. Trzeba się jednak będzie za niego zabrać, bo od czasu, kiedy na granie nie mam nawet pół godziny zdążyło się pojawić na półkach w sklepie kilka gier, które chciałbym obmacać - a i jakoś mi przyszła chęć na powtórzenie sobie całej serii Call of Duty. No i trzeba pamiętać o październiku, kiedy to ma się ukazać RA3, o którym pisałem poprzednio.

Skąd brać czas?

Conquer the World!

Wreszcie jest - na Gametrailers pojawił się pierwszy, piękny, cudowny, zrywający kask trailer przedstawiający rozgrywkę w nadchodzącym Red Alert 3. Co tu wiele gadać - jest genialnie, woda wygląda bosko, teren wygląda bosko, jednostki wyglądają bosko, już sobie ostrze pozostałe mi jeszcze zęby na wielkie bitwy morskie :)

Po ochłonięciu (koniecznie oglądać trailer w HD) można zauważyć następujące rzeczy:

  • są Kirovy (hoooray!),
  • Tesla Troopers rządzą,
  • Rosjanie dostali nowy, skaczący pojazd z działkiem,
  • jest nowa superbroń dla sowietów wciągająca wrogie jednostki do czegoś w rodzaju wiru

Na końcu trailera jest informacja o terminie wydania - szykować kasę na październik, czerwony październik towarzysze!

Jurassic Pałk

W weekend zrobiliśmy sobie z całą rodzinką, na polecenie Juniora Sr, wycieczkę do Bałtowskiego Parku Jurajskiego. W sumie niedaleko, raptem 60 kilometrów - aż dziw, że wcześniej się nie zdecydowaliśmy bo, mimo wszystko, warto.

Dojechać tam nie jest łatwo, drogowskazy do Parku ustawione są przed samym parkiem, a trasa z Radomia jest nieco zawiła - aż dziw, że nie zadbano o to, całe szczęście, że jechaliśmy wyposażeni w GPS. W każdym razie i tak ci, którzy chcą to dojadą albowiem tłumy w środku są nieprzebrane.

Po uiszczeniu opłaty można się wreszcie wybrać w szlak ubarwiony "prawdziwymi" dinozaurami, uwaga, w skali 1:1! Co prawda, kiedy człowiek się dobrze przyjrzy to dinusie nieco rażą plastikiem i gumą, ale na maluchach wrażenie wywierają niesamowite. Dokładając kilka placów zabaw wyposażonych w szereg atrakcji, jakie tylko maluch może sobie wyobrazić i mamy idealne miejsce - raj :) Dodatkowo można sobie pojeździć na koniach za jedyne 3 zeta od rundki. Galeryjka z naszej wizyty jest pod tym linkiem.

Żeby nie było, że wpis jest sponsorowany to teraz będzie parę moich uwag. Obsługa placu zabaw jest do bani - nikt nie pilnuje żeby młodsze dzieci nie wchodziły na zabawki wybitnie dla nich nie przeznaczone, tylko wpuszcza jak leci, sam byłem świadkiem jak kilka dziewczynek nie dawało sobie rady z wlezieniem na wielką zjeżdżalnię i potem marudziły z łzami w oczach - a jakie było podejście można było zauważyć dopiero po wejściu do środka. Po drugie opisy przy dinozaurach są lakoniczne i zajmują po 2 linijki na tabliczce. Pfff!!! Dla tego, kto przyjeżdża taki kawał i chciałby się dowiedzieć czegoś więcej to spory minus! A na koniec rzecz (w mojej prywatnej skali) najbardziej dyskwalifikująca - na jednym z placów zabaw było zadaszone pomieszczenie z coin-opami, był After Burner, Rave Racer i inne hiciory od Segi i Namco - co z tego, kiedy wszystkie były zaopatrzone w kartkę AUTOMAT NIECZYNNY.

Więcej tam nie pojadę ;)

Roooar

Młody-najmłodszy drze się ciągle i niemiłosiernie, czym domaga się zainteresowania. Nie można go zostawić na więcej niż kilka minut ponieważ zaraz rozpoczyna koncert, takie to nam się urodziło towarzyskie dziecko.

Co ciekawe, kiedy jesteśmy "w gościach" lub goście przychodzą do nas to Aleksander jest dzieckiem "do rany przyłóż" - leży sobie grzecznie, rozgląda się dookoła, czasem nawet coś opowie w narzeczu noworodkowo-bobasowskim i wszyscy się dziwią co my od niego chcemy - taki milusi Duduś. Mówią tak, bo Go nie znają, a On sprawia znakomite wrażenie w towarzystwie.

W temacie grania to ze Starszym Młodym gramy ostatnio tylko na Atari i to w wersji najbardziej hardkorowej - w gry wgrywane wyłącznie z magnetofonu - i to w normalu, kto miał Atari wie czym to pachnie. Kilkanaście minut brrrrr, brrrr, brrrrrrrrrrrr. Na szczęście magnetofon (w liczbie kilku sztuk) mamy w dobrym stanie i wgrywanie jest pewne i skuteczne. Kilka dni temu uzupełniliśmy kolekcję kaset o nowe egzemplarze więc grać jest w co.

Juniorowi Seniorowi najbardziej przypadło do gustu Polskie LOGO i niemalże każdy dzień rozpoczyna od "źółwika" przez co coraz lepiej idzie mu czytanie i literowanie - a mówią, że komputery niczego nie uczą (oprócz mordowania hord kosmitów)... Pewnie zostanie lepszym koderem niż tatuś (dużo nie trzeba...).

Still alive

Nie piszę, bo nie mam kiedy. Nie mam kiedy bo wszelkie wolne chwilę poświęcam na wypoczynek z powodu wiadomego - Junior Jr jest wyjątkowo "naręcznym" dzieckiem i z wyjątkiem snu, jedzenia oraz przerw na "rozmowy" drze się niemiłosiernie :)

W porównaniu z Juniorem Sr da się zauważyć kilka różnic: po pierwsze Bartek jadł regularnie, spał regularnie i ogólnie był regularnym dzieckiem. Za to Aleksander je i śpi bardzo nieregularnie, za to jest bardziej "zbity" w budowie i więcej gada w swoim osobistym narzeczu. Bartosz nie mówił prawie wcale, za to jak rozpoczął w pewnym momencie to do tej pory nie przestał - prawdopodobnie z Aleksandrem będzie odwrotnie. Zobaczymy.

Najsmutniejsze jest to, że granie leży u mnie na całej linii :) Jeśli już to występują jakieś krótkie partyjki w Gunsmoke lub Bosconiana - tak żeby się odstresować, na nic poważniejszego nie ma ani chęci, ani specjalnie czasu, chociaż powoli sytuacja się poprawia, z uwagi na to, że Junior Jr jakby się z dnia na dzień uspokajał. Oby to nie była cisza przed burzą.

Woohoo!

Junior młodszy ma już prawie miesiąc - stary chłop z niego, wcina aż się butelka trzęsie. Tylko patrzeć jak zacznie siadać - na razie coraz częściej zaczyna się rozglądać dookoła po świecie swoimi nieprzeciętnie wielkimi ślepiami.

Natomiast Junior starszy miał (nie)przyjemność wystąpić wczoraj (02.02) w polsatowskim Hugo (dla niewiedzących to taka telewizyjna gra, gdzie się dzwoni i gra na "telizorze"). Z tym całym występem od początku było coś nie tak, otóż nie można sobie ot tak zadzwonić i zagrać, trzeba najpierw napisać list "do Hugo", a potem cierpliwie czekać aż nas wybiorą. No i jakieś dwa tygodnie temu zadzwoniła filuterna Pani Z Telewizji, aby poinformować, że Bartek został zakwalifikowany, jako czwarta osoba do zeszłotygodniowej audycji. Oczywiście wcale czwarty nie był, w zeszłą sobotę również nie - i wytłumaczcie teraz pięciolatkowi, że w TV pracują średnio odpowiedzialne osoby, ja osobiście byłem za podaniem Polsatu do sądu za wyrządzone straty moralne dziecku. No ale wczoraj z samego rana zadzwonili wreszcie i kazali czekać bo zaraz będzie gra...

Junior wykazał się nieprzeciętnymi zdolnościami krasomówczymi (to po mamie) i raczył na luzaku przegadać Hugo i prowadzącego. Niestety z grą nie poszło już tak łatwo - otóż lag między klawiszami telefonu i reakcją postaci na ekranie jest ogromny, ponadkilkusekundowy! Okazuje się, że Junior miał pecha ponieważ osoba grająca przed nim miała łatwiejszą grę - niewrażliwą na lagi grę decyzyjną, a Bartek grał w zręcznościówkę, co zaowocowało zdobyciem oszałamiającej liczby punktów: 0 (zero). Poniżej zapis audycji (chyba mnie nie powiesi Polsat?).

Dramat prawda? Uważni mogą usłyszeć kiedy był naciskany klawisz i po jakim czasie postać na ekranie raczyła zareagować - grac się niestety nie dało, na szczęście Bartek specjalnie się nie przejął, o co się z żoną strasznie martwiliśmy, że złapie doła i jakoś przeszło. W każdym razie nie polecam Hugo, jako rozrywki dla dzieci, no chyba, że traficie na logiczną gierkę ;)

Dajemy radę

Wpisów mało, bo nie ma kiedy. Ja osobiście chodzę jak zombie - nie śpię w nocy, odsypiam do ok. 12:00, a już pojutrze trzeba będzie wracać do pracy.

Junior jr, zwany również Xanderem (przez Juniora sr) względnie Super Mario Bros (przeze mnie, bo cieszy się jak go "podskakuję") czuje się znakomicie, wcina jak opętany i coraz częściej łypie oczkami na otaczający świat, kto tęskni za zdjęciami może się zapisać na RSS w mojej Picasie.

Oczywiście na żadne poważne granie nie mam co liczyć - wolne chwile poświęcam jedynie na chwilowe pogrywanie w Gun Smoke (gra na PC zdecydowanie nabiera rumieńców podczas grania kilkuprzyciskowym padem) oraz przeglądanie newsów. More oczywiście to come :)

Śnieg!

Co prawda nie jest go po kostki, ale coś tam się zabieliło za oknem - jestem w stanie uwierzyć, że w tym roku białego szaleństwa nie będzie. Mi to zasadniczo rybka, ale Junior chętnie by pewnie jakąś wojnę śnieżną zmontował.

Okazuje się, że najpopularniejszym wpisem na moim blogasie jest przepis, jak uruchomić prawą gałę w padach podczas grania w FIFA08 - niemal codziennie ktoś się do mnie odzywa na GG / Jabberze z prośbą o pomoc, niestety gro z tych delikwentów oczekuje, że zamiast poświęcać czas na własne przyjemności będę siedzieć dniami i nocami i badał ich pady, próbował dopasować pliki systemowe - czyli zrobić wszystko za nich. Otóż nie! Siedźcie sobie ludziki i sami kombinujcie - czy dzisiejsze pokolenie nie ma ambicji żeby coś samemu pokombinować? Tylko na gotowe względnie żeby ktoś za nich siedział i robił? Smutne trochę.

Ubersoldier II jest już na wykończeniu, gra jest długa, a poziom trudności rośnie wraz z kolejnymi etapami - przedwczoraj na jeden dzień się poddałem, jeden z bossów tak mi zalazł za skórę, że chwilowo odechciało mi się strzelania. Dzień odpoczynku pomógł - jestem już (chyba) bliżej niż dalej, a fabuła dalej się rozkręca. Jest fajnie i naprawdę nie mogę żałować wydanych 20 złotych, powiem więcej - jeśli powstanie trzecia częśc to też się skuszę.

I po świętach

Święta tradycyjnie przeszły, bo nie miały innego wyjścia - prezenty też niestety tradycyjne: skarpetki, dezodoranty itp - czyli nic nowego i odkrywczego. Obżarstwa też się nie udało uniknąć, jak to mówią nasi bracia zza oceanu SDSS.

Z porodem żony też na razie sprawa nie rozwiązana w dosłownym tego słowa znaczeniu, czekamy i czekamy na sygnał, kiedy to udamy się na porodówkę, a potem wiadomo - świętowanie :)

W celu nieco przyjemniejszego oczekiwania nabyłem sobie wspominaną w poprzednich wpisach drugą cześć Ubersoldiera za oszałamiającą kwotę 19,99 polskich nowych złotych. I jak? Ano całkiem podobnie, jak w poprzedniej części. Wizualnie specjalnie druga odsłona przygód Karla Stoltza (co za głupie nazwisko, wiadomo z czym się kojarzy) nie różni się od tego, co mieliśmy przyjemność oglądać kilka lat temu. No może dołożono trochę lepszych tekstur, a i obiekty nieco przyjemniejsze. Dalej mamy możliwość włączania personalnego shielda, który zatrzymuje i odbija pociski wrogów, IIWW też jakby taka sama.

Z nowości zaobserwujemy inne podejście do cutscenek - tym razem są niejako ożywione, bardzo fajnie narysowane komiksy, niestety z fatalnym dubbingiem. Aktorami, którzy podkładali głosy zostali chyba sami twórcy gry, oj nie wyszło to na dobre - zmarnowano kolejny fajny pomysł, bo kreska w tych komiksach jest całkiem w porządku. Kolejna sprawa to punkty doświadczenia, które można rozdysponować po zakończeniu etapu. Działa to w ten sposób, że kiedy ustrzelimy 3 headshoty lub pokonamy 3 wrogów za pomocą sztyletu w określonym czasie zdobywamy PD. Po udanej misji możemy włożyć te punkty w dłuższy czas działania tarczy, zwiększenie celności, dłuższy pasek ze zdrowiem czy też wydłużony czas SuperZdolności. SuperZdolnośc to też novum - po trzech headshotach mamy kilkanaście sekund na kolejny strzał w głowę - uaktywnia się wtedy tryb Ubersnajper, gdzie czas płynie nieco wolniej i zdecydowanie łatwiej trafic wroga, a każde trafienie podnosi poziom energii, podobnie dzieje się kiedy zabijemy trzech nazistów za pomocą noża - włącza się tryb Berserk, gdzie niemal bezkarnie możemy biegac z kosą i szlachtować wrednych Niemców. Ot takie urozmaicenia.

Ogólnie gra się całkiem przyjemnie, wybór broni jest niemal identyczny co w "jedynce", scenariusz też podobny - naszym celem jest poznanie dlaczego mimo zniszczenia fabryki "Uberżołnierzy" naziści wciąż produkują specyfik służący do "ulepszania" armii. W międzyczasie intryga się komplikuje jeszcze bardziej, napotykamy po drodze zastępy Ubermachtu (zmodyfikowany genetycznie Wehrmacht), a ruch oporu zostaje zdekonspirowany przez... Spoilerów nie będzie - można iść do sklepu i spokojnie wydać te dwie dyszki, miłośnicy alternatywnej wersji IIWW i FPP będą raczej zadowoleni. Szczerze mówiąc to i ja czekam jak się rozwinie dalej historia.

Time to rest

No właśnie, przyszedł czas na odpoczynek - po cały roku zasuwania na wszelkich frontach czas na lekki relaksik :) Co prawda jeszcze tylko w wigilię do pracy, a potem już caaały tydzień wolnego, no i kilka godzin niepewności, co tym razem znajdę pod choinką (czyt.: jaki kolor skarpetek oraz w jakie będą wzorki).

W sklepach, co raczej nie powinno dziwic, kolejki zaczynają się pod przeciwną do kas ścianą - okres oczekiwania na obsłużenie niebezpiecznie zbliża się do godziny - mogliby chociaż ostawić w okolicach kas jakieś stojaki z prasą. Człowiek by się tak nie nudził. Poza tym akurat, kiedy ja robiłem zakupy z rodziną z głośników płynął radosny głos spikerki informującej, że karty płatnicze w związku z awarią systemu nie będą honorowane, co wzbudziło zrozumiałą wesołość na markecie.

Natomiast w MM podejrzane pustki - czyżby już wszystkie telewizory się wyprzedały? Ja za to upatrzyłem drugą częśc mojej ulubionej gierki, której prolog ostatnio sobie odświeżyłem czyli Ubersoldiera. Zaraz pobierzemy demo i sprawdzimy czy są jakieś konkretniejsze zmiany - jedno wiemy napewno: cena nadal atrakcyjna.

Skoro już jestem przy grach to warto wspomniec o nowym filmiku z Achmedem, Martwym Terrorystą, który żartuje sobie z Guitar Hero (a potem Halo na X360) w kontekście świątecznej piosenki "Jingle Bombs" - gracz zawsze wyłapie takie wtrącenia ;)

Zarobiony po uszy

No i sprawa rozwiązana. Stara karta idzie do serwisu (jeszcze tylko dla pewności oddam ją znajomemu żeby potwierdził na swoim setupie czy artefaktuje), a w moim pudle siedzi już Radeon 3850. Od razu go spociłem Call of Duty 4 z wszystkimi suwakami do końca skali oraz świeżo ściągniętym demkiem Lost Planet - specjalnego wrażenia na nim to nie zrobiło. Tak też miało być.

Szkoda tylko wielka, że specjalnie czasu na pocenie karty nie uświadczam. W pracy praca, w domu praca, a funduszy ciągle brakuje - co tu robic? Chyba trzeba się do tego powoli zacząć przyzwyczajać.

Natomiast z powiększenia się rodziny w tym tygodniu nici - położna wybiła nam to z głowy ponieważ - uwaga - w tym tygodniu wymieniane są okna w szpitalu i rodzenie jest zabronione :) Trudno, darmo - trzeba wytrzymać do następnego tygodnia, czyli prawie do świąt. Dobrze, że to nie ja rodzę, bo gdybym chodził z takim wielkim obciążeniem to chyba wolałbym rodzic w szpitalu bez okien niż tachać codziennie taki ładunek.

W pracy z kolei do końca roku mnie za dużo nie zobaczą - od początku tego tygodnia jestem na trzydniowym kursie ASP.NET (tym razem prowadzący nie mówią "sikuel serwer"), a potem to trzeba wykorzystać urlop - nieładnie bowiem przechodzić z urlopem na następny rok - poza tym został mi jeszcze jeden dzień "opieki nad dzieckiem", który to nie przechodzi, więc nie można pozwolić aby się zmarnował.

Miła niedziela

Co za tydzień, dawno już nie było tak zarobionych siedmiu dni. Ciekawy jestem czy, kiedy przyszłoby mi tak zasuwać przez dłuższy czas, to bym się przyzwyczaił? :) Ale pojawia się już światełko w tunelu - święta, jak również to, że zostało mi jeszcze 6 dni wolnego do wykorzystania. Przy korzystnym ułożeniu świąt i weekendów wychodzi na to, że 20 grudnia już będę miał urlop - do końca roku! Jupi :)

Wczoraj pocztą przyszła całkiem fajna przesyłka reklamowa (chyba pierwszy "spam", który mi się podoba) od Cenega Poland - magazyn reklamowy Kompania Graczy, wraz z DVD! Sam magazyn jest fajny, kolorowy, ma 32 strony i naprawdę jest ciekawy. W środku recenzje gier dla każdego: od dzieci ledwo odróżniających myszkę od gryzaka (Kangurek Kao, Wildlife Park) aż do urodzonych morderców (Hitman). Dodatkowo DVD z trailerami i demami gier - takie mini CD-Action ;) Brawo Cenega, chętnie znowu coś od Was kupię.

Drugą przyjemnością wczoraj był kumpel, który przyniósł mi obiecane wcześniej gry dla Lynxa - kolekcja się powiększa. Gierki to Tournament Cyberball oraz Hard Drivin'.

Tournament Cyberball to futurystyczna wersja futbolu amerykańskiego z wszystkimi jego strategiami, rzucaniem czymś co pewnie jest piłką oraz przepychaniem się na boisku.

Hard Drivin' tru-graczom przedstawiać nie trzeba, a dla tych, którzy nie wiedzą (są tacy?) dodam, że to jedne z najbardziej kultowych wyścigów, które ukazały się na niemal wszystkie platformy od ZX Spectrum i Commodore 64 poprzez Amstrada CPC, Atari ST, starsze konsole pokroju Sega Mega Drive oraz te nowsze: GameCube, Playstation 2, Xbox.

Niedziela zapowiada się w miarę spokojnie więc jest z czym miło spędzić weekend, takie niedziele bardzo lubię i popieram :)

Ale za to niedziela...

No i kończy nam się kolejny weekend - jak zwykle minął co najmniej 2 razy za szybko. Wczorajszy dzień znikł tak, jakby go wcale nie było, a na dodatek jakoś zmęczony kupiłem nie te kable do głośników i dziś musieliśmy jechać jeszcze raz - na szczęście wymienili i ponownie mogę się cieszyć 5.1 w grach ;) Już prawie zapomniałem jak to jest, kiedy słychać w różnych FPS kiedy to wróg zachodzi od zakrystii. Jednak to je ono, kiedy słychać dookoła człowieka odgłosy z gry - kudosy dla tych, którzy wymyślili 5.1 ;)

W CoD multi jestem już plutonowym (whoa!) i w międzyczasie odblokowało się wiele ciekawych zdolności, dzięki którym nabijanie doświadczenia jest o wiele łatwiejsze - osobiście czekam na P90, moją ulubioną pukawkę. Do tej pory biegam z MP5 + laser + kamuflaż cyfrowy. BTW - ktoś z braci Joggerowej gra sobie może w multi CoD4? Może jakieś spotkanie na ubitej ziemi? ;)

Eh, z okazji, że na tapecie tylko CoD i na nic więcej nie ma czasu to zaniedbałem ostro FIFA 08 - mam nadzieje, że nie dostanie odleżyn w pudełku :)

Z kolei Junior cieszy się dziś z nowym kapcioskarpetek - po prostu rano miałem ochotę go związać za bieganie połączone z tupaniem (współczucie dla sąsiadów z dołu), kiedy ja sobie spałem snem sprawiedliwego. A co to kapcioskarpetki? Jak sama nazwa wskazuje jest to połączenie skarpetek z obuwiem domowym - takie skarpetki z podeszwą , które nie dość, że są ciepłe to jeszcze nie powodują uciążliwego dla śpiącego tupania - polecam.

W skrócie i rozwięźle

Po pierwsze - Wyborcza zaserwowała hardkorowym graczom niezłą gratkę w postaci wydawania co tydzień kolejnych gier, które śmiało można nazwać oldskoolowymi. W pierwszym numerze, całkiem nieźle, jak na początek, zaobserwowałem: Gothic, Alone in the Dark 4, Europa Universalis - II Wojna Światowa oraz Sacrifice - całkiem niezły zestaw i to wszystko za niecałe siedem zeta! Wielkie brawa - gdy skończy mi się ochota na aktualne gry (na tapecie wiadomo co - CoD4 i nieustająco FIFA - yo Adam!) z pewnością przypomnę sobie Alone in the Dark oraz Sacrifice.

Po drugie - niezmiernie fajnie jest oglądać mecz z małżonką. W tej chwili oglądamy (tzn. ja oglądam - żona komentuje) na Canal+ Cracovia - Legia i wszyscy mamy radość z telewizora. Ja z oglądania futbolistów, a żona z zadawania mi pytań. Kilka przykładów: "Ale ta piłka jest nieładnie pomalowana", "O! Ten w niebieskim (sędzia) ma piękny kostium - chciałabym w takim kolorze dżinsy!", "A czy jakby podczas gry jeden z piłkarzy pocałował drugiego to byłby faul?", "Piłka nożna ma mniej sensu niż curling - tam chociaż można sobie pozamiatać na lodzie przed rzucanymi butlami gazowymi". Fajnie jest oglądać mecz we dwoje :)

Kill'em All

No może trochę przesadziłem z tym krótkim żywotem Call of Duty 4 w moim przypadku. Okazuje się, że multiplayer rządzi i przoduje - myślę, że pomysł zdobywania doświadczenia, rang i co za tym idzie odblokowywaniem dodatkowych broni i dodatków sprawdza się doskonale. Jestem już starszym sierżantem i trochę się "doposażyłem" - moim ulubionym zestawem jest MP5 z laserowym celownikiem oraz ręczna wyrzutnia RPG (przydatna na śmigłowce wroga) oraz dodatek "Ostatni Bastion" polegający na tym, że w momencie gdy zostaniemy poważnie postrzeleni mamy jeszcze szansę umierając ogryźć się przeciwnikowi pistoletem w ostatnich podrygach przed przeniesieniem się na lepszy świat ;)

O dziwo serwerów gry jest bardzo dużo i jeszcze nie zdarzyły mi się żadne poważniejsze lagi czy rozłączanie - ping cały czas trzyma poziom i nigdy nie wzrósł ponad 100 ms, co sprawia, że mordowanie jest wyjątkowo komfortowe. Niestety nie udało mi się jeszcze znaleźć się w pierwszej trójce podczas deathmatchy i pewnie, widząc po umiejętnościach innych graczy, prędko się to ziści ponieważ nie mam tyle czasu na trening co kilkunastoletni wymiatacze :)

Zwycięstwo

Sytuacja z kartą została opanowana i dzięki temu mogłem się bliżej przyjrzeć Call of Duty 4. I co? Ano po raz kolejny wielka kotwica w plecy dla panów z Infinity Ward. Ale po kolei.

Jak pewnie niektórzy (szczególnie Ci, którzy śledzą jako tako rynek gier) wiedzą Call of Duty 4 zrywa z dotychczasowymi przyzwyczajeniami do drugiej wojny światowej i rzuca nas na całkiem aktualny front - walkę z międzynarodowym terroryzmem. Podobnie, jak w poprzednich "odcinkach" kierujemy kilkoma żołnierzami (oczywiście nie jednocześnie) - tym razem padło na SAS (Brytyjczycy) i US Marines (wiadomo, Wuj Sam), czasem te jednostki współpracują - jest fajnie.

Grafika - nie ma co wiele gadać - wielki szacunek za szczegóły, jakość i ogólny "feeling", trzeba powiedzieć, że bardzo szybko zbliżamy się do fotorealizmu. Nie grałem jeszcze w Crysis, ale wątpię czy bardzo "podskoczy" najnowszemu produktowi Infinity Ward. Przyjmijmy, że grafika jest cudowna i co chyba najważniejsze - silnik jest bardzo dopracowany i nawet na kartach, które nie są demonami prędkości (np. mój 7900GS) da się spokojnie grać z wysokimi detalami. Wielkie brawa.

Misje, do czego nas już przyzwyczajono, są dosyć rozbudowane i bardzo ciekawe. Pogoń za zbiegiem przez miasto, ucieczka ciężarówką przed śmigłowcem, snajperskie skradanie się czy - mój faworyt - ostrzeliwanie w podczerwieni wroga z krążącego Spectre to tort ociekający miodem i nafaszerowany orzeszkami. Kolejny raz wielkie brawa.

A gdzie ta kotwica? Ano jak zwykle przyznaje ją z powodu ilości tychże wspaniałych misji. Nie powiem, aby nie popsuć zabawy, ile ich jest, ale tradycyjnie przydałoby się (za tą kasę) najmniej trzy razy tyle. Powiem więcej - dopłaciłbym parę złotych żeby tychże było więcej. Niestety nie ma chyba szans na odwrócenie tego trendu, teraz bowiem coraz więcej gier nastawia się na multiplayer, a "singiel" jest takim dodatkiem, który trzeba dać żeby i ci, którzy w sieci nie grają byli zadowoleni. Nie powiem, w multi oprócz tradycyjnego siekania we wszystko co się rusza (to, co na drzewo ucieka też) jest parę nowinek, np. rosnące doświadczenie (takie miniRPG) dzięki któremu możemy sobie wybierać specjalizacje i budować własne zestawy ulubionych broni, z pomocą których będziemy eksterminować współgraczy na serwerach. Dodatkowo możemy je "customizować" zadając im kamuflaż, dodatki w postaci podwieszanych granatników, celowników laserowych itp. itd. Ale czemu tryb single jest taki krótki? ;)

Uwaga spoiler, kliknij żeby odkryć.

Czas więc wracać do FIFA08, a co jakiś czas odgrzać sobie całą serię CoD, tak jak to robiłem do tej pory. A może przypomnimy sobie z Juniorem Medal of Honor? Warchest leży na półce i czeka, aż ktoś go odkurzy.

Rekonstrukcja

Będąc jeszcze na fali sobotniego meczu Polska - Belgia i naszego historycznego awansu do Mistrzostw Europy postanowiłem zrobić małą rekonstrukcję tego wiekopomnego sukcesu za pomocą FIFA 08 :) Oczywiście powołałem takie same składy, jak w prawdziwym meczu i zagrałem. Bramki poniżej.

Mecz był o wiele łatwiejszy dla mnie niż w rzeczywistości dla naszych kopaczy. Okazało się (jak widać to najlepiej po pierwszej bramce), że również w grze bramkarz reprezentacji Belgii, jak i obrońcy, są raczej słabi. Bez specjalnych trudności wygrałem 4:0, a (podobnie jak na Stadionie Śląskim) główną rolę zagrał Ebi Smolarek strzelając cztery gole.

Co ciekawe, zupełnie jak "w realu", największe problemy sprawiał mi szybki i niezwykle ruchliwy belgijski napastnik Kevin Mirallas.

Kontakt

Jeśli koniecznie chcesz się ze mną skontaktować...

  • Jabber: delyra@jabber.wp.pl
  • GG: 765628
  • e-mail: daniel.kozminski@gmail.com
  • tel: +48605650809