Pata Pata.
Wreszcie skończyłem dziada, znaczy dziadów, takich małych - rozumiecie. Oczywiście chodzi o Patapon na PSP. Gra jest niewąska, momentami doprowadzała mnie do rozpaczy, kiedy męczyłem się z którymś z kolei bossem, z drugiej strony zachwycała, gdy słuchałem ścieżki dźwiękowej. O nie! To nie jest kolejna zręcznościówka, ani strategia, jak niektórzy raczą twierdzić. To zdecydowanie gra, przy której należy się porządnie skupić i wyciszyć ponieważ jedno naciśnięcie nie tego klawisza co trzeba, lub spóźnienie się z rytmem naciskania tychże może pogrzebać kilka minut wcześniejszej gry!
Patapon dopracowany jest niemal perfekcyjnie, grafika - mimo zastosowanego minimalizmu, a w szczególności dźwięk to majstersztyk wśród gier. Oczy są pieszczone na początek niewidocznymi szczególikami, które po dokładnemu przypatrzeniu się cieszą, powodując pojawianie się błogiego banana na twarzy. Mi szczególnie przypadło do gustu kopanie dołeczków i przyklepywanie łopatką przy drzewie wskrzeszającym naszych bohaterskich żołnierzy. Mimo tego gra wśród moich znajomych budzi zdecydowanie skrajne opinie - ci, którym się spodobała wykrzykują peany na jej cześć, natomiast pozostali do końca życia będą twierdzić, że to crap jakich mało. Nie pomylę się jedna zbytnio, kiedy powiem, że to gra którą każdy posiadać PSP powinien mieć. I koniec.

Licznik wbudowany w grę pokazał 33 godziny spędzone na przygodach "oczek z bronią", a sam nie wiem kiedy to zeszło. Zakończenie? Nie będę spoilerował - napiszę tylko, że "OSZUKALI NAS!".



