Kolejny weekend poza domem

Skończyła się laba Juniorowi i postanowiliśmy po Niego pojechać w piątek od razu po pracy. Po drodze jeszcze szybka wizyta u lekarza, czy z żoną wszystko w porządku i w drogę. Szczerze mówiąc, to jazda po rozkopanej na całej długości "siódemce" i to w dodatku po ciemku do najprzyjemniejszych nie należy. TODO: unikać zawsze i wszędzie.

W drodze powrotnej drugiego dnia równie szybka wizyta u znajomych w Grodzisku Mazowieckim i jesteśmy w drodze. Junior rozpakował dodatkowe prezenty z okazji piątych urodzin i oniemiał. Okazało się, że dostał super-hiper-wielkiego robota, który się go słucha! Robot faktycznie jest super-hiper i sterowany jest pilotem. Potrafi chodzić, jeździć, mówić, tańczyć i strzelać wielką giwerą oraz razić teren dookoła wykonanymi z pianki kółkami.

Dodatkowo na brzuchu (czy roboty mają brzuchy?) ma mały panel, na którym można mu zaprogramować makro, które później ochoczo wykona - np. 10 kroków do przodu, strzał z pistoletu, obrót w tył i odjazd. Zabawka wypasiona i sam się nią bawię :) Jakby ktoś chciał kupić dziecku takiego samego to mogę nakręcić jakieś wideo demo i zapuścić na YT.

Dodatkowo Juniorowi bardzo się spodobało Apple IIGS i edukacyjna gra Kids Playgrooom - a w szczególności liczenie kaczuszek i planszowe wyścigi ludzików, stwierdził, że gra jest rulez i musimy iść do sklepu żeby kupić myszkę. Jakoś udało mi się mu wytłumaczyć, że jakieś z 10 lat temu to może jeszcze w sklepie takie myszki by były ;) Może na Allegro - zobaczymy.

Impreza i takie tam

Jutro w domu wielka impreza - uroczyste piąte urodziny Juniora, zjeżdża się cała familia i będą wręczać prezenty. Cała chata pachnie domowymi wyrobami, które jutro zostaną rozłożone na stole i ze smakiem skonsumowane. Podczas gdy żona piecze i gotuje, ja pomagam w cięższych sprawach typu kręcenie i szatkowanie pieczarek, główny zainteresowany leży na wznak na dywanie i ogląda z pasją Cartoon Network - takiemu dobrze.

Okazało się, że problem ze zwisaniem FIFY podczas zapisywania 10-sekundowych powtórek jest, jak to nazywamy, worldwide - po kolejnym crashu podniosło mi się solidnie ciśnienie i przekopałem wyniki Google - problem jest znany wszystkim, a EA nic sobie z tego nie robi i patcha nie widać. Ogólnie sprawa jest poważna, wydaje człowiek kupę kasy na bubel i może tylko czekać. Niezależnie od tego udało mi się sklecić kolejny filmik z moich wyczynów.

Jeśli już jesteśmy przy piłeczce to dodam, że czasami mnie denerwuje fakt, że nie wiedzieć czemu będąc przy piłce i prąc w kierunku bramki część zawodników naszej drużyny nic sobie nie robi z kontrataku i nie pomaga wychodząc na pozycje. Po prostu truchtają sobie za akcją i nie robią nic, żeby nam pomóc - nie jest to nagminne, ale ostro wkurzające. Dodatkowo komputer sterując swoją drużyną natychmiast po stracie piłki cofa wszystkich zawodników (oprócz napastnika, czasem dwóch) na własne pole karne i pieczołowicie muruje bramkę. Przy obecnym w FIFA 08 wyszkoleniu bramkarzy nie muszę chyba pisać, jak ciężko jest coś strzelić? Nawet jeśli piłka przedrze się przez gąszcz nóg to bramkarz niczym jasnowidz będzie stał tam, gdzie sobie wycelowaliśmy. Dramat.

W paru punktach

Będzie krótko, bo już późno:

  • FIFA już po raz drugi zrobiła mi psikusa wykonując "nieprawidłową operację" podczas zapisywania powtórki - a takie ładne bramki strzeliłem. Widać coś zabugowana jest ta opcja. Oczywiście kariera nie była zapisana. Trzy mecze w plecy.
  • Czuje się już nieco lepiej - przespałem noc bez budzenia się przez kaszel. Ale apteka na mnie zarobiła.
  • Dostałem dwa razy z rzędu od Juniora w Kasumi Ninja - to wina pada, dostałem tego gorszego ;) Znacznie lepiej gra się jednak co-opa w Tempest 2000.
  • Ekipa rządzi i przoduje. Oprócz świetnego serialu dostajemy pięknie wydane DVD, a kilka tygodni temu nawet dali fajną obwolutę w opcji "zrób to sam" (jak ktoś chce to wrzucę foty).
  • Przyszło dziś nowe Ubuntu z ShipIt. Bue, myślałem, że jakieś uaktualnione naklejki będą.

Spaaaać! Jedno z lekarstw, które biorę powoduje masywny atak senności - jeśli dodać do tego fakt, że mi i bez leków chce się spać niemalże cały czas to macie mniej więcej obraz sytuacji

Jestem sponsorem aptek

No tak, co prawda z mojego sponsoringu raczej nie wyżyją, ale warto o tym wspomnieć. Dziś udałem się do przychodni z powodu już kilkutygodniowego kaszlu, a na dodatek przez ostatnie kilka dni poważnie mnie dusiło w nocy - taki płytki oddech. Spać się nie da, przez cały dzień człowiek kaszle, że aż łeb pęka - ogólnie dramat, a tu jeszcze trzeba się skupiać. Powiedziałem wczoraj koniec i zapisałem się na wizytę, która przebiegła lekko, łatwo i przyjemnie, a zakończyła się receptą na antybiotyk i rozkazem siedzenia w domu do końca tygodnia uwiarygodnionym zielonym druczkiem, popularnie zwanym L4.

Dziś, o 9:30, Junior skończył 5 lat - wyobraża sobie ktoś, że ten brzdąc jest już z nami PIĘĆ LAT? Wydaje się, że poród był niemalże przed chwilą. W nagrodę za 5 przeżytych z nami lat Bartek dostał OGROMNIASTY karabin (spust zdążył się już zepsuć), obiad z resorakiem Hot Wheels w McDonalds - a reszta prezentów od pozostałej części rodziny na uroczystej imprezie w sobotę. Chyba będzie trzeba zrobić miejsce na nowe zabawki, bo powoli zaczyna się kończyć miejsce.

A ja mam dylemat - Wiedźmina chyba nie chcę, sporo się już naczytałem o różnych rzeczach, które nie przybliżyły mnie do zakupu best-selling-polish-game, Call od Duty 4 podobno zapewni raptem 5-8h gry w singlu, a Gears of War... dopiero za jakiś czas i prawdopodobnie będzie kosztować grubo ponad stówkę. Na szczęście jest FIFA, która zapewni mi jeszcze parę ładnych tygodni gry. Może ktoś chce zagrać w sieci?

I po weekendzie

Weekend minął tradycyjnie za szybko, a w dodatku od jakiegoś czasu męczy mnie przypadłość alergiczna, która objawia się nieco przyciężkim oddechem. Jako, że trwa to już gdzieś z tydzień postanowiłem się dziś wybrać do lekarza - wizyta jutro. Zobaczymy.

Na granie jakoś specjalnie nie mam ochoty, po pierwszym zakończonym sezonie w FIFA 08 postanowiłem odpocząć od polskiej skorumpowanej ligi i przenieść się na deszczowe wyspy brytyjskie. Oczywiście gramy Chelsea, przez cały weekend udało mi się rozegrać raptem cztery przedsezonowe mecze towarzyskie - nie muszę dodawać, że wszystkie wygrane ;) Warto dodać, że komputer bardzo dobrze steruje dośrodkowaniami i podaniami w uliczkę i na wolne pole więc, jak pisałem już wcześniej, nie ma specjalnie sensu aby zaprzątać sobie głowę wykonywaniem tego samemu. Doskonały przykład podania otwierającego świetną akcję można obejrzeć poniżej - to jedna z moich ulubionych kontr, którą nagrałem wczoraj.

Polecam szczególnie zwrócić uwagę na fizykę piłki - wg mnie dużo poprawionej w stosunku do poprzedniej wersji gry. Piłka odbija się od bramkarza, poprzeczki, a na koniec jeszcze od nóg bramkarza i wpada do siatki. Miód.

Niestety jakoś przez ostatnie dni cały czas wpada mi coś w ręce do roboty w domu i nie ma, no nie ma czasu żeby się porządnie skupić i zagrać kilka meczy pod rząd. Zdecydowanie lepiej w takich momentach urządzić sobie kilka szybkich partyjek w Typhoon 2001 odkręcając pokrętło od głośników trochę bardziej bardziej w prawo niż zwykle.

Pierwszy sezon - done

Można powiedzieć, że pierwsze koty za płoty - inauguracyjny sezon w FIFA 08 mam już za sobą. Na początku było ciężko z powodu nieco zmienionej klawiszologii i - co oczywiste - braku treningu. Druga połowa sezonu była już na szczęście lepsza, co obrazuje poniższa tabela przedstawiająca końcową klasyfikację. Puchar Polski też wygrałem, mimo porażki w pierwszym meczu finałowym 2:0 (z Wisłą Kraków), w rewanżu na Łazienkowskiej nie dałem szans "Białej Gwieździe" wygrywając 4:1.

Końcowa klasyfikacja Orange Ekstraklasy

Przydałoby się przy okazji napisać parę słów o FIFA 08... No cóż - wiele zmian w stosunku do poprzedniej edycji nie uświadczymy, tryb Be a Pro rozczarowuje, przynajmniej w singlu - pewnie grając ze znajomymi byłoby lepiej - a tak to mamy raczej rozrywkę na nudne dni. Można to było zrobić lepiej.

Początkującym radzę również wyłączyć tzw. "ręczne dośrodkowania" - dla hardkorowców, którzy siedzą 24/7 może ta opcja po dosyć długim treningu się przydać - ja rozegrałem prawie cały sezon z "ręcznymi dośrodkowaniami" i na 10 prób udało mi się celnie wrzucić może 2 razy - marnota panie.

Grafika również się nie zmieniła, może kosmetycznie, ale nie tego oczekiwali pecetowi gracze, a w szczególności Ci, którzy widzieli FIFA 08 na nextgenowych konsolach - tam jest kompletnie nowy silnik i gra wygląda zdecydowanie lepiej. A fe niedobrzy Kanadyjczycy z EA, nie lubię Was.

Bardzo fajną opcją jest możliwość eksportu do plików wideo powtórek z, naszym zdaniem, najlepszych akcji lub nawet całych meczy - można się pochwalić ciekawymi zagraniami - przykład zamieszczam poniżej (eksport + szybkie dodanie napisów i dźwięku w Windows Movie Maker).

Dodatkowo, tak na uboczu, napiszę, że uzbierałem już całkiem sporo punktów do wydawania w "sklepiku" i kupiłem sobie parę piłek Adidasa oraz Światową Jedenastkę i co tam widzimy? Ano z wyborem większości zawodników należy się zgodzić (polaków brak), ale Kahna w bramce to nie wybaczę - ten koleś dawno się już skończył, na szczęście jest również Buffon, którym szybciutko zastąpiłem dziadzię Olivera.

Papug

Dzisiaj małżonka przyniosła ze szkoły klatkę z dwoma papugami - w szkole cztery dni wolnego więc ktoś musiał się nimi zaopiekować przez długi weekend. Oczywiście Junior nie posiadał się ze szczęścia i od razu spytał sie jak papużki mają na imię i który jest papug, a która papuga. Najprawdopodobniej obie są papugami płci żeńskiej. Bartek rozmawia z nimi, jak z kolega i takoż samo się zachowuje - pokazał im wszystkie zabawki i zaprezentował cały swój pokój.

Dodatkowo, mając na uwagę jutrzejszy zakaz handlu postanowiliśmy się wybrać do marketu na zakupy - ludzi w cholerę, a kolejki do kas przypominające święta względnie ostrą wyprzedaż. Poza tym aby ułatwić ludziom dokonanie niezbędnych zakupów (czyt.: aby powetować sobie straty) kierownictwo radomskiego M1 wydłużyło czas pracy do 24:00.

Przy okazji udało mi się podsłuchać niechcący rozmowę tatusia z jego (tak na oko) 8-letnim szkrabem przy regałach z grami:

- Taaaaato, kup mi Wiedźmina, taki fajnyyyy!
- No coś Ty, przecież dostałeś ostatnio GTA...

Huh? Gratulacje dla rodziców kupujących takie gry małym dzieciom. Jak dla mnie to GTA jest jedną z najbardziej brutalnych, nienadających się dla maluchów grą. No ale cóż - każdy kowalem swojego dziecka, czy jakoś tak. A mój Wiedźmin przyjdzie do mnie od małżonki na zbliżające się imieniny. W każdym razie gra ma spore powodzenie ponieważ widziałem przy kasie kilka osób i każda z nich miała przy sobie pudełko z nową grą CD Projektu.

Ziew w rytmie klasyki

Oj sobie pospałem - dziś niewinnie po obiadku przyłożyłem oko do poduszki, tak na chwilkę. I co? Wstałem przed chwilą, akurat na mecz.

Notkę piszę słuchając muzyki z odkopanego przez Salvadhora Typhoona 2001, a Junior zobaczywszy w co tnę od razu się spytał rezolutnie, jak mi się udało wcisnąć kartridż z Jaguara do PC. Niemających dzieci należy uświadomić, że absolutnie dzieciom w takich przypadkach nie wolno odpowiadać wymijająco! Dlaczego? Ano jeśli nie udzielimy dziecku konkretnej i dokładnej odpowiedzi to któregoś dnia możemy znaleźć np. kartridż wciśnięty do CD-ROM względnie stacji dysków - i nie ma, że się nie da. DA! Dwa wejdą.

Co do samego Typhoona, to muszę przyznać, że odkąd ostatnio grałem to postęp dokonał się niesamowity - z ekranu ciekną tony kolorów i, może to nieco subiektywne odczucie, gra się trochę ciężej niż na oryginalnym T2000. Wizualnie w każdym poszło do przodu jak cholera, a z drugiej strony trzeba dodać, że nie przegięto. Jest dobrze.

Grać i nie narzekać! Szczególnie, że jest za free dla pingwinów i Windows.

Boring i zmarnowany pomysł

No! Wczoraj tupnąłem nogą, że sprzętu jeszcze nie ma, a tu dziś dostałem numer listu przewozowego - kurier już pędzi żeby podrzucić nowy sprzęt. Widać Znak.pl czytuje blogaska i odpowiednio reaguje. Czyli jutro wielkie odkręcanie, przychodzi również nowy właściciel mojej starej płyty głównej, proca i pamięci - oby mu służyły jak najdłużej.

Po znakomitym demie Call of Duty 4 dziś testowaliśmy z Juniorem wersję demonstracyjną TimeShift (kolejne wciągnięte 1,2 GB). Muszę przyznać, że bardzo ostrzyłem sobie zęby na tą grę - zapowiadały ją doskonałe trailery, no i oczywiście wyobraźnia zadziałała. Tymczasem po ukończeniu testowego etapu muszę powiedzieć, że jestem zawiedziony. Zresztą Junior też, bo pograł kilka minut i odstawił - to wiele tłumaczy.

Co to ten TimeShift. Otóż wcielamy się w rolę gościa wyposażonego w kostium naszpikowany wysokiej klasy elektroniką. Kostium nas leczy, ostrzega przed niebezpieczeństwami i zapewnia radar, ale największym gadżetem, który weń wbudowano to urządzenie do manipulacji (timeshiftowania, huh) czasem! Czas możemy sobie spowolnić - żeby lawirować między pociskami wystrzeliwanymi przez wraże zastępy, zatrzymać - żeby np. wycelować w ukrytego snajpera czy też podbiec do zgrai wrogów względnie cofnąć w celu np. wybrania innego wariantu ataku. Taka aparatura daje nam nieocenioną przewagę w walce z przeciwnikami - wyobraźmy sobie sytuację, kiedy wchodzimy do pomieszczenia i zaskakuje nas kanonada przyczajonych wrogów, co robimy? Nic prostszego: wycofujemy się i cofamy czas (przeciwnicy NIE WIEDZĄ, że wejdziemy!!!), następnie zatrzymujemy czas i wbiegamy do pokoju wyrywając z rąk broń (tak!) nieruchomym przeciwnikom, po chwili czas rusza, a wrogowie oniemiali rozglądają się po sobie nie wiedząc co się stało. Prawda, że tak łatwiej?

Grafika w grze jest przeładowania shaderami, wręcz nimi ocieka. Łatwo można zobaczyć krople deszczu rozbijające się o nasz hełm, prawdziwie mokre chodniki czy wysokiej jakości tekstury. Warto również wspomnieć, że niemalże cały teren można hmm... zmieniać. Czyli jeśli będziemy ostro walić z shotguna w ścianę, to po pewnym czasie potrafi się ona zawalić. Otaczającym nas dźwiękom również nie można wiele zarzucić. Co jest więc nie tak?

Po pierwsze: misja w demie jakoś specjalnie nie zachęca do kupna gry, jest sporo nijaka. Widać, że chciano w niej przedstawić jak najwięcej "ficzerów" z całego tytułu. Odrobinę przesadzono.

Po drugie przesadzono, według mnie, również z ilością elementów w grafice, szczególnie z shaderami. Wszystko się błyszczy, pływa i faluje. Czasem ciężko jest natomiast zobaczyć wroga.

Po trzecie żeby dobrze wyglądać gra ma swoje wymagania... Muszę przyznać, że po włączeniu (nie wszystkich!) efektów na bardzo dobrą jakość framerate oscylował w bardzo dolnych granicach akceptacji. Wspomniane wcześniej CoD4 nie wygląda gorzej, a śmiga płynniutko.

A po czwarte i ostatnie - demo nie ma "tego czegoś", co zachęciłoby mnie do jej natychmiastowego zakupu. Szkoda według mnie zmarnowanego pomysłu - a może po prostu źle wybrano pomysł na demo?

Modern Warfare

Dziś FIFA zrobiła mi brzydki dowcip. Staram się dziennie rozegrać ze 2-3 meczyki w ramach kariery i tak mniej więcej w półtora tygodnia zrobić cały sezon. No i udawało mi się do dnia dzisiejszego zachować dobre tempo - dziś miałem już za sobą dwa meczyki, z Górnikiem i Zagłębiem Lubin, w obu oczywiście do przodu. Mecz z Zagłębiem właśnie się skończył i zapragnąłem sobie zgrać powtórki żeby się pochwalić na blogasie... a tu "Program wykonał itp.". Noszszszsz! Oczywiście po każdym meczu się nie zapisywałem. Dramat! A chciałem zapisać sobie powtóreczkę ponieważ okazało się, że w FIFA 08 bramkarze nauczyli się popełniać błędy - udało mi się tak strzelić, że piłka dosyć wolno leciała w stronę bramkarza, że ten przyklęknął sobie i spokojnie oczekiwał aż ta wleci mu prosto w rękawice. A piłeczka nagle podskoczyła i przeleciała mu między nogami. Ale niestety nie zobaczycie tego, z powodu, jak wyżej.

Doszedłem również do wniosku, że kilka dni to sporo za dużo, jak na leżenie niesprawdzonego dema Call of Duty 4. W demie jest jedna misja, w której trafiamy w środek wielkiej bitwy z (a jakże) muzułmańskimi bojówkami.

Krótko - gra zrywa włosy z klaty, kask z głowy i gasi światło w lodówce. Grafika wgniata w krzesło, liczba szczegółów, drżenie rozgrzanego powietrza czy rozmazany czasem widok podczas zbliżeń budują niesamowity obraz wojny. Filmy z YouTube, trailery i inne arty nie oddają nawet w części tego, co można zobaczyć podczas gry. Poza tym warto dodać, że mimo graficznego przepychu gra zwija się bardzo sprawnie - u mnie na, już nie state-of-the-art sprzęcie, Athlonie X2 3800+ z GeForce 7900GS rozgrywka toczyła się bez żadnych przycinek w rozdzielczości 1280x1024 z wszystkimi detalami na maksimum. Medal of Honor Airborne może się zacząć bać.

Zdrowia jak na lekarstwo

Przedwczoraj Juniorowi się zachorowało. Co prawda od kilku dni już chodził i prychał, ale myśleliśmy, że to zwykłe jesienne przeziębienie - niestety w czwartek zadzwoniła do mnie przedszkolanka przekazując, że Bartka boli głowa i chce żeby go zabrać wcześniej do domu. Zaraz po tym, jak go odebrałem żona zawiozła go do lekarza i przywiozła z informacją o przepisanym antybiotyku. No cóż - jesień w pełni więc wirusy hasają.

Powoli oswajam się z grą padem w FIFA 08, myślę, że kiedy rozegram pełny sezon to palce będą się już same układać na odpowiednich klawiszach i nie będę wcale tęsknić za klawiaturą. Ale to jeszcze nie teraz.

Dziś ściągnąłem demo Call of Duty 4 - myślę, że to będzie dobry przerywnik w rozgrywanych w pełni sezonach i kopaniu okrągłej szmacianki. A w ogóle to do czego to dosżło, że dema gier zajmują ponad 1 GB (wspomniane CoD 4 zajmuje 1.4 GB!!!) - widać producenci mocno wierzą w rozpowszechnienie szerokopasmowego Internetu.

Pad nie padł

Achhh wpisów ostatnio mniej ponieważ na tapecie jest oczywiście FIFA 08 i większość wolnego czasu poświęcam na doskonalenie techniki - prosta sprawa.

Wczoraj aby zwiększyć swoje szanse na przyszłe, coraz trudniejsze, potyczki zainwestowałem oszałamiającą kwotę 35 Polskich Nowych Złotych w najwyższej jakości pada marki SpeedLink - nałogowym graczem, w gry wykorzystujące pada, nie jestem więc wystarczył taki model. Szczególnie, że bardzo dobrze leży w dłoniach, nie skrzypi i ogólnie da się nim grać.

Problem unaocznił się niestety po włączeniu gry - nie udawało mi się zrobić żadnego triku przeznaczonym do tego celu prawym analogiem, na początku składałem do na karb braku przyzwyczajenia do pada - w końcu od zawsze grałem w FIFA klawiaturą. "Kiedyś zaczną wychodzić" - myślałem. Ale nie wychodziły... "No kochaaaany" - pomyślałem sobie - nie po to się wydaje kupę kasy, żeby i tak nie móc robić finezyjnych zwodów w grze, coś musi być nie tak.

Pierwsze kroki od razu do kalibratora - wszystko działa, wszystkie 12 przycisków klika jak trzeba, oba analogi (w tym ten feralny prawy) oraz krzyżak w kalibratorze działają jak trzeba. No to pewnie FIFA ma specjalne wymagania - pogrzebałem w folderach w moim profilu i znalazłem plik odpowiadający za konfigurację padów, a w nim listę obsługiwanych padów - oczywiście o SpeedLinkach to nikt nie słyszał. Ale przecież Polak potrafi - wygooglałem, który z obsługiwanej listy padów ma tyle samo przycisków co mój i po prostu zmieniłem nazwę w pliku. Działa! Zwody, kółeczka i wszelkie podskoki działają - HURA!

Dalsze googlanie przyniosło gotowy plik konfiguracyjny, który doklejamy do pliku ~\Moje Dokument\Fifa 08\user\devdata.dat:

[Speed-Link SL-6535 USB Pad|Speed-Link SL-6535 USB Pad]
DEADZONES=0.3,0.3,0.3
5|24|3,5|25|4,2|26|5,2|27|6,0|18|21,0|19|22,0|16|19,0|17|20,1|22|5,1|23|6,0|20|3,0|21|4,0|1|2,1|3|2,2|0|2,3|2|2,4|14|2,5|13|2,6|11|2,7|10|2,8|9|2,9|8|2
5|24|3,5|25|4,2|26|5,2|27|6,0|18|21,0|19|22,0|16|19,0|17|20,1|22|5,1|23|6,0|20|3,0|21|4,0|0|2,1|1|2,2|2|2,3|3|2,4|11|2,5|14|2,6|10|2,7|13|2,8|9|2,9|8|2
5|24|3,5|25|4,2|26|5,2|27|6,0|18|21,0|19|22,0|16|19,0|17|20,1|22|5,1|23|6,0|20|3,0|21|4,0|0|2,1|1|2,2|2|2,3|3|2,6|11|2,7|14|2,4|10|2,5|13|2,8|9|2,9|8|2

Od tej chwili przeciwnicy ze strachem rozpoczynają mecz - teraz już nie będzie tak łatwo. Jako rozgrzewkę przez te kilka rozegrałem sobie pełen sezon Orange Ekstraklasy i udało mi się uplasować aż na trzecim miejscu - co przy nieco wyśrubowanym poziomie trudności i pozamienianych w stosunku do poprzednich edycji przyciskach wydaje się całkiem niezłym osiągnięciem. A niedługo przyjdzie czas na rozgrywki sieciowe!

Do przerwy 0:1

Od dwóch dni walczę z FIFA 08 - szczerze mówiąc jest ciężko. Najgorszą rzeczą, jaką Kanadyjczycy z EA Sports zafundowali starym graczom zaprawionym w bojach z poprzednimi edycjami gry jest zmiana przycisku do przełączania zawodników i zarządzania pressingu. Dopiero po chyba dwudziestym meczu widzę, że jakoś się powoli przestawiam - na początku traciłem głupie bramki przez przyzwyczajenia z poprzednich edycji.

Jakie mamy najważniejsze zmiany w porównaniu z FIFA 07:

  • wspomniana zmiana przycisku przełączania zawodników
  • znacznie trudniej jest zagrać idealne "w uliczkę" bądź na dobieg
  • bramkarze dokonują nierzadko cudów i bronią w nieprawdopodobnych sytuacjach
  • dodano tryb "Be Pro" polegający na kontrolowaniu przez cały mecz bądź sezon tylko jednego zawodnika
  • dodano tryb grania jedną formacją - np. kierujemy tylko pomocnikami
  • więcej opcji gry sieciowej

Niestety nie zmieniła się ani trochę grafika - cały czas jest to ten sam silnik, co w poprzedniej edycji. A posiadacze konsol mają już nową grafikę... Jawna dyskryminacja ;)

Edson

Ale wzrósł poziom realizmu - Edson jest tak samo słaby w grze, co na prawdziwych boiskach.

To koniec

Jakoś mnie naszło żeby zagrać dziś trochę dłużej w Mortyra i... niechcący ukończyłem grę! Okazało się, że 8 misji to wszystko, co oferuje nam City Interactive w tej grze, oj nie jestem zadowolony, oj nie. Ale po kolei.

Siódmy epizod rozpoczynamy wskakując do pędzącego pociągu - okazało się, że Halny (dowódca oddziału partyzantów, do którego nas przydzielono) dowiedział się o tajnej niemieckiej fabryce broni, decyzja zapadła - sabotaż. Jako, że fabryka jest silnie broniona najlepszą metodą dostania się do środka będzie skorzystanie z pociągu wiozącego komponenty do budowy broni. Po dostaniu się do pociągu musimy go "oczyścić" z Niemców, tak aby podczas podróży nikt się nie zorientował, że jedziemy na gapę. Przebiegamy więc przez wszystkie wagony kierując się do parowozu, po drodze okazuje się, że pociąg jest eskortowany przez myśliwiec wroga, który niestety w pewnym momencie orientuje się, że coś jest nie w porządku. Na szczęście na jednym z wagonów zamontowany jest ckm, który doskonale nadaje się do sprowadzenia na ziemię natrętnego ptaszka. Docieramy do maszynisty, terroryzujemy go bronią i... Koniec etapu.

Ósma misja, jak się później okazało - ostatnia, rozpoczyna się na stacji kolejowej, na której zatrzymał się porwany przez nas pociąg. Stacja jest pełna wrażych wojsk, wywiad Halnego nie mylił się, czeka więc nas solidna przeprawa. Po przedarciu się przez stację kierujemy kroki w stronę widniejącej w oddali fabryki po drodze minując zaparkowane nieopodal stacji Tygrysy. Uff, a to dopiero początek akcji. Przed budynkiem napotykamy gotową do startu rakietę V2 - trzeba się spieszyć. Wysadzając kolejny czołg (całe szczęście był bez załogi) odkrywamy przejście prowadzące do wejścia fabryki. Przebijając się przez strażników nieustannie zasypujących nas pociskami zza węgła minujemy budynek nastawiając zapalniki na krótki czas i wyskakujemy przez okno... Fabryka wybucha, ale nagle słyszymy komunikat z megafonu, że za 10 sekund wystartuje V2, jest więc sporo czasu żeby jej to uniemożliwić - kilka laseczek dynamitu i obserwujemy wielkie BUM. Jeszcze tylko obejrzymy końcową PLANSZĘ i... gratulacje - ukończyliśmy grę.

Koniec gry - czas więc na podsumowanie. Biega i strzela się bardzo miło, Niemcy są przeraźliwie celnymi strzelcami, pierwsza, czasem druga kula nie trafia - następne perforują ciało naszego bohatera do postaci szwajcarskiego sera najwyższej próby. Niestety skrypty kontrolujące ich zachowanie są nadzwyczaj ubogie i wybitnie powtarzalne. Hitlerowcy potrafią sypać zza węgła, wycofywać się by schować się za jakąś skrzynkę i stamtąd prowadzić ogień. Niestety zawsze tak samo. Niezależenie od tego jak się zachowamy - Niemcy zawsze zrobią to samo.

Grafika - rewelacji niestety nie ma, widać jak na dłoni, że silnik Chrome do ostatnich krzyków technologii już nie należy. Niemniej jednak bardzo miło zobaczyć jest swojskie okolice, kolorową polską wieś - tu czuć, że jesteśmy u siebie. Szkoda, że tak krótko.

Zdecydowanie nie spodobało mi się kilka drobiazgów. Po pierwsze - autozapis, gra co chwilę sama zapisuje nasze postępy oczywiście zamrażając ekran, sterowanie oraz dźwięk. Pół biedy, kiedy stanie się to podczas człapania z jednego checkpointa do drugiego, często zdarza się, że gra freezuje się podczas rozmów, skoku czy też strzelania - akurat wtedy następuje autozapis.

Po drugie - kiedy zginiemy gra oczekuje, że akurat wznowimy ją spacją. Tylko i wyłącznie spacją - innych klawiszy nie ma. Najczęściej giniemy podczas wymiany ognia z wrogiem i wydaje mi się, że nic by się strasznego nie stało gdybyśmy mogli szybko wznowić grę klikając myszą lub naciskając dowolny klawisz - ale nie. Musimy szukać spacji.

Po trzecie - gra jest polska, toczy się w Polsce, a gadają po angielsku - WTF? Dobrze, że chociaż hitlerowcy krzyczą po swojemu i są podpisy dla tych, którzy po angielsku ani be, ani me.

Po czwarte - gdzie jest outro? Bo jednego ekranu z obrazkiem medalu nie przyjmę, nie akceptuję i uważam to za wielki skandal. Nic mnie tak (od zawsze) nie wyprowadzało "z nerw", jak to, że gram kilka dni (tygodni), poświęcam grze swój wolny czas, a producentowi nie chce się nagrodzić moich wysiłków fajnym zakończeniem. Nie lubię was (celowo z małej litery) panowie z City Interactive i jesteście gnojkami - brak outra to zbrodnia i koniec.

Po piąte i ostatnie - dlaczego tak krótko? Nikt nie oczekiwał raczej ogromu misji, które oferuje nam np. Call of Duty, nikt nie oczekiwał ich potężnego rozbudowania, ale osiem epizodów, z tego co drugi dający się przejść w kilkanaście minut to już lekka przesada! Myślę, że naprawdę nic by się nie stało gdyby tych misji było szesnaście, albo dwadzieścia - proces produkcyjny wydłużyłby się i można by nawet zażądać zamiast 19,90 zł - trzydzieści złotych. Ja bym zapłacił - wolę jedną dłuższą grę niż dwie krótkie.

Mortyr 3
Kliknij obrazek żeby powiększyć

Gdyby ktoś się mnie spytał czy warto kupić Mortyra 3 to powiem, że tak. Warto, kosztuje niewiele, kilka fajnych wrażeń pozostaje - jest ich więcej niż porażek. TYLKO CZEMU TAK KRÓTKO!!! Kolejna gra w kolejce - FIFA 08, będzie się działo!

Latające talerze

Nowy dzień i kolejne dwa epizody Mortyra 3 za mną. W briefingu do piątej misji dowiadujemy się, że Niemcy solidnie odczuli napad na bank i zintensyfikowali akcje przeciwko podziemiu. Na skutki tej akcji nie trzeba było długo czekać - nakryto nielegalną drukarnię w Warszawie, właśnie trwa akcja. Naszym zadaniem będzie osłanianie zza barykady wycofujących się żołnierzy AK. Po krótkiej strzelaninie zostajemy zmuszeni do odwrotu, wraz ze znaną z poprzedniego epizodu Marią, przez okoliczne budynki, niejako przy okazji zaminowując jeden z nich - niestety okazuje się, że ładunki podłożone przez Mortyra z niewiadomych przyczyn nie wybuchają. Maria wbiega z powrotem do budynku aby ręcznie uruchomić bomby i w tej chwili następuje eksplozja... Na szczęście udaje się nam ją wydostać spod gruzów - koniec kolejnego krótkiego, za krótkiego epizodu.

Misja szósta to już rasowy sabotaż. Tym razem zostajemy przerzuceni w okolice Bochni, gdzie mamy zakraść się w okolicę lotniska, z którego startują bombowce powodujące duże straty na froncie wschodnim. Celem misji jest przeniknięcie do stanowiska obrony przeciwlotniczej i ostrzelanie wracających z bombardowania samolotów. Najpierw musimy przedrzeć się przez dosyć mocno bronioną wioskę i kluczyć między budynkami, aby nie nadziać się na ustawione gdzieniegdzie gniazda z MG-42. Okrążając niebezpieczne miejsca odkrywamy most, po którym udajemy się do baraków przy lotnisku (most na wszelki wypadek minujemy i wysadzamy, tak aby pościg z wioski miał nieco utrudnione zadanie). Drogę do działek p-lot niestety blokuje wieża strażnicza - wysadzić się jej nie da, ale można się zakraść, załatwić wartownika i jeszcze skorzystać z ckm aby powstrzymać nadciągające posiłki. Samo ostrzeliwanie samolotów to już pestka, od czasu do czasu pojawi się jakiś myśliwiec, który nieco nam uprzykrzy strącanie bombowców - ale łatwo się pozbyć i tego problemu. Koniec epizodu nr 6 i krótka refleksja - samoloty są wymodelowane całkiem do rzeczy, niestety tą rzecz psuje (na amen!!!) sposób zrobienia śmigieł... Wszystkie latające maszyny wyglądają jakby miał w miejscu silników przyklejone talerze, uwierzcie - paskudny widok.

Sam przeciw wszystkim

Kolejny dzień gry w Mortyra 3 zaowocował aż dwoma ukończonymi epizodami - nie ma co ukrywać, za krótkimi żeby je ocenić nawet na mocną czwórkę.

Pierwszy z nich (a trzeci z kolei) to wspomniany w poprzednim wpisie rajd na warsztat naprawczy czołgów pod Płockiem. Rozpoczynamy misję kilka kroków od obozu, w którym to hitlerowcy konserwują swoje stalowe rumaki, po rozbiciu kilku patroli docieramy, w międzyczasie zdobywając snajperskiego Mausera 98k, do bram. I tu kolejna rzecz, która mi się bardzo nie spodobała - nasz bohater podczas celowania przez lunetę dosłownie zastyga w ruchu, nie ważne czy kucamy, leżymy względnie biegniemy - obraz w lunecie jest idealnie stabilizowany. Z drugiej strony nie można się spodziewać specjalnego realizmu w grze wybitnie budżetowej.

Po dotarciu do obozu standardowo eksterminujemy napotkanych pachołków Hitlera i wkraczamy do warsztatu, niestety sprytni Niemcy zamykają nam drzwi za plecami czym odcinają nam drogę ucieczki - trudno, darmo, trzeba się przebijać przez halę zastawioną maszynami aby dostać się do czołgów, wcześniej otwierając zatrzaśnięte bramy. Na zewnątrz podkładamy pod czołgi świąteczne paczki z dynamitem i zwiewamy na z góry upatrzone pozycje, ale... Okazało się, że w pobliżu przypadkiem przejeżdża kolumna czołgów, która zaalarmowana wybuchami z warsztatu postanowiła sprawdzić czy może nie trzeba pomóc - z ucieczki nici. Na nasze szczęście przed budynkami stoi sobie działo przeciwpancerne z kompletem amunicji - dlaczego więc z niego nie skorzystać, szybko podbiegamy i z bezpiecznej odległości wysyłamy nadciągające Tygrysy do krainy wiecznego złomu. Niestety gdy byliśmy zajęci nierówną (oczywiście nierówną dla kolumny pancernej) walką z nacierającym żelastwem od tyłu otoczyli nas wrogowie - jedyne co zrozumiałem to znajome z wielu filmów "Hände hoch" i gest powitalny w postaci uderzenia kolbą. Zostaliśmy pojmani...

Czwarty epizod rozpoczynamy budząc się "na dołku". Po przetarciu oczu na więziennym stoliku zauważamy zawiniętą w gryps pigułkę - "Jeśli chcesz się wydostać połknij ją". Tak rzecze napis na karteczce, cóż mamy do stracenia - połykamy i... odpływamy. Kolejne przebudzenie następuje w kostnicy, gdzie czeka na nas przedstawicielka AK, która to podrzuciła nam sposób na wydostanie się z niemieckiej celi, dołączamy do niej i zostawiając za sobą trupy strażników uciekamy z więzienia - jak się później okazuje znaleźliśmy się w okupowanej Warszawie!

Dalszy ciąg czwartego epizodu to napad na bank... Tu nieco zatrzymam się z relacją, bo nie wytrzymałem. Czy ktoś mi może wytłumaczyć po co partyzantom pieniądze z niemieckiego banku? Skoczą z wózkiem do najbliższego marketu żeby sobie dokupić broni względnie amunicji? Znacznie lepszy byłby napad na transport zaopatrzenia względnie jakiś arsenał, no cóż - tu scenarzyści dali plamę po całości. Wracając do akcji to przebiegła gładko, jak po maśle - Niemcy widać myśleli tak, jak ja i bank nie był za mocno broniony, naliczyłem mniej niż dziesięciu strażników, z czego połowa miast zabarykadować się w środku i wezwać posiłki wybiegła nam na wprost padając od razu na ziemię pod zmasowanym ogniem żołnierzy AK. Szybka przebieżka po wnętrzach banku połączona ze strzelaniem zza rogu, wysadzenie drzwi od skarbca i już uciekamy podstawioną ciężarówką... CDN.

Easter egg

Tak, jak wczoraj pisałem nie ma co oceniać gry po pierwszej misji - na początku było dosyć średnio, a później powoli akcja się rozkręca. W drugiej misji Mortyra 3 uderzamy na stację kolejową zajętą przez niemiecki garnizon w celu wysadzenia mostu, przez który będzie wkrótce przejeżdżać transport broni i czołgów.

Niezwykle mnie ucieszyła sceneria niemalże wyjęta ze starych międzywojennych pocztówek. Od razu widać, że to Polska - jaki by nie był silnik napędzający grę to twórcy poziomów doskonale spełnili swoje zadanie. Przy okazji przeskakując przez "zaparkowane" na stacji wagony udało mi się podejść blisko do budynku z poczekalnią żeby zobaczyć w jakim mieście toczy się akcja... I oto co zobaczyłem:

Mortyr 3
Kliknij w obrazek aby powiększyć

Po przebiciu się przez stację docieramy do właściwego celu naszej akcji dywersyjnej czyli mostu, który po oczyszczeniu z wartowników otulamy szczelnie materiałami wybuchowymi, czas więc na ucieczkę - ale nie ma tak łatwo, wcześniej musimy jeszcze odeprzeć atak samolotów, które zaalarmowane nieudolnością garnizonu strzegącego słynnego peronu lecą z odsieczą uratować most. Szczęśliwym trafem na moście zainstalowany jest całkiem sprawny karabin maszynowy z pomocą którego rozpędzamy całą eskadrę. Uff, misję kończy cut-scenka z transportem czołgów spadającym do rzeki po wysadzeniu mostu.

Jak napisałem już powyżej drugi epizod jest o wiele lepszy niż nudne przedzieranie się do obozu partyzantów na początku gry. Ja natomiast dalej czekam na dywersje w Warszawie - następna misja to sabotaż w fabryce czołgów pod Płockiem. Ku chwale ojczyzny!

Pierwsze koty za płoty

Wczoraj ukończyłem Ubersoldiera - jednak przechodzenie gry po raz kolejny to nie to samo, jest zdecydowanie łatwiej, chociaż przyjemność pozostaje niemalże ta sama. Po prostu miast rozwiązywać zadania - po prostu pamiętamy jak to zrobić z poprzedniej sesji, mimo, że odbywała się ona 2 lata temu. Pamiętam kilka momentów w grze, kiedy to potrafiłem spędzić kilka godzin nad przejściem określonego etapu - chociażby walka z końcowym "Ubersoldierem" - teraz przeszły niemal od ręki.

Kolejny w szeregu jest Mortyr 3, trzeba bowiem popierać polskie produkcje, szczególnie te, które wnoszą coś nowego - tak miało być. Trzecia część przygód Sebastiana Mortyra ma podtytuł "Akcje dywersyjne" - zapowiadało się ciekawie, na okładce stoi napisane:

"Wspomóż polski ruch oporu! Weź udział w najbardziej brawurowych akcjach dywersyjno-sabotażowych: walcz w okupowanej Warszawie. Wysadzaj mosty i napadaj na niemieckie konwoje"

Whoa, partyzantem fajnie być, poza tym takiej zabawy jeszcze nie mieliśmy, dodając fakt, że gra kosztowała zaledwie 19,99 polskich nowych złotych zapowiadało się całkiem nieźle... Ale miłe złego początki. Otóż pierwsza niespodzianka spotkała mnie już w menu, kiedy to okazało się, że do wyboru są raptem DWIE rozdzielczości: 1024x768 i 1280x960 - żadna z nich nie jest natywną mojego monitora. Według mnie to poważna wpadka, szczególnie, że LCD 17" to chyba najbardziej rozpowszechnione modele na rynku, a obecnie trend kieruje się w stronę paneli panoramicznych - posiadacze tychże będą w kompletnej kropce. Trudno.

Pierwsza misja polegała na dotarciu ze strefy zrzutu (docieramy do okupowanej Polski z Wielkiej Brytanii samolotem i wyskakujemy ze spadochronem) do wsi, w której czekają nas partyzanci. Niestety podstawiona po nas ciężarówka zostaje ostrzelana przez niemiecki pościg i będziemy zmuszeni pokonać spory kawałek na piechotę - na dodatek tylko z pistoletem. No właśnie - na piechotę. Otóż nasz bohater rusza się jak, nie przyrównując, mucha w smole - i to bardzo gęstej, może kiedy gra będzie (o ile) się toczyć w budynkach nie będzie to takie widoczne, ale na otwartych przestrzeniach razi to mnie strasznie. Jeśli mówimy już o przestrzeniach to rewelacji w grafice do tej pory nie uświadczyłem - w sumie nie ma się co dziwić ponieważ Mortyr 3 jest zbudowany na silniku Chrome, który to do najnowszych zdobyczy techniki już nie należy. Głupio jednak wygląda sytuacja kiedy to czołgamy się przez płaskie bitmapy udające trawę i kwiatki - szczególnie w 2007 roku, kiedy to Techland (właściciel Chrome) ma znacznie lepszy silnik, ten wykorzystany w Call of Juarez. Może po prostu był za drogi dla twórców Mortyra?

No i jest trudno, powiedziałbym nawet, że bardzo trudno - niemieccy żołnierze strzelają bowiem z zegarmistrzowską precyzją i wydaje mi się, że nie ma specjalnej różnicy dla nich czy kucamy, leżymy względnie biegniemy zygzakiem dodatkowo skacząc - trafiają niemal zawsze, a apteczek nie ma wiele

Zobaczymy jak będzie dalej. Pierwsze koty za płoty - czekam na etapy w Warszawie!

Pożegnanie lata

Wczoraj w przedszkolu u Juniora odbywała się spora impra z okazji pożegnania lata, nawiasem mówiąc w tym wieku do imprez jeszcze są potrzebne okazje - co za przeżytek, nieprawdaż? Na początek przewidziany był występ z piosenkami wykonywanymi przez przedszkolaków, a później poczęstunek przy ognisku dla wszystkich zgromadzonych rodziców - podobno szaszłyki z owoców przygotowywały same dzieci. Oprócz tego obowiązkowa kiełbaska pieczona oraz herbata z wielkich kubłów.

Otóż Junior jak zwykle postanowił nie brać udziału w śpiewach tylko od początku pilnował ogniska, żeby przypadkiem nie zgasło, ani żeby nikt nie zajął nam najlepszego miejsca - śpiewać to On woli, jak przyznał, samemu sobie, a nie na pokaz. I tu ciekawa sprawa, wyobraźcie sobie, że możecie pilnować dziecko patrząc na nie przez kilka godzin non-stop, a wystarczy na sekundę odwrócić głowę i w tej właśnie sekundzie, jednej z kilkunastu tysięcy, dziecko się wywróci - tak też było wtedy. Wystarczyło, że rozejrzałem się gdzie małżonka - odwracam się, a Junior leży... To tak dla "nierodziców" - osoby cieszące się dziećmi mają to z pewnością codziennie.

Dla chętnych tutaj jest kawałek występu dzieci z przedszkola w Radomiu, oraz fragment pieczenia kiełbasek.

Jeśli chodzi o pozostałe rozrywki to nadrobiłem zaległości w Ubersoldierze powstałe przez wypadek, o którym pisałem ostatnio i całkiem sprawnie posuwam się do przodu - nawet pamiętam niektóre rozwiązania, które pomogły mi przejść tą grę, w sumie ładny czas temu. Szczerze mówiąc, to według mnie Nadżołnierz wcale się nie zestarzał - gra się cały czas bardzo przyjemnie i nawet grafika, w czasach Bioshocka i innych cudów na X360 nie odstrasza. Jedyna rzecz, na którą zwróciłem uwagę już podczas pierwszej przygody to fatalna "gra" aktorów (a może to sami programiści podkładają głosy?), którzy użyczyli swoich głosów bohaterom Ubersoldiera. Tragicznie bowiem wygląda sytuacja, kiedy właśnie zabiliśmy załogę niemieckiego U-boota, jesteśmy na pełnym morzu i atakuje nas kilka niszczycieli, a Karl Stolz (nasz ponadczłowiek) spokojnym, wręcz brzmiącym jak świeżo obudzony, głosem kontaktuje się w sprawie posiłków z aliancką grupą ratunkową...

Dramat w jednym akcie

Wielka kotwica w plecy dla odpowiadających za tworzenie (niektórych) gier - a o co chodzi? Otóż tak, jak to powinno być, Junior jest posiadaczem własnego konta na mojej maszynie, konto oczywiście jest z ograniczeniami - nie można nic instalować, na Firefoksie jest zdefiniowana lista stron, które może odwiedzać z ikonkami na toolbarze (bo Junior jeszcze czytać nie potrafi, ale we flashowe zabawy jest mistrzem).

Problem powstał kilka dni temu, kiedy po raz kolejny zainstalowałem SOBIE Ubersoldiera, aby przypomnieć sobie, jak to fajnie jest wykorzystywać przewagę nad hitlerowcami w postaci tarczy czasowej. Otóż po powrocie z pracy uruchamiam grę i... nagle zniknęły moje zapisane stany gry... No dramat, ze dwa dni grania poszło w tak zwane, przysłowiowe cztery litery. Jako, że komputer i system mam uczciwie pielęgnowany więc żadne samoczynne sztuczki magiczne nie wchodziły w grę to podejrzenie padło na moją głupotę, że pewnie zapomniałem się wylogować i Junior sobie pohasał po moim pulpicie, a że nie znając gry po prostu zamiast LOAD nacisnął DELETE. Krótka rozmowa z następcą tronu wyjaśniła sprawę... Otóż programiści nie przewidzieli, że istnieją komputery pracujące pod Windows, które są użytkowane przez kilka osób - program instalacyjny nawet nie raczył się spytać czy ma grę uczynić dostępną dla wszystkich użytkowników maszyny, po prostu dodał sobie skróty na pulpicie dla wszystkich kont (nie ominął nawet konta mojej szanownej małżonki), a folder ze stanami gier uczynił dostępnym dla wszystkich lokalnych użytkowników... Efekty już znacie.

Co do samego Ubersoldiera to wcale nie widać po nim specjalnie zęba czasu, pomysł z ulepszeniem żołnierza o osobistą tarczę czasową według mnie był bardzo fajny i gra też się bardzo miło - szczególnie polecam wpadnięcie do jakiejś większej sali wypełnionej wrażymi wojakami z uruchomioną tarczą. Wszyscy walą z czego popadnie, a kule zatrzymują się na tarczy - wyłączamy ją i pociski wracają do właścicieli, w ten sposób możemy załatwić garnizon SS bez jednego wystrzału. Polecam.

Kontakt

Jeśli koniecznie chcesz się ze mną skontaktować...

  • Jabber: delyra@jabber.wp.pl
  • GG: 765628
  • e-mail: daniel.kozminski@gmail.com
  • tel: +48605650809