Rajd Polski. Bardzo subiektywna recenzja.

Dzięki wpisowi na tablicy Pana Prezydenta na Facebooku dowiedziałem się o dostępności gry Rajd Polski - cóż, fan ścigałek spod znaku WRC nie przepuści takiej okazji i czym prędzej udałem się do najbliższej wylęgarni zła i rozpusty w postaci sklepu z grami.

Czytaj dalej »

RTV EURO AGD. Serdecznie "polecam"

Dziś nie będzie o grach, nawet trochę, tylko o wizycie w salonie RTV Euro AGD w radomskiej Galerii Gama.

Co prawda nie mieliśmy z żoną iść specjalnie na zakupy do Euro, ale przy tak zwanej okazji zajrzeliśmy aby nacieszyć oczy sprzętem, który kiedyś sobie pewnie kupimy. Pierwsze wrażenie - "O! Przebudowali!" Wreszcie salon nie wygląda jak tani dyskont z pralkami i kuchenkami gazowymi oraz wreszcie można pomacać więcej produktów bez przylepiania nosa do szyby wystawowej.

Czytaj dalej »

Roooar

Młody-najmłodszy drze się ciągle i niemiłosiernie, czym domaga się zainteresowania. Nie można go zostawić na więcej niż kilka minut ponieważ zaraz rozpoczyna koncert, takie to nam się urodziło towarzyskie dziecko.

Co ciekawe, kiedy jesteśmy "w gościach" lub goście przychodzą do nas to Aleksander jest dzieckiem "do rany przyłóż" - leży sobie grzecznie, rozgląda się dookoła, czasem nawet coś opowie w narzeczu noworodkowo-bobasowskim i wszyscy się dziwią co my od niego chcemy - taki milusi Duduś. Mówią tak, bo Go nie znają, a On sprawia znakomite wrażenie w towarzystwie.

W temacie grania to ze Starszym Młodym gramy ostatnio tylko na Atari i to w wersji najbardziej hardkorowej - w gry wgrywane wyłącznie z magnetofonu - i to w normalu, kto miał Atari wie czym to pachnie. Kilkanaście minut brrrrr, brrrr, brrrrrrrrrrrr. Na szczęście magnetofon (w liczbie kilku sztuk) mamy w dobrym stanie i wgrywanie jest pewne i skuteczne. Kilka dni temu uzupełniliśmy kolekcję kaset o nowe egzemplarze więc grać jest w co.

Juniorowi Seniorowi najbardziej przypadło do gustu Polskie LOGO i niemalże każdy dzień rozpoczyna od "źółwika" przez co coraz lepiej idzie mu czytanie i literowanie - a mówią, że komputery niczego nie uczą (oprócz mordowania hord kosmitów)... Pewnie zostanie lepszym koderem niż tatuś (dużo nie trzeba...).

Life after death :)

Długo nie pisałem, bo nie było specjalnie czasu, a zdarzyło się całkiem sporo.

Po pierwsze multi-8bit zlot udał się znakomicie - zabawa tradycyjnie była pierwsza klasa, fajnie znowu było obejrzeć wszystkie kochane mordy, pricjoza. W gfx compo nie udało się zająć miejsca medalowego, ale konkurencja trzeba przyznać była mocna.

Po drugie po raz pierwszy (i mam nadzieję ostatni) uczestniczyłem w prawdziwym poważnym wypadku samochodowym. W drodze powrotnej ze wspomnianego zlotu, po zatankowaniu paliwa i wyjeździe z Trencina nasz kierowca raczył nie przewidzieć, że Słowacy na czerwonym siedzą grzecznie w swoich samochodach i czekają aż zapali się światło w kolorze zielonym więc przygrzmociliśmy ze sporą prędkością w tył owego cierpliwego. Na szczęście nic poważniejszego nam się nie stało - ja mam obite żebra od pasów (już drugi tydzień ciągną...), stłukła się jedna butelka przeznaczona na prezent dla Żony, no i Corsa kumpla została sobie u naszych południowych sąsiadów w celu naprawy. Dobra rada - zapinajcie pasy, przy tej prędkości podejrzewam, że wyskoczyłbym przez przednią szybkę i kawałek jeszcze uleciał.

No tak, a w domu raczej po staremu. Junior jr rośnie jak na drożdżach i według przychodniowej wagi jego masa wynosi 7,25kg. Suszarka, która służyła do uspokajania poszła w kąt ponieważ młody coraz mniej raczy marudzić - widać wszystko jest na dobrej drodze. Poza tym trzeba odnotować, że strasznie się rozgadał - czasem potrafi ładne parę minut wydawać odgłosy w swoim własnym języku:

  • A guuuu!
  • A gugugugugugu
  • Auuuu uuuu...
  • Ehhhhh

Na granie oczywiście czasu nie mam, a na półce leży ciągle nieskończony Ubersoldier 2, hm - może jak będę później chodzić spać to z godzinkę dziennie uda się wykroić na granie? Zobaczymy.

Kolejne jabłko w domu i coś jeszcze

Tradycyjnie nie było się kiedy pochwalic nową zabawką w kolekcji - prekursorem popularnych teraz palmów czyli Apple Newtonem. Gadżecik dotarł do mnie ponad tydzień temu, a jeszcze się nim zbyt dobrze nie nacieszyłem - już prędzej Junior Sr, jemu malowanie, zmazywanie i inne operacje na ekranie idą znakomicie. W chwili wolnej przysiądę i powgrywam jakieś ciekawe aplikacje, wybór jest dosyc spory, więc zabawy należy się spodziewac co nie miara :)

Kolejna sprawa. Wreszcie wróciła do mnie karta graficzna z serwisu. Tzn. wróciła inna, lepsza - dałem zepsutego Palita, a dostałem high-endowego XFX. Niestety, a może i "stety" mam już Radeczka 3850 i pięknie wykonany XFX poszedł na Allegro - gdyby ktoś chciał niedrogą, fajną kartę do grania w 1280x1024 z rozsądną ilością detali to polecam klikac i lictytowac - nóweczka sztuka, nawet jeszcze nie rozpakowywana:)

Zarobiony po uszy

No i sprawa rozwiązana. Stara karta idzie do serwisu (jeszcze tylko dla pewności oddam ją znajomemu żeby potwierdził na swoim setupie czy artefaktuje), a w moim pudle siedzi już Radeon 3850. Od razu go spociłem Call of Duty 4 z wszystkimi suwakami do końca skali oraz świeżo ściągniętym demkiem Lost Planet - specjalnego wrażenia na nim to nie zrobiło. Tak też miało być.

Szkoda tylko wielka, że specjalnie czasu na pocenie karty nie uświadczam. W pracy praca, w domu praca, a funduszy ciągle brakuje - co tu robic? Chyba trzeba się do tego powoli zacząć przyzwyczajać.

Natomiast z powiększenia się rodziny w tym tygodniu nici - położna wybiła nam to z głowy ponieważ - uwaga - w tym tygodniu wymieniane są okna w szpitalu i rodzenie jest zabronione :) Trudno, darmo - trzeba wytrzymać do następnego tygodnia, czyli prawie do świąt. Dobrze, że to nie ja rodzę, bo gdybym chodził z takim wielkim obciążeniem to chyba wolałbym rodzic w szpitalu bez okien niż tachać codziennie taki ładunek.

W pracy z kolei do końca roku mnie za dużo nie zobaczą - od początku tego tygodnia jestem na trzydniowym kursie ASP.NET (tym razem prowadzący nie mówią "sikuel serwer"), a potem to trzeba wykorzystać urlop - nieładnie bowiem przechodzić z urlopem na następny rok - poza tym został mi jeszcze jeden dzień "opieki nad dzieckiem", który to nie przechodzi, więc nie można pozwolić aby się zmarnował.

Karta mi się przegrzewa

Jakaś chyba epidemia, czy co? Dzisiaj Adam pisze, że dysk mu się przegrzewa, a ja odkryłem, że mój 7900GS stroi fochy.

Wszystko zaczęło się od wizyty w Media Markt w celu zostawienia części wypłaty na nowe zabawki w postaci Call of Duty 4 i CD z muzyką. Po zainstalowaniu (oczywiście gry, a nie muzyki) okazało się, że na niektóre tekstury migają, obiekty się deformują plus parę innych atrakcji. Jako pierwszego winnego wytypowałem sterowniki Forceware, których nie aktualizowałem już dłuższy czas - bo po co? Wszystkie gry, w które grałem działały szybko, ładnie i przyjemnie więc nie widziałem potrzeby aktualizacji w myśl starego przysłowia "jak działa to nie ruszaj, bo się zepsuje". Niestety aktualizacja sterowników nic nie dała, a polskie i zachodnie fora wspomagane przez Google nic ciekawego nie przyniosły.

No to zabrałem się za wygrzewanie po kolei wszystkich komponentów. Po procesorze (Orthos), pamięciach (memtest86) przyszedł czas na grafikę... No i szybciutko ATi Tool (wbrew nazwie nadaje się do testowania wszelkich kart graficznych) wskazał winnego - po uruchomieniu tortur szybciutko pokazały się artefakty jednoznacznie wskazujące na przegrzewanie się pamięci na karcie. Jako, że akurat grafika nie była podkręcona solidnie się zmartwiłem, szczególnie, że nawet po obniżeniu taktowania sporo poniżej nominalnego (800 MHz vs 1320 MHz) artefakty nadal występowały, a obudowę mam dobrze wentylowaną - trzy wiatraki ułożone zgodnie z wszelkimi zasadami zapewniania komfortu sprzętowi (2 tłoczące powietrze do środka i jeden wyciągający gorące powietrze znad procesora i spod zasilacza). Trudno, darmo - wyciągnąłem grata ze slotu i poddałem kuracji odmładzającej w postaci pędzelka połączonego z wydmuchiwaniem kurzu.

Na razie ATi Tool wygrzewa kartę, dalsza część relacji jutro.

Kolejny weekend poza domem

Skończyła się laba Juniorowi i postanowiliśmy po Niego pojechać w piątek od razu po pracy. Po drodze jeszcze szybka wizyta u lekarza, czy z żoną wszystko w porządku i w drogę. Szczerze mówiąc, to jazda po rozkopanej na całej długości "siódemce" i to w dodatku po ciemku do najprzyjemniejszych nie należy. TODO: unikać zawsze i wszędzie.

W drodze powrotnej drugiego dnia równie szybka wizyta u znajomych w Grodzisku Mazowieckim i jesteśmy w drodze. Junior rozpakował dodatkowe prezenty z okazji piątych urodzin i oniemiał. Okazało się, że dostał super-hiper-wielkiego robota, który się go słucha! Robot faktycznie jest super-hiper i sterowany jest pilotem. Potrafi chodzić, jeździć, mówić, tańczyć i strzelać wielką giwerą oraz razić teren dookoła wykonanymi z pianki kółkami.

Dodatkowo na brzuchu (czy roboty mają brzuchy?) ma mały panel, na którym można mu zaprogramować makro, które później ochoczo wykona - np. 10 kroków do przodu, strzał z pistoletu, obrót w tył i odjazd. Zabawka wypasiona i sam się nią bawię :) Jakby ktoś chciał kupić dziecku takiego samego to mogę nakręcić jakieś wideo demo i zapuścić na YT.

Dodatkowo Juniorowi bardzo się spodobało Apple IIGS i edukacyjna gra Kids Playgrooom - a w szczególności liczenie kaczuszek i planszowe wyścigi ludzików, stwierdził, że gra jest rulez i musimy iść do sklepu żeby kupić myszkę. Jakoś udało mi się mu wytłumaczyć, że jakieś z 10 lat temu to może jeszcze w sklepie takie myszki by były ;) Może na Allegro - zobaczymy.

Apple - moje boje

Dzięki uprzejmości jednego ze znajomych otrzymałem wreszcie przesyłkę, która ożywiła moje, jakiś czas temu nabyte, Apple IIGS. Jeeej cały wczorajszy późny wieczór i dzisiejsze popołudnie spędziłem na kopiowaniu dyskietek i zapoznawaniu się z oprogramowaniem "Gieesa" i napędzającym go ProDOS-em. Niestety nie mam myszy i bliskie spotkania trzeciego stopnia z Systemem 6 zakończyłem na obejrzeniu pulpitu - może ktoś ma zbędną myszkę ADB i chciałby ją odstąpić będącemu w potrzebie?

Kopiowanie szło tak dobrze, że w pewnym momencie skończyły mi się wolne dyskietki DD, ale okazało się, że z HD stacja Apple radzi sobie nie gorzej - ciekawe jak to będzie z trwałością tak zapisanych danych. Co prawda Amigowe i ST-kowe stacje nie grymasiły również, ale... Różnie z tym może być, a dokładając do tego moje szczęście, to wiecie ;)

Jako, że to moje pierwsze zetknięcie ze sprzętem od Apple to zafascynowała mnie m.in. stacja dysków zgrabnie połykająca i wypluwająca dyskietki - nie to co PC beznamiętnie wypychające przyciskiem dyskietki - to jest coś ;)

Jutro, najpóźniej pojutrze mam jeszcze dostać pożyczony kabelek RS do połączenia "Japka" z PC - wtedy zgramy sobie więcej dem i użytków - będzie co oglądać i robić w weekend. Znalazłem już nawet kilka programów do zabawy z literkami i liczeniem dla Juniora - mam nadzieję, że i jemu spodoba się nowa zabawka, tak jak spodobały się inne vintage wynalazki typu Atari, Amiga, C64 i tym podobne. Relacja wkrótce.

I po weekendzie

Weekend minął tradycyjnie za szybko, a w dodatku od jakiegoś czasu męczy mnie przypadłość alergiczna, która objawia się nieco przyciężkim oddechem. Jako, że trwa to już gdzieś z tydzień postanowiłem się dziś wybrać do lekarza - wizyta jutro. Zobaczymy.

Na granie jakoś specjalnie nie mam ochoty, po pierwszym zakończonym sezonie w FIFA 08 postanowiłem odpocząć od polskiej skorumpowanej ligi i przenieść się na deszczowe wyspy brytyjskie. Oczywiście gramy Chelsea, przez cały weekend udało mi się rozegrać raptem cztery przedsezonowe mecze towarzyskie - nie muszę dodawać, że wszystkie wygrane ;) Warto dodać, że komputer bardzo dobrze steruje dośrodkowaniami i podaniami w uliczkę i na wolne pole więc, jak pisałem już wcześniej, nie ma specjalnie sensu aby zaprzątać sobie głowę wykonywaniem tego samemu. Doskonały przykład podania otwierającego świetną akcję można obejrzeć poniżej - to jedna z moich ulubionych kontr, którą nagrałem wczoraj.

Polecam szczególnie zwrócić uwagę na fizykę piłki - wg mnie dużo poprawionej w stosunku do poprzedniej wersji gry. Piłka odbija się od bramkarza, poprzeczki, a na koniec jeszcze od nóg bramkarza i wpada do siatki. Miód.

Niestety jakoś przez ostatnie dni cały czas wpada mi coś w ręce do roboty w domu i nie ma, no nie ma czasu żeby się porządnie skupić i zagrać kilka meczy pod rząd. Zdecydowanie lepiej w takich momentach urządzić sobie kilka szybkich partyjek w Typhoon 2001 odkręcając pokrętło od głośników trochę bardziej bardziej w prawo niż zwykle.

Papug

Dzisiaj małżonka przyniosła ze szkoły klatkę z dwoma papugami - w szkole cztery dni wolnego więc ktoś musiał się nimi zaopiekować przez długi weekend. Oczywiście Junior nie posiadał się ze szczęścia i od razu spytał sie jak papużki mają na imię i który jest papug, a która papuga. Najprawdopodobniej obie są papugami płci żeńskiej. Bartek rozmawia z nimi, jak z kolega i takoż samo się zachowuje - pokazał im wszystkie zabawki i zaprezentował cały swój pokój.

Dodatkowo, mając na uwagę jutrzejszy zakaz handlu postanowiliśmy się wybrać do marketu na zakupy - ludzi w cholerę, a kolejki do kas przypominające święta względnie ostrą wyprzedaż. Poza tym aby ułatwić ludziom dokonanie niezbędnych zakupów (czyt.: aby powetować sobie straty) kierownictwo radomskiego M1 wydłużyło czas pracy do 24:00.

Przy okazji udało mi się podsłuchać niechcący rozmowę tatusia z jego (tak na oko) 8-letnim szkrabem przy regałach z grami:

- Taaaaato, kup mi Wiedźmina, taki fajnyyyy!
- No coś Ty, przecież dostałeś ostatnio GTA...

Huh? Gratulacje dla rodziców kupujących takie gry małym dzieciom. Jak dla mnie to GTA jest jedną z najbardziej brutalnych, nienadających się dla maluchów grą. No ale cóż - każdy kowalem swojego dziecka, czy jakoś tak. A mój Wiedźmin przyjdzie do mnie od małżonki na zbliżające się imieniny. W każdym razie gra ma spore powodzenie ponieważ widziałem przy kasie kilka osób i każda z nich miała przy sobie pudełko z nową grą CD Projektu.

Be pr0

Jest sobie taki pan, który pisze o komputerach w wielkim The Wall Street Journal - nazywa się Walter S. Mossberg, pisał o nim również, ze względu na artykuł o Ubuntu, byte. Otóż dzięki (podobno) bliskiej współpracy Dziennika i WSJ artykuły Mossberga można sobie czytać również po polsku w piątkowych wydaniach wspomnianego Dziennika. Ale, ale - to nie miała być reklama żadnego z wyżej wymienionych "papierników" - rozchodzi mi się tutaj głównie o jakość tłumaczenia.

O ile tekst czyta się łatwo i przyjemnie to w pewnych momentach zaczynamy się zastanawiać o co chodziło tłumaczowi, ponieważ nikt z nas (umówmy się) nie będzie podejrzewać Waltera o pisanie głupot. Oto ciekawsze kawałki z recenzji Leoparda od Apple (pogrubienia moje):

"Dostosowanie mojego iMaca do programu Leopard zajęło mi mniej niż godzinę i wszystkie procesy zostały ukończone, a wszystkie programy, wśród nich Microsoft Office w wersji dla Mac, wyszukiwarka Firefox Web i Adobe Reader, od razu działały poprawnie. (...) Wszystkie moje programy i pliki typu Vista też funkcjonowały bardzo dobrze."

"Moja stara drukarka atramentowa Hewlett-Packard, do której Vista nie ma programu, od razu zadziałała pod Leopardem i to nawet za pośrednictwem sieci."

"Następnie do testowanego laptopa włączyłem stary modem z telefonu Verizon i też wszystko działało"

"Komputer systemu Vista potrzebował dwóch minut na wykonanie operacji zimnego startu"

Wielkie brawa dla Dziennika za publikowanie zawartości z WSJ, ale z drugiej strony ogromna kotwica w plecy za tłumaczenia. Podejrzewam, że tłumacze są z łapanki, ponieważ żaden się nie podpisuje.

Od dawna również szykuję się do "pogratulowania" redaktorom piątkowego (fatum jakieś z tym piątkiem?), świetnego zresztą, dodatku Kultura, a konkretniej części poświęconej grom komputerowym - ale o tym później.

Reaktywacja

Dłuższy czas nie pisałem, bo nie miałem czasu - mam zaświadczenie.

Można powiedzieć, że migracja na nową platformę zakończona, a system przypomina bardziej niż mniej poprzedni pod względem zainstalowanego oprogramowania - było warto. Przy okazji warto dodać, że 2 GB pamięci pozwala wyłączyć plik wymiany w całości - nawet gry (w każdym razie te, w które gram) nie zmuszają systemu do korzystania ze swapa. Miło.

Poza tym muszę z przyjemnością potwierdzić, że pogłoski o doskonałej podatności procesorów Pentium Dual Core na przetaktowanie są w żadnym stopniu nieprzesadzone. Za cenę kilkakrotnie niższą po podkręceniu otrzymujemy sporo wydajniejszy sprzęt - dodatkowo jest cicho i chłodno. Nie ma co wiele gadać - AMD na tym poletku niestety leży i kwiczy. Muszę jednak powiedzieć jedno - za system mocowania chłodzenia do podstawki LGA 775 Intel powinien zostać publicznie potępiony - już było dobre rozwiązanie z koszykiem i dźwignią to nie - musieli przekombinować. Będą się za to w piekle smażyć.

Junior już wyzdrowiał, co prawda zdarzy mu się raz na jakiś czas zakasłać, ale to już ostatnie podrygi konającej choroby - też miło. A na dodatek w tym tygodniu wypłata, wszystko więc wygląda pięknie i cudownie.

Boring i zmarnowany pomysł

No! Wczoraj tupnąłem nogą, że sprzętu jeszcze nie ma, a tu dziś dostałem numer listu przewozowego - kurier już pędzi żeby podrzucić nowy sprzęt. Widać Znak.pl czytuje blogaska i odpowiednio reaguje. Czyli jutro wielkie odkręcanie, przychodzi również nowy właściciel mojej starej płyty głównej, proca i pamięci - oby mu służyły jak najdłużej.

Po znakomitym demie Call of Duty 4 dziś testowaliśmy z Juniorem wersję demonstracyjną TimeShift (kolejne wciągnięte 1,2 GB). Muszę przyznać, że bardzo ostrzyłem sobie zęby na tą grę - zapowiadały ją doskonałe trailery, no i oczywiście wyobraźnia zadziałała. Tymczasem po ukończeniu testowego etapu muszę powiedzieć, że jestem zawiedziony. Zresztą Junior też, bo pograł kilka minut i odstawił - to wiele tłumaczy.

Co to ten TimeShift. Otóż wcielamy się w rolę gościa wyposażonego w kostium naszpikowany wysokiej klasy elektroniką. Kostium nas leczy, ostrzega przed niebezpieczeństwami i zapewnia radar, ale największym gadżetem, który weń wbudowano to urządzenie do manipulacji (timeshiftowania, huh) czasem! Czas możemy sobie spowolnić - żeby lawirować między pociskami wystrzeliwanymi przez wraże zastępy, zatrzymać - żeby np. wycelować w ukrytego snajpera czy też podbiec do zgrai wrogów względnie cofnąć w celu np. wybrania innego wariantu ataku. Taka aparatura daje nam nieocenioną przewagę w walce z przeciwnikami - wyobraźmy sobie sytuację, kiedy wchodzimy do pomieszczenia i zaskakuje nas kanonada przyczajonych wrogów, co robimy? Nic prostszego: wycofujemy się i cofamy czas (przeciwnicy NIE WIEDZĄ, że wejdziemy!!!), następnie zatrzymujemy czas i wbiegamy do pokoju wyrywając z rąk broń (tak!) nieruchomym przeciwnikom, po chwili czas rusza, a wrogowie oniemiali rozglądają się po sobie nie wiedząc co się stało. Prawda, że tak łatwiej?

Grafika w grze jest przeładowania shaderami, wręcz nimi ocieka. Łatwo można zobaczyć krople deszczu rozbijające się o nasz hełm, prawdziwie mokre chodniki czy wysokiej jakości tekstury. Warto również wspomnieć, że niemalże cały teren można hmm... zmieniać. Czyli jeśli będziemy ostro walić z shotguna w ścianę, to po pewnym czasie potrafi się ona zawalić. Otaczającym nas dźwiękom również nie można wiele zarzucić. Co jest więc nie tak?

Po pierwsze: misja w demie jakoś specjalnie nie zachęca do kupna gry, jest sporo nijaka. Widać, że chciano w niej przedstawić jak najwięcej "ficzerów" z całego tytułu. Odrobinę przesadzono.

Po drugie przesadzono, według mnie, również z ilością elementów w grafice, szczególnie z shaderami. Wszystko się błyszczy, pływa i faluje. Czasem ciężko jest natomiast zobaczyć wroga.

Po trzecie żeby dobrze wyglądać gra ma swoje wymagania... Muszę przyznać, że po włączeniu (nie wszystkich!) efektów na bardzo dobrą jakość framerate oscylował w bardzo dolnych granicach akceptacji. Wspomniane wcześniej CoD4 nie wygląda gorzej, a śmiga płynniutko.

A po czwarte i ostatnie - demo nie ma "tego czegoś", co zachęciłoby mnie do jej natychmiastowego zakupu. Szkoda według mnie zmarnowanego pomysłu - a może po prostu źle wybrano pomysł na demo?

Pypeć

Młody zasadniczo jest już zdrowy, po kaszlu nie ma już prawie śladu - natomiast pojawił się nowy problem. Otóż w paszczy Juniora pojawił się pypeć, który podobno strasznie boli - podobno (tak zeznała lekarka) to jest dodatek do przeziębienia, które właśnie się kończy. No cóż, nie takie rzeczy się przeżywało - damy radę.

Tymczasem czekam już od piątku na dostawę nowego sprzętu ze sklepu znak.pl - spieszyć się widać nie mają zamiaru, ale to pewnie jest pochodna tego, że ceny mają naprawdę nieziemsko niskie, momentami taniej niż na allegro. To jest warte przeczekania. Przeczekuje też co za tym idzie kolega z pracy, który łyka mój obecny konfig, on też raczej płakać nie będzie ponieważ sprzedaję go dosyć tanio. Dlaczego? Otóż dlatego, że wolę sprzedać ciut taniej i znać człowieka, który będzie użytkował sprzęt wiedząc, że nie będzie marudzić:

  • A to płyta główna nie w takim odcieniu, o którym marzę,
  • A to, że pod mikroskopem w lewym górnym rogu znalazł 2 mikrony kurzu,
  • A to, że wynik w 3dmarku jest o 1 punkt niższy niż obiecywałem.

Wiecie mniej więcej o co chodzi? W każdym razie do końca tygodnia sprzęt powinien być u mnie na biurku... Tzn. pod biurkiem.

Modern Warfare

Dziś FIFA zrobiła mi brzydki dowcip. Staram się dziennie rozegrać ze 2-3 meczyki w ramach kariery i tak mniej więcej w półtora tygodnia zrobić cały sezon. No i udawało mi się do dnia dzisiejszego zachować dobre tempo - dziś miałem już za sobą dwa meczyki, z Górnikiem i Zagłębiem Lubin, w obu oczywiście do przodu. Mecz z Zagłębiem właśnie się skończył i zapragnąłem sobie zgrać powtórki żeby się pochwalić na blogasie... a tu "Program wykonał itp.". Noszszszsz! Oczywiście po każdym meczu się nie zapisywałem. Dramat! A chciałem zapisać sobie powtóreczkę ponieważ okazało się, że w FIFA 08 bramkarze nauczyli się popełniać błędy - udało mi się tak strzelić, że piłka dosyć wolno leciała w stronę bramkarza, że ten przyklęknął sobie i spokojnie oczekiwał aż ta wleci mu prosto w rękawice. A piłeczka nagle podskoczyła i przeleciała mu między nogami. Ale niestety nie zobaczycie tego, z powodu, jak wyżej.

Doszedłem również do wniosku, że kilka dni to sporo za dużo, jak na leżenie niesprawdzonego dema Call of Duty 4. W demie jest jedna misja, w której trafiamy w środek wielkiej bitwy z (a jakże) muzułmańskimi bojówkami.

Krótko - gra zrywa włosy z klaty, kask z głowy i gasi światło w lodówce. Grafika wgniata w krzesło, liczba szczegółów, drżenie rozgrzanego powietrza czy rozmazany czasem widok podczas zbliżeń budują niesamowity obraz wojny. Filmy z YouTube, trailery i inne arty nie oddają nawet w części tego, co można zobaczyć podczas gry. Poza tym warto dodać, że mimo graficznego przepychu gra zwija się bardzo sprawnie - u mnie na, już nie state-of-the-art sprzęcie, Athlonie X2 3800+ z GeForce 7900GS rozgrywka toczyła się bez żadnych przycinek w rozdzielczości 1280x1024 z wszystkimi detalami na maksimum. Medal of Honor Airborne może się zacząć bać.

Zdrowia jak na lekarstwo

Przedwczoraj Juniorowi się zachorowało. Co prawda od kilku dni już chodził i prychał, ale myśleliśmy, że to zwykłe jesienne przeziębienie - niestety w czwartek zadzwoniła do mnie przedszkolanka przekazując, że Bartka boli głowa i chce żeby go zabrać wcześniej do domu. Zaraz po tym, jak go odebrałem żona zawiozła go do lekarza i przywiozła z informacją o przepisanym antybiotyku. No cóż - jesień w pełni więc wirusy hasają.

Powoli oswajam się z grą padem w FIFA 08, myślę, że kiedy rozegram pełny sezon to palce będą się już same układać na odpowiednich klawiszach i nie będę wcale tęsknić za klawiaturą. Ale to jeszcze nie teraz.

Dziś ściągnąłem demo Call of Duty 4 - myślę, że to będzie dobry przerywnik w rozgrywanych w pełni sezonach i kopaniu okrągłej szmacianki. A w ogóle to do czego to dosżło, że dema gier zajmują ponad 1 GB (wspomniane CoD 4 zajmuje 1.4 GB!!!) - widać producenci mocno wierzą w rozpowszechnienie szerokopasmowego Internetu.

Pad nie padł

Achhh wpisów ostatnio mniej ponieważ na tapecie jest oczywiście FIFA 08 i większość wolnego czasu poświęcam na doskonalenie techniki - prosta sprawa.

Wczoraj aby zwiększyć swoje szanse na przyszłe, coraz trudniejsze, potyczki zainwestowałem oszałamiającą kwotę 35 Polskich Nowych Złotych w najwyższej jakości pada marki SpeedLink - nałogowym graczem, w gry wykorzystujące pada, nie jestem więc wystarczył taki model. Szczególnie, że bardzo dobrze leży w dłoniach, nie skrzypi i ogólnie da się nim grać.

Problem unaocznił się niestety po włączeniu gry - nie udawało mi się zrobić żadnego triku przeznaczonym do tego celu prawym analogiem, na początku składałem do na karb braku przyzwyczajenia do pada - w końcu od zawsze grałem w FIFA klawiaturą. "Kiedyś zaczną wychodzić" - myślałem. Ale nie wychodziły... "No kochaaaany" - pomyślałem sobie - nie po to się wydaje kupę kasy, żeby i tak nie móc robić finezyjnych zwodów w grze, coś musi być nie tak.

Pierwsze kroki od razu do kalibratora - wszystko działa, wszystkie 12 przycisków klika jak trzeba, oba analogi (w tym ten feralny prawy) oraz krzyżak w kalibratorze działają jak trzeba. No to pewnie FIFA ma specjalne wymagania - pogrzebałem w folderach w moim profilu i znalazłem plik odpowiadający za konfigurację padów, a w nim listę obsługiwanych padów - oczywiście o SpeedLinkach to nikt nie słyszał. Ale przecież Polak potrafi - wygooglałem, który z obsługiwanej listy padów ma tyle samo przycisków co mój i po prostu zmieniłem nazwę w pliku. Działa! Zwody, kółeczka i wszelkie podskoki działają - HURA!

Dalsze googlanie przyniosło gotowy plik konfiguracyjny, który doklejamy do pliku ~\Moje Dokument\Fifa 08\user\devdata.dat:

[Speed-Link SL-6535 USB Pad|Speed-Link SL-6535 USB Pad]
DEADZONES=0.3,0.3,0.3
5|24|3,5|25|4,2|26|5,2|27|6,0|18|21,0|19|22,0|16|19,0|17|20,1|22|5,1|23|6,0|20|3,0|21|4,0|1|2,1|3|2,2|0|2,3|2|2,4|14|2,5|13|2,6|11|2,7|10|2,8|9|2,9|8|2
5|24|3,5|25|4,2|26|5,2|27|6,0|18|21,0|19|22,0|16|19,0|17|20,1|22|5,1|23|6,0|20|3,0|21|4,0|0|2,1|1|2,2|2|2,3|3|2,4|11|2,5|14|2,6|10|2,7|13|2,8|9|2,9|8|2
5|24|3,5|25|4,2|26|5,2|27|6,0|18|21,0|19|22,0|16|19,0|17|20,1|22|5,1|23|6,0|20|3,0|21|4,0|0|2,1|1|2,2|2|2,3|3|2,6|11|2,7|14|2,4|10|2,5|13|2,8|9|2,9|8|2

Od tej chwili przeciwnicy ze strachem rozpoczynają mecz - teraz już nie będzie tak łatwo. Jako rozgrzewkę przez te kilka rozegrałem sobie pełen sezon Orange Ekstraklasy i udało mi się uplasować aż na trzecim miejscu - co przy nieco wyśrubowanym poziomie trudności i pozamienianych w stosunku do poprzednich edycji przyciskach wydaje się całkiem niezłym osiągnięciem. A niedługo przyjdzie czas na rozgrywki sieciowe!

Do przerwy 0:1

Od dwóch dni walczę z FIFA 08 - szczerze mówiąc jest ciężko. Najgorszą rzeczą, jaką Kanadyjczycy z EA Sports zafundowali starym graczom zaprawionym w bojach z poprzednimi edycjami gry jest zmiana przycisku do przełączania zawodników i zarządzania pressingu. Dopiero po chyba dwudziestym meczu widzę, że jakoś się powoli przestawiam - na początku traciłem głupie bramki przez przyzwyczajenia z poprzednich edycji.

Jakie mamy najważniejsze zmiany w porównaniu z FIFA 07:

  • wspomniana zmiana przycisku przełączania zawodników
  • znacznie trudniej jest zagrać idealne "w uliczkę" bądź na dobieg
  • bramkarze dokonują nierzadko cudów i bronią w nieprawdopodobnych sytuacjach
  • dodano tryb "Be Pro" polegający na kontrolowaniu przez cały mecz bądź sezon tylko jednego zawodnika
  • dodano tryb grania jedną formacją - np. kierujemy tylko pomocnikami
  • więcej opcji gry sieciowej

Niestety nie zmieniła się ani trochę grafika - cały czas jest to ten sam silnik, co w poprzedniej edycji. A posiadacze konsol mają już nową grafikę... Jawna dyskryminacja ;)

Edson

Ale wzrósł poziom realizmu - Edson jest tak samo słaby w grze, co na prawdziwych boiskach.

To koniec

Jakoś mnie naszło żeby zagrać dziś trochę dłużej w Mortyra i... niechcący ukończyłem grę! Okazało się, że 8 misji to wszystko, co oferuje nam City Interactive w tej grze, oj nie jestem zadowolony, oj nie. Ale po kolei.

Siódmy epizod rozpoczynamy wskakując do pędzącego pociągu - okazało się, że Halny (dowódca oddziału partyzantów, do którego nas przydzielono) dowiedział się o tajnej niemieckiej fabryce broni, decyzja zapadła - sabotaż. Jako, że fabryka jest silnie broniona najlepszą metodą dostania się do środka będzie skorzystanie z pociągu wiozącego komponenty do budowy broni. Po dostaniu się do pociągu musimy go "oczyścić" z Niemców, tak aby podczas podróży nikt się nie zorientował, że jedziemy na gapę. Przebiegamy więc przez wszystkie wagony kierując się do parowozu, po drodze okazuje się, że pociąg jest eskortowany przez myśliwiec wroga, który niestety w pewnym momencie orientuje się, że coś jest nie w porządku. Na szczęście na jednym z wagonów zamontowany jest ckm, który doskonale nadaje się do sprowadzenia na ziemię natrętnego ptaszka. Docieramy do maszynisty, terroryzujemy go bronią i... Koniec etapu.

Ósma misja, jak się później okazało - ostatnia, rozpoczyna się na stacji kolejowej, na której zatrzymał się porwany przez nas pociąg. Stacja jest pełna wrażych wojsk, wywiad Halnego nie mylił się, czeka więc nas solidna przeprawa. Po przedarciu się przez stację kierujemy kroki w stronę widniejącej w oddali fabryki po drodze minując zaparkowane nieopodal stacji Tygrysy. Uff, a to dopiero początek akcji. Przed budynkiem napotykamy gotową do startu rakietę V2 - trzeba się spieszyć. Wysadzając kolejny czołg (całe szczęście był bez załogi) odkrywamy przejście prowadzące do wejścia fabryki. Przebijając się przez strażników nieustannie zasypujących nas pociskami zza węgła minujemy budynek nastawiając zapalniki na krótki czas i wyskakujemy przez okno... Fabryka wybucha, ale nagle słyszymy komunikat z megafonu, że za 10 sekund wystartuje V2, jest więc sporo czasu żeby jej to uniemożliwić - kilka laseczek dynamitu i obserwujemy wielkie BUM. Jeszcze tylko obejrzymy końcową PLANSZĘ i... gratulacje - ukończyliśmy grę.

Koniec gry - czas więc na podsumowanie. Biega i strzela się bardzo miło, Niemcy są przeraźliwie celnymi strzelcami, pierwsza, czasem druga kula nie trafia - następne perforują ciało naszego bohatera do postaci szwajcarskiego sera najwyższej próby. Niestety skrypty kontrolujące ich zachowanie są nadzwyczaj ubogie i wybitnie powtarzalne. Hitlerowcy potrafią sypać zza węgła, wycofywać się by schować się za jakąś skrzynkę i stamtąd prowadzić ogień. Niestety zawsze tak samo. Niezależenie od tego jak się zachowamy - Niemcy zawsze zrobią to samo.

Grafika - rewelacji niestety nie ma, widać jak na dłoni, że silnik Chrome do ostatnich krzyków technologii już nie należy. Niemniej jednak bardzo miło zobaczyć jest swojskie okolice, kolorową polską wieś - tu czuć, że jesteśmy u siebie. Szkoda, że tak krótko.

Zdecydowanie nie spodobało mi się kilka drobiazgów. Po pierwsze - autozapis, gra co chwilę sama zapisuje nasze postępy oczywiście zamrażając ekran, sterowanie oraz dźwięk. Pół biedy, kiedy stanie się to podczas człapania z jednego checkpointa do drugiego, często zdarza się, że gra freezuje się podczas rozmów, skoku czy też strzelania - akurat wtedy następuje autozapis.

Po drugie - kiedy zginiemy gra oczekuje, że akurat wznowimy ją spacją. Tylko i wyłącznie spacją - innych klawiszy nie ma. Najczęściej giniemy podczas wymiany ognia z wrogiem i wydaje mi się, że nic by się strasznego nie stało gdybyśmy mogli szybko wznowić grę klikając myszą lub naciskając dowolny klawisz - ale nie. Musimy szukać spacji.

Po trzecie - gra jest polska, toczy się w Polsce, a gadają po angielsku - WTF? Dobrze, że chociaż hitlerowcy krzyczą po swojemu i są podpisy dla tych, którzy po angielsku ani be, ani me.

Po czwarte - gdzie jest outro? Bo jednego ekranu z obrazkiem medalu nie przyjmę, nie akceptuję i uważam to za wielki skandal. Nic mnie tak (od zawsze) nie wyprowadzało "z nerw", jak to, że gram kilka dni (tygodni), poświęcam grze swój wolny czas, a producentowi nie chce się nagrodzić moich wysiłków fajnym zakończeniem. Nie lubię was (celowo z małej litery) panowie z City Interactive i jesteście gnojkami - brak outra to zbrodnia i koniec.

Po piąte i ostatnie - dlaczego tak krótko? Nikt nie oczekiwał raczej ogromu misji, które oferuje nam np. Call of Duty, nikt nie oczekiwał ich potężnego rozbudowania, ale osiem epizodów, z tego co drugi dający się przejść w kilkanaście minut to już lekka przesada! Myślę, że naprawdę nic by się nie stało gdyby tych misji było szesnaście, albo dwadzieścia - proces produkcyjny wydłużyłby się i można by nawet zażądać zamiast 19,90 zł - trzydzieści złotych. Ja bym zapłacił - wolę jedną dłuższą grę niż dwie krótkie.

Mortyr 3
Kliknij obrazek żeby powiększyć

Gdyby ktoś się mnie spytał czy warto kupić Mortyra 3 to powiem, że tak. Warto, kosztuje niewiele, kilka fajnych wrażeń pozostaje - jest ich więcej niż porażek. TYLKO CZEMU TAK KRÓTKO!!! Kolejna gra w kolejce - FIFA 08, będzie się działo!

Kontakt

Jeśli koniecznie chcesz się ze mną skontaktować...

  • Jabber: delyra@jabber.wp.pl
  • GG: 765628
  • e-mail: daniel.kozminski@gmail.com
  • tel: +48605650809