Pata Pata.

Wreszcie skończyłem dziada, znaczy dziadów, takich małych - rozumiecie. Oczywiście chodzi o Patapon na PSP. Gra jest niewąska, momentami doprowadzała mnie do rozpaczy, kiedy męczyłem się z którymś z kolei bossem, z drugiej strony zachwycała, gdy słuchałem ścieżki dźwiękowej. O nie! To nie jest kolejna zręcznościówka, ani strategia, jak niektórzy raczą twierdzić. To zdecydowanie gra, przy której należy się porządnie skupić i wyciszyć ponieważ jedno naciśnięcie nie tego klawisza co trzeba, lub spóźnienie się z rytmem naciskania tychże może pogrzebać kilka minut wcześniejszej gry!

Patapon dopracowany jest niemal perfekcyjnie, grafika - mimo zastosowanego minimalizmu, a w szczególności dźwięk to majstersztyk wśród gier. Oczy są pieszczone na początek niewidocznymi szczególikami, które po dokładnemu przypatrzeniu się cieszą, powodując pojawianie się błogiego banana na twarzy. Mi szczególnie przypadło do gustu kopanie dołeczków i przyklepywanie łopatką przy drzewie wskrzeszającym naszych bohaterskich żołnierzy. Mimo tego gra wśród moich znajomych budzi zdecydowanie skrajne opinie - ci, którym się spodobała wykrzykują peany na jej cześć, natomiast pozostali do końca życia będą twierdzić, że to crap jakich mało. Nie pomylę się jedna zbytnio, kiedy powiem, że to gra którą każdy posiadać PSP powinien mieć. I koniec.

Patapon

Licznik wbudowany w grę pokazał 33 godziny spędzone na przygodach "oczek z bronią", a sam nie wiem kiedy to zeszło. Zakończenie? Nie będę spoilerował - napiszę tylko, że "OSZUKALI NAS!".

Z otchłani wynurzam się...

Nie pisałem dosyć długo, albowiem mnie nie było. To znaczy byłem, ale jakoś nie starczało czasu (chęci pewnie też, ale do tego przecież się nie przyznam) i teraz jakoś głupio się zapytać wszystkich czy już pousuwali adres mojego blogasa z czytników RSS i fejwów. Pewnie tak się stało - i nie ma się co dziwić, bo przecież nie zagwarantuję, że po tym wpisie następny nie będzie za rok.

Zasadniczo nic się nie pozmieniało, tylko dzieci nieco podrosły. Czy ktoś da wiarę temu, że Bartek w tym roku kończy 8 lat? OSIEM LAT mam już tego szkraba, coś niesamowitego, jak ten czas leci, gna, pędzi. Aleksander skończył kilka miesięcy temu 2 lata, a dopiero co go przywoziliśmy wraz z żoną ze szpitala. Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że od kilku lat czas niesamowicie przyspieszył - wszystko dzieje się tak szybko, na nic nie ma czasu.

Bartek, który na barierkach jest Królem Świata

Samochód mam nadal ten sam, co prawda od mniej więcej roku mam zamiar go zmienić, ale skubaniec mimo 13 lat na karku (znaczy na silniku) nie ma zamiaru się psuć ani trochę. Dolewam tylko benzynę i płyn do spryskiwaczy - a mówią, że Koreańczycy nie umieją robić fajnych samochodów. Pfff. Aż szkoda go sprzedawać ponieważ jak się czyta co teraz ludzie sprzedają, jako "nowe, prawie nie jeżdżone, emeryt z Hamburga dojeżdżał tylko do kościoła i to wyłącznie w najważniejsze święta" to faktycznie strach kupować. A tak to mam spokój i wiem, że mi nagle kierownica w rękach nie zostanie, albo że straż miejska rozpozna zaginiony przystanek autobusowy...

Uncharted 2

Jako, że dosyć sporo zawsze pisałem o grach, to nie omieszkam zaznaczyć, że obecnym królem i szefem gier jest Uncharted 2 na PS3. Z czystym sumieniem mogę napisać, że do tej pory nie widziałem kompletniejszej i bardziej wciągającej gry (poza Missile Command) - każda złotówka wydana na nią zwróci się tysiąckrotnie w postaci miodu i frajdy wylewających się hektolitrami z telewizora. Powiem więcej, gdy ja lub Bartek gramy w U2 to nawet Małżonka specjalnie nie protestuje, że okupujemy telewizor ponieważ grę (oprócz grania) równie dobrze się ogląda dzięki niezwykłemu wyważeniu akcji, strzelaniny ale i również całkiem niezłej przygody. Must have i oczywiście wszystkie nagrody, którymi została obsypana, popieram, akceptuję i proszę o więcej.

52% plus coś jeszcze

No tak, czasu na granie jak było mało, tak zostało do tej pory. I mimo, że gram w Need For Speed: Undercover już od jakiegoś czasu to w tej chwili progress counter trzyma się na poziomie 52%.

W międzyczasie zmieniłem już kilka razy samochód (w grze oczywiście, w realu nie ma tak dobrze), ale uwagi co do gry pozostały wciąż te same. IDIOTYCZNE misje polegające na zniszczeniach za kasę (nasz samochód oczywiście jest invincible) oraz polowaniu i złomowaniu radiowozów. O ile wyścigi, time-triale itp. łykam niczym pelikan to wyżej wymienione uważam za totalne nieporozumienie i omijam, kiedy tylko mogę. Nie rozumiem, jak coś takiego można było dodać do, mimo wszystko, niezłej gry (czy już pisałem, że soundtrack wymiata?).

Jeszcze zostając w temacie gier to chciałbym publicznie ogłosić, że od chwili obecnej odkładam $ na to, co widać w playerze poniżej, czyli edycję Prestige nadchodzącego Call of Duty: Modern Warfare 2.

Zawartość? Dla paranoików, którzy blokują YouTube:

  • gra (no shit!)
  • kupon na download remake pierwszego Call of Duty
  • metalowe pudełko
  • książeczka z artworkami
  • plastikowa głowa Soapa McTavisha
  • prawdziwy noktowizor (whoa!)

Zestaw raczej niesłaby, niesłaba niestety prawdopodobnie będzie również i cena. No i powstaje pytanie, czy taka limitowana wersja będzie również dostępna dla graczy PC. W każdym razie razem z Juniorem starszym czekamy do listopada na informacje co stało się z kpt. Price ciężko rannym w ostatnim epizodzie Modern Warfare - jeśli nie tego nie wyjaśnią...

Kilka wrażen po dłuższym byciu undercover

Trochę już pograłem, w miarę się oswoiłem więc warto napisać parę zdań na temat Need For Speed: Undercover i ogólnego komfortu rozrywki dostarczanej przez Sony PSP.

Jakoś szybko odechciało mi się kierować samochodem za pomocą analoga, jako stary hardkor wolę standardowego krzyżaka - z analoga (bardzo wygodnego, żeby nie było) chyba skorzystam dopiero w innej grze (FIFA 09 leży w pudełku i czeka aż skończę ścigać przestępców i demolować miasto). Przyciskom służącym do zmiany głośności i natężenia jasności ekranu przydałoby się delikatne podświetlenie albowiem podczas grania zupełnie ich nie widać, a czasem trzeba ich użyć - np. kiedy żona zgłasza pretensje, że nie da się oglądać telewizji, względnie kiedy budzimy dzieci za pomocą ścieżki dźwiękowej.

Co do samej gry to niestety kilka rzeczy bije w czaszkę. Bardzo. Po pierwsze to zbytnia "arcadowość" - wiadomo, nikt nie wymaga realizmu na poziomie Richard Burns Rally czy nawet ostatnich wydać gier sygnowanych nazwiskiem Colina McRae, ale do diabła dlaczego czołowy dzwon z dowolnym samochodem (nieważne czy to wielka ciężarówka czy mały miejski wózeczek) powoduje tylko NIEZNACZNY spadek prędkości? Ot tak z 230 km/h do 140. I nic, jedziemy dalej pchając dwa razy większego od nas trucka z prędkością ponad stóweczkę na budziku.

Need for Speed: Undercover

Druga sprawa to zdarzają się idiotyczne questy typu: "wyrządź jak największe szkody" - polega na spowodowaniu setek czołówek z nadjeżdżającymi samochodami, taranowaniu wszystkiego co się pojawi na drodze tudzież koszeniu parkometrów i znaków. Wszystko na czas i podliczane w dolarach USA - dramat. Możemy również natknąć się na zadania polegające na zniszczeniu za pomocą własnego samochodu kilku radiowozów dzielnej policji amerykańskiej. Ponownie - taranujemy i spychamy na szczelnie okalające drogi bandy. Brrr.

Grę zdecydowanie wznosi na wyżyny świetny soundtrack, do którego - szczerze mówiąc - gra mogłaby być dodatkiem oraz bardzo klimatyczne cut-scenki budujące historię. Wbudowano nawet autorski mediaplayer, za pomocą którego można sobie posłuchać utworów przygrywających podczas gry oraz buszowania po menu. Reszta, niestety taka sobie - co prawda obecny postęp w grze to dopiero 17%, ale chyba już nic mnie nie zaskoczy.

Ale tu się zakurzyło

Straszliwie... No ale życie kręci się tak szybko, że nie ma nawet kropli wolnego czasu aby coś sensownego napisać.

Junior Jr w tym czasie zdążył dwa razy odwiedzić (po tygodniu) szpital - raz z powodu wysokiej gorączki i drgawek (jednorazowy wybryk, od razu po przyjeździe do szpitala zrobiło mu się lepiej), a drugi z powodu jakiejś paskudnej infekcji wirusowej, po której dostał kaszlu i "ciężkiego oddechu". Ale czego się spodziewać po rodzicach astmatykach?

Poza tym w domu po staremu - dzieci pochłaniają czas tak, że nie ma na nic specjalnie czasu. W szczególności na granie. Ostatnia gra, którą kupiłem - Call od Duty: World At War leży w pudełku i czeka na lepsze czasy, kilka etapów już za mną, ale żeby przysiąść i dokończyć jakoś czasu nie ma albowiem lubię relaks taki, polegający na całkowitym wyciszeniu się, a nie nasłuchując czy przypadkiem Młody nie może spać i kwęka coś tam po swojemu, że mu się nie podoba kołderka.

Gdzieś w przestrzeni

No tak, przez całe wakacje ani słowa. A bo czasu nie było :)

W tym międzyczasie Junior Jr zdążył odbyć własne chrzciny, zdążyły mu wyrosnąć dwa pierwsze (ostre) zęby (trzeci w drodze), zdążył nauczyć się biegać (hm, rzekłbym nawet, że zapieprzać) "na czterech" oraz stawać samemu w łóżeczku.

Junior starszy dla odmiany dwa zęby stracił w wyniku nieuchronnej akcji wypadania mleczaków i udaje się "już za chwilę" do prawdziwej szkoły - do klasy 0. Zawsze jakiś początek - ja bardzo mile wspominam zerówkę.

A u mnie? Po staremu, z okazji takiej, że iż ponieważ Junior Jr daje coraz to więcej czasu udało mi się "prawie" ukończyć Gears of War, w którego to posiadanie wszedłem drogą kupna, korzystając z szalonej obniżki w MM.

Aha i najgorsza wiadomość - jutro wracam po urlopie do pracy. Dramat.

Skończyłem drania!

Korzystając z tego, że Junior Sr raczył wyjechać do dziadków do Piastowa na przedletnie wakacje udało mi się WRESZCIE ukończyć Ubersoldiera 2. No i może od razu krótkie podsumowanie.

Gra jest długa, co zupełnie nie pasuje do jej niskiej ceny i reklamowanej "budżetowości", rzekłbym nawet, że za długa. Widać nawet, że w pewnym momencie projektanci chyba na siłę rozbudowywali niektóre wątki, przez co zwiedzimy niemal cały świat. Ale nie ma tego złego, co na by na dobre nie wyszło, Europa, Afryka, Azja - jest co pooglądać, naprawdę.

Co się podobało? Klimat - zwolennicy alternatywnej wizji Drugiej Wojny Światowej będą w raju, fanatycy sekretnych broni III Rzeszy również. Ja zwróciłem uwagę na świetne rysunki, które zastąpiły, kiepskie (moim zdaniem) cut-scenki z części pierwszej. Miłośnicy kreski rodem z Kapitana Żbika czy też Podziemnego Frontu będą z pewnością usatysfakcjonowani.

Ubersoldier - Spotkanie z Tygrysem

Co było "na minus"? Ano chyba dłużyzna, można było spokojnie pominąć kilka etapów i sądzę, że nic by się nie stało. Poza tym zakończenie - nie wiem czy powinienem to pisać, ale zakończenie jest kiepskie. Bardzo. Po eksterminacji hord wrażych wojsk, przebyciu połowy świata gracz oczekuje czegoś więcej niż... No, skończycie to zobaczycie.

Czy polecam? Tak, polecam. Tania, jak barszcz, a potrafi zabawić!

To i owo

Dziś miałem trochę więcej czasu wolnego i postanowiłem postawić kropkę nad i - czyli zacząć proces dokańczania Ubersoldiera 2. Od razu rzucił mi się w oczy kilkunastosekundowy proces sprawdzania płyty - czy aby nie jestem podłym złodziejem, który właśnie ukradł grę, szczególnie taką, która kosztuje kilkanaście złotych... Tak, to mnie zawsze denerwowało.

Oj, a potem... Okazało się, że zakończyłem ostatnio na niełatwym etapie, tak więc pierwsze pół godziny to niemalże ciągłe quickload - brak wprawy dał znać o sobie. I to bardzo. Ubersoldier 2 nie jest grą łatwą, mogę to powiedzieć z całą odpowiedzialnością. Jeśli na początku bossem jest, powiedzmy, ponad dwumetrowy "nadżołnierz" z wielką maszynową giwerą (dodatkowo wypluwającą całkiem często rakiety) oraz superpancerzem to możesz być pewien, że już za kilka poziomów zetrzesz się z kilkoma takimi delikwentami. Co za tym idzie włączenie tej gry po dosyć długiej przerwie może się okazać bolesne...

No dobra, to sobie pograłem, a tu jeszcze jedna sprawa. Otóż dziwią mnie te ataki na Howarda Webba, taki dziwny patriotyzm się odezwał w Internetach. Co prawda, 999 sędziów na 1000 nie zagwizdałoby takiego karnego, ale Webb podjął taką decyzję. I nie była ona niezgodna z przepisami - nasz zawodnik przytrzymywał Austriaka i to kwalifikowało się na faul, a że faul w polu karnym skutkuje rzutem karnym. No cóż.

Nikt, naprawdę nikt (a w każdym razie ja nie widziałem takiego przypadku) nie zdobył się na stwierdzenie, że gdyby nasza sborna strzeliła jedną, a najlepiej ze trzy, bramkę więcej to kontrowersyjny karny w ostatniej minucie doliczonego czasu nie zmieniłby wyniku. Ani nie obniżył naszych szans na wyjście z grupy do czysto matematycznych. Gra w piłkę od zawsze (chyba) polegała na tym, żeby strzelać bramki, a nie liczyć na to, że sędzia będzie pobłażliwy oraz, że nie popełni błędu. Koniec, kropka.

W cieniu Euro

Żyję, żyję. Tylko czasu jak zwykle brakuje. Co prawda Junior Jr drze się już coraz mniej, ale do stanu normalności jeszcze troszeczkę brakuje. Oczywiście na granie czasu nie ma, tak jak to bywało ostatnio - więc Ubersoldier 2 leży od kilku miesięcy nieskończony. Trzeba się jednak będzie za niego zabrać, bo od czasu, kiedy na granie nie mam nawet pół godziny zdążyło się pojawić na półkach w sklepie kilka gier, które chciałbym obmacać - a i jakoś mi przyszła chęć na powtórzenie sobie całej serii Call of Duty. No i trzeba pamiętać o październiku, kiedy to ma się ukazać RA3, o którym pisałem poprzednio.

Skąd brać czas?

Conquer the World!

Wreszcie jest - na Gametrailers pojawił się pierwszy, piękny, cudowny, zrywający kask trailer przedstawiający rozgrywkę w nadchodzącym Red Alert 3. Co tu wiele gadać - jest genialnie, woda wygląda bosko, teren wygląda bosko, jednostki wyglądają bosko, już sobie ostrze pozostałe mi jeszcze zęby na wielkie bitwy morskie :)

Po ochłonięciu (koniecznie oglądać trailer w HD) można zauważyć następujące rzeczy:

  • są Kirovy (hoooray!),
  • Tesla Troopers rządzą,
  • Rosjanie dostali nowy, skaczący pojazd z działkiem,
  • jest nowa superbroń dla sowietów wciągająca wrogie jednostki do czegoś w rodzaju wiru

Na końcu trailera jest informacja o terminie wydania - szykować kasę na październik, czerwony październik towarzysze!

Jurassic Pałk

W weekend zrobiliśmy sobie z całą rodzinką, na polecenie Juniora Sr, wycieczkę do Bałtowskiego Parku Jurajskiego. W sumie niedaleko, raptem 60 kilometrów - aż dziw, że wcześniej się nie zdecydowaliśmy bo, mimo wszystko, warto.

Dojechać tam nie jest łatwo, drogowskazy do Parku ustawione są przed samym parkiem, a trasa z Radomia jest nieco zawiła - aż dziw, że nie zadbano o to, całe szczęście, że jechaliśmy wyposażeni w GPS. W każdym razie i tak ci, którzy chcą to dojadą albowiem tłumy w środku są nieprzebrane.

Po uiszczeniu opłaty można się wreszcie wybrać w szlak ubarwiony "prawdziwymi" dinozaurami, uwaga, w skali 1:1! Co prawda, kiedy człowiek się dobrze przyjrzy to dinusie nieco rażą plastikiem i gumą, ale na maluchach wrażenie wywierają niesamowite. Dokładając kilka placów zabaw wyposażonych w szereg atrakcji, jakie tylko maluch może sobie wyobrazić i mamy idealne miejsce - raj :) Dodatkowo można sobie pojeździć na koniach za jedyne 3 zeta od rundki. Galeryjka z naszej wizyty jest pod tym linkiem.

Żeby nie było, że wpis jest sponsorowany to teraz będzie parę moich uwag. Obsługa placu zabaw jest do bani - nikt nie pilnuje żeby młodsze dzieci nie wchodziły na zabawki wybitnie dla nich nie przeznaczone, tylko wpuszcza jak leci, sam byłem świadkiem jak kilka dziewczynek nie dawało sobie rady z wlezieniem na wielką zjeżdżalnię i potem marudziły z łzami w oczach - a jakie było podejście można było zauważyć dopiero po wejściu do środka. Po drugie opisy przy dinozaurach są lakoniczne i zajmują po 2 linijki na tabliczce. Pfff!!! Dla tego, kto przyjeżdża taki kawał i chciałby się dowiedzieć czegoś więcej to spory minus! A na koniec rzecz (w mojej prywatnej skali) najbardziej dyskwalifikująca - na jednym z placów zabaw było zadaszone pomieszczenie z coin-opami, był After Burner, Rave Racer i inne hiciory od Segi i Namco - co z tego, kiedy wszystkie były zaopatrzone w kartkę AUTOMAT NIECZYNNY.

Więcej tam nie pojadę ;)

Roooar

Młody-najmłodszy drze się ciągle i niemiłosiernie, czym domaga się zainteresowania. Nie można go zostawić na więcej niż kilka minut ponieważ zaraz rozpoczyna koncert, takie to nam się urodziło towarzyskie dziecko.

Co ciekawe, kiedy jesteśmy "w gościach" lub goście przychodzą do nas to Aleksander jest dzieckiem "do rany przyłóż" - leży sobie grzecznie, rozgląda się dookoła, czasem nawet coś opowie w narzeczu noworodkowo-bobasowskim i wszyscy się dziwią co my od niego chcemy - taki milusi Duduś. Mówią tak, bo Go nie znają, a On sprawia znakomite wrażenie w towarzystwie.

W temacie grania to ze Starszym Młodym gramy ostatnio tylko na Atari i to w wersji najbardziej hardkorowej - w gry wgrywane wyłącznie z magnetofonu - i to w normalu, kto miał Atari wie czym to pachnie. Kilkanaście minut brrrrr, brrrr, brrrrrrrrrrrr. Na szczęście magnetofon (w liczbie kilku sztuk) mamy w dobrym stanie i wgrywanie jest pewne i skuteczne. Kilka dni temu uzupełniliśmy kolekcję kaset o nowe egzemplarze więc grać jest w co.

Juniorowi Seniorowi najbardziej przypadło do gustu Polskie LOGO i niemalże każdy dzień rozpoczyna od "źółwika" przez co coraz lepiej idzie mu czytanie i literowanie - a mówią, że komputery niczego nie uczą (oprócz mordowania hord kosmitów)... Pewnie zostanie lepszym koderem niż tatuś (dużo nie trzeba...).

Still alive

Nie piszę, bo nie mam kiedy. Nie mam kiedy bo wszelkie wolne chwilę poświęcam na wypoczynek z powodu wiadomego - Junior Jr jest wyjątkowo "naręcznym" dzieckiem i z wyjątkiem snu, jedzenia oraz przerw na "rozmowy" drze się niemiłosiernie :)

W porównaniu z Juniorem Sr da się zauważyć kilka różnic: po pierwsze Bartek jadł regularnie, spał regularnie i ogólnie był regularnym dzieckiem. Za to Aleksander je i śpi bardzo nieregularnie, za to jest bardziej "zbity" w budowie i więcej gada w swoim osobistym narzeczu. Bartosz nie mówił prawie wcale, za to jak rozpoczął w pewnym momencie to do tej pory nie przestał - prawdopodobnie z Aleksandrem będzie odwrotnie. Zobaczymy.

Najsmutniejsze jest to, że granie leży u mnie na całej linii :) Jeśli już to występują jakieś krótkie partyjki w Gunsmoke lub Bosconiana - tak żeby się odstresować, na nic poważniejszego nie ma ani chęci, ani specjalnie czasu, chociaż powoli sytuacja się poprawia, z uwagi na to, że Junior Jr jakby się z dnia na dzień uspokajał. Oby to nie była cisza przed burzą.

Woohoo!

Junior młodszy ma już prawie miesiąc - stary chłop z niego, wcina aż się butelka trzęsie. Tylko patrzeć jak zacznie siadać - na razie coraz częściej zaczyna się rozglądać dookoła po świecie swoimi nieprzeciętnie wielkimi ślepiami.

Natomiast Junior starszy miał (nie)przyjemność wystąpić wczoraj (02.02) w polsatowskim Hugo (dla niewiedzących to taka telewizyjna gra, gdzie się dzwoni i gra na "telizorze"). Z tym całym występem od początku było coś nie tak, otóż nie można sobie ot tak zadzwonić i zagrać, trzeba najpierw napisać list "do Hugo", a potem cierpliwie czekać aż nas wybiorą. No i jakieś dwa tygodnie temu zadzwoniła filuterna Pani Z Telewizji, aby poinformować, że Bartek został zakwalifikowany, jako czwarta osoba do zeszłotygodniowej audycji. Oczywiście wcale czwarty nie był, w zeszłą sobotę również nie - i wytłumaczcie teraz pięciolatkowi, że w TV pracują średnio odpowiedzialne osoby, ja osobiście byłem za podaniem Polsatu do sądu za wyrządzone straty moralne dziecku. No ale wczoraj z samego rana zadzwonili wreszcie i kazali czekać bo zaraz będzie gra...

Junior wykazał się nieprzeciętnymi zdolnościami krasomówczymi (to po mamie) i raczył na luzaku przegadać Hugo i prowadzącego. Niestety z grą nie poszło już tak łatwo - otóż lag między klawiszami telefonu i reakcją postaci na ekranie jest ogromny, ponadkilkusekundowy! Okazuje się, że Junior miał pecha ponieważ osoba grająca przed nim miała łatwiejszą grę - niewrażliwą na lagi grę decyzyjną, a Bartek grał w zręcznościówkę, co zaowocowało zdobyciem oszałamiającej liczby punktów: 0 (zero). Poniżej zapis audycji (chyba mnie nie powiesi Polsat?).

Dramat prawda? Uważni mogą usłyszeć kiedy był naciskany klawisz i po jakim czasie postać na ekranie raczyła zareagować - grac się niestety nie dało, na szczęście Bartek specjalnie się nie przejął, o co się z żoną strasznie martwiliśmy, że złapie doła i jakoś przeszło. W każdym razie nie polecam Hugo, jako rozrywki dla dzieci, no chyba, że traficie na logiczną gierkę ;)

Dajemy radę

Wpisów mało, bo nie ma kiedy. Ja osobiście chodzę jak zombie - nie śpię w nocy, odsypiam do ok. 12:00, a już pojutrze trzeba będzie wracać do pracy.

Junior jr, zwany również Xanderem (przez Juniora sr) względnie Super Mario Bros (przeze mnie, bo cieszy się jak go "podskakuję") czuje się znakomicie, wcina jak opętany i coraz częściej łypie oczkami na otaczający świat, kto tęskni za zdjęciami może się zapisać na RSS w mojej Picasie.

Oczywiście na żadne poważne granie nie mam co liczyć - wolne chwile poświęcam jedynie na chwilowe pogrywanie w Gun Smoke (gra na PC zdecydowanie nabiera rumieńców podczas grania kilkuprzyciskowym padem) oraz przeglądanie newsów. More oczywiście to come :)

Śnieg!

Co prawda nie jest go po kostki, ale coś tam się zabieliło za oknem - jestem w stanie uwierzyć, że w tym roku białego szaleństwa nie będzie. Mi to zasadniczo rybka, ale Junior chętnie by pewnie jakąś wojnę śnieżną zmontował.

Okazuje się, że najpopularniejszym wpisem na moim blogasie jest przepis, jak uruchomić prawą gałę w padach podczas grania w FIFA08 - niemal codziennie ktoś się do mnie odzywa na GG / Jabberze z prośbą o pomoc, niestety gro z tych delikwentów oczekuje, że zamiast poświęcać czas na własne przyjemności będę siedzieć dniami i nocami i badał ich pady, próbował dopasować pliki systemowe - czyli zrobić wszystko za nich. Otóż nie! Siedźcie sobie ludziki i sami kombinujcie - czy dzisiejsze pokolenie nie ma ambicji żeby coś samemu pokombinować? Tylko na gotowe względnie żeby ktoś za nich siedział i robił? Smutne trochę.

Ubersoldier II jest już na wykończeniu, gra jest długa, a poziom trudności rośnie wraz z kolejnymi etapami - przedwczoraj na jeden dzień się poddałem, jeden z bossów tak mi zalazł za skórę, że chwilowo odechciało mi się strzelania. Dzień odpoczynku pomógł - jestem już (chyba) bliżej niż dalej, a fabuła dalej się rozkręca. Jest fajnie i naprawdę nie mogę żałować wydanych 20 złotych, powiem więcej - jeśli powstanie trzecia częśc to też się skuszę.

I po świętach

Święta tradycyjnie przeszły, bo nie miały innego wyjścia - prezenty też niestety tradycyjne: skarpetki, dezodoranty itp - czyli nic nowego i odkrywczego. Obżarstwa też się nie udało uniknąć, jak to mówią nasi bracia zza oceanu SDSS.

Z porodem żony też na razie sprawa nie rozwiązana w dosłownym tego słowa znaczeniu, czekamy i czekamy na sygnał, kiedy to udamy się na porodówkę, a potem wiadomo - świętowanie :)

W celu nieco przyjemniejszego oczekiwania nabyłem sobie wspominaną w poprzednich wpisach drugą cześć Ubersoldiera za oszałamiającą kwotę 19,99 polskich nowych złotych. I jak? Ano całkiem podobnie, jak w poprzedniej części. Wizualnie specjalnie druga odsłona przygód Karla Stoltza (co za głupie nazwisko, wiadomo z czym się kojarzy) nie różni się od tego, co mieliśmy przyjemność oglądać kilka lat temu. No może dołożono trochę lepszych tekstur, a i obiekty nieco przyjemniejsze. Dalej mamy możliwość włączania personalnego shielda, który zatrzymuje i odbija pociski wrogów, IIWW też jakby taka sama.

Z nowości zaobserwujemy inne podejście do cutscenek - tym razem są niejako ożywione, bardzo fajnie narysowane komiksy, niestety z fatalnym dubbingiem. Aktorami, którzy podkładali głosy zostali chyba sami twórcy gry, oj nie wyszło to na dobre - zmarnowano kolejny fajny pomysł, bo kreska w tych komiksach jest całkiem w porządku. Kolejna sprawa to punkty doświadczenia, które można rozdysponować po zakończeniu etapu. Działa to w ten sposób, że kiedy ustrzelimy 3 headshoty lub pokonamy 3 wrogów za pomocą sztyletu w określonym czasie zdobywamy PD. Po udanej misji możemy włożyć te punkty w dłuższy czas działania tarczy, zwiększenie celności, dłuższy pasek ze zdrowiem czy też wydłużony czas SuperZdolności. SuperZdolnośc to też novum - po trzech headshotach mamy kilkanaście sekund na kolejny strzał w głowę - uaktywnia się wtedy tryb Ubersnajper, gdzie czas płynie nieco wolniej i zdecydowanie łatwiej trafic wroga, a każde trafienie podnosi poziom energii, podobnie dzieje się kiedy zabijemy trzech nazistów za pomocą noża - włącza się tryb Berserk, gdzie niemal bezkarnie możemy biegac z kosą i szlachtować wrednych Niemców. Ot takie urozmaicenia.

Ogólnie gra się całkiem przyjemnie, wybór broni jest niemal identyczny co w "jedynce", scenariusz też podobny - naszym celem jest poznanie dlaczego mimo zniszczenia fabryki "Uberżołnierzy" naziści wciąż produkują specyfik służący do "ulepszania" armii. W międzyczasie intryga się komplikuje jeszcze bardziej, napotykamy po drodze zastępy Ubermachtu (zmodyfikowany genetycznie Wehrmacht), a ruch oporu zostaje zdekonspirowany przez... Spoilerów nie będzie - można iść do sklepu i spokojnie wydać te dwie dyszki, miłośnicy alternatywnej wersji IIWW i FPP będą raczej zadowoleni. Szczerze mówiąc to i ja czekam jak się rozwinie dalej historia.

Time to rest

No właśnie, przyszedł czas na odpoczynek - po cały roku zasuwania na wszelkich frontach czas na lekki relaksik :) Co prawda jeszcze tylko w wigilię do pracy, a potem już caaały tydzień wolnego, no i kilka godzin niepewności, co tym razem znajdę pod choinką (czyt.: jaki kolor skarpetek oraz w jakie będą wzorki).

W sklepach, co raczej nie powinno dziwic, kolejki zaczynają się pod przeciwną do kas ścianą - okres oczekiwania na obsłużenie niebezpiecznie zbliża się do godziny - mogliby chociaż ostawić w okolicach kas jakieś stojaki z prasą. Człowiek by się tak nie nudził. Poza tym akurat, kiedy ja robiłem zakupy z rodziną z głośników płynął radosny głos spikerki informującej, że karty płatnicze w związku z awarią systemu nie będą honorowane, co wzbudziło zrozumiałą wesołość na markecie.

Natomiast w MM podejrzane pustki - czyżby już wszystkie telewizory się wyprzedały? Ja za to upatrzyłem drugą częśc mojej ulubionej gierki, której prolog ostatnio sobie odświeżyłem czyli Ubersoldiera. Zaraz pobierzemy demo i sprawdzimy czy są jakieś konkretniejsze zmiany - jedno wiemy napewno: cena nadal atrakcyjna.

Skoro już jestem przy grach to warto wspomniec o nowym filmiku z Achmedem, Martwym Terrorystą, który żartuje sobie z Guitar Hero (a potem Halo na X360) w kontekście świątecznej piosenki "Jingle Bombs" - gracz zawsze wyłapie takie wtrącenia ;)

Zarobiony po uszy

No i sprawa rozwiązana. Stara karta idzie do serwisu (jeszcze tylko dla pewności oddam ją znajomemu żeby potwierdził na swoim setupie czy artefaktuje), a w moim pudle siedzi już Radeon 3850. Od razu go spociłem Call of Duty 4 z wszystkimi suwakami do końca skali oraz świeżo ściągniętym demkiem Lost Planet - specjalnego wrażenia na nim to nie zrobiło. Tak też miało być.

Szkoda tylko wielka, że specjalnie czasu na pocenie karty nie uświadczam. W pracy praca, w domu praca, a funduszy ciągle brakuje - co tu robic? Chyba trzeba się do tego powoli zacząć przyzwyczajać.

Natomiast z powiększenia się rodziny w tym tygodniu nici - położna wybiła nam to z głowy ponieważ - uwaga - w tym tygodniu wymieniane są okna w szpitalu i rodzenie jest zabronione :) Trudno, darmo - trzeba wytrzymać do następnego tygodnia, czyli prawie do świąt. Dobrze, że to nie ja rodzę, bo gdybym chodził z takim wielkim obciążeniem to chyba wolałbym rodzic w szpitalu bez okien niż tachać codziennie taki ładunek.

W pracy z kolei do końca roku mnie za dużo nie zobaczą - od początku tego tygodnia jestem na trzydniowym kursie ASP.NET (tym razem prowadzący nie mówią "sikuel serwer"), a potem to trzeba wykorzystać urlop - nieładnie bowiem przechodzić z urlopem na następny rok - poza tym został mi jeszcze jeden dzień "opieki nad dzieckiem", który to nie przechodzi, więc nie można pozwolić aby się zmarnował.

Miła niedziela

Co za tydzień, dawno już nie było tak zarobionych siedmiu dni. Ciekawy jestem czy, kiedy przyszłoby mi tak zasuwać przez dłuższy czas, to bym się przyzwyczaił? :) Ale pojawia się już światełko w tunelu - święta, jak również to, że zostało mi jeszcze 6 dni wolnego do wykorzystania. Przy korzystnym ułożeniu świąt i weekendów wychodzi na to, że 20 grudnia już będę miał urlop - do końca roku! Jupi :)

Wczoraj pocztą przyszła całkiem fajna przesyłka reklamowa (chyba pierwszy "spam", który mi się podoba) od Cenega Poland - magazyn reklamowy Kompania Graczy, wraz z DVD! Sam magazyn jest fajny, kolorowy, ma 32 strony i naprawdę jest ciekawy. W środku recenzje gier dla każdego: od dzieci ledwo odróżniających myszkę od gryzaka (Kangurek Kao, Wildlife Park) aż do urodzonych morderców (Hitman). Dodatkowo DVD z trailerami i demami gier - takie mini CD-Action ;) Brawo Cenega, chętnie znowu coś od Was kupię.

Drugą przyjemnością wczoraj był kumpel, który przyniósł mi obiecane wcześniej gry dla Lynxa - kolekcja się powiększa. Gierki to Tournament Cyberball oraz Hard Drivin'.

Tournament Cyberball to futurystyczna wersja futbolu amerykańskiego z wszystkimi jego strategiami, rzucaniem czymś co pewnie jest piłką oraz przepychaniem się na boisku.

Hard Drivin' tru-graczom przedstawiać nie trzeba, a dla tych, którzy nie wiedzą (są tacy?) dodam, że to jedne z najbardziej kultowych wyścigów, które ukazały się na niemal wszystkie platformy od ZX Spectrum i Commodore 64 poprzez Amstrada CPC, Atari ST, starsze konsole pokroju Sega Mega Drive oraz te nowsze: GameCube, Playstation 2, Xbox.

Niedziela zapowiada się w miarę spokojnie więc jest z czym miło spędzić weekend, takie niedziele bardzo lubię i popieram :)

Kontakt

Jeśli koniecznie chcesz się ze mną skontaktować...

  • Jabber: delyra@jabber.wp.pl
  • GG: 765628
  • e-mail: daniel.kozminski@gmail.com
  • tel: +48605650809