Life after death :)

Długo nie pisałem, bo nie było specjalnie czasu, a zdarzyło się całkiem sporo.

Po pierwsze multi-8bit zlot udał się znakomicie - zabawa tradycyjnie była pierwsza klasa, fajnie znowu było obejrzeć wszystkie kochane mordy, pricjoza. W gfx compo nie udało się zająć miejsca medalowego, ale konkurencja trzeba przyznać była mocna.

Po drugie po raz pierwszy (i mam nadzieję ostatni) uczestniczyłem w prawdziwym poważnym wypadku samochodowym. W drodze powrotnej ze wspomnianego zlotu, po zatankowaniu paliwa i wyjeździe z Trencina nasz kierowca raczył nie przewidzieć, że Słowacy na czerwonym siedzą grzecznie w swoich samochodach i czekają aż zapali się światło w kolorze zielonym więc przygrzmociliśmy ze sporą prędkością w tył owego cierpliwego. Na szczęście nic poważniejszego nam się nie stało - ja mam obite żebra od pasów (już drugi tydzień ciągną...), stłukła się jedna butelka przeznaczona na prezent dla Żony, no i Corsa kumpla została sobie u naszych południowych sąsiadów w celu naprawy. Dobra rada - zapinajcie pasy, przy tej prędkości podejrzewam, że wyskoczyłbym przez przednią szybkę i kawałek jeszcze uleciał.

No tak, a w domu raczej po staremu. Junior jr rośnie jak na drożdżach i według przychodniowej wagi jego masa wynosi 7,25kg. Suszarka, która służyła do uspokajania poszła w kąt ponieważ młody coraz mniej raczy marudzić - widać wszystko jest na dobrej drodze. Poza tym trzeba odnotować, że strasznie się rozgadał - czasem potrafi ładne parę minut wydawać odgłosy w swoim własnym języku:

  • A guuuu!
  • A gugugugugugu
  • Auuuu uuuu...
  • Ehhhhh

Na granie oczywiście czasu nie mam, a na półce leży ciągle nieskończony Ubersoldier 2, hm - może jak będę później chodzić spać to z godzinkę dziennie uda się wykroić na granie? Zobaczymy.

Still alive

Junior jr wcina i rośnie, jak na drożdżach - wyraźnie się zaokrągla ten mały łotrzyk. Wczoraj byliśmy z wizytą u Starych, to trochę dał po garach w nocy - ale kładziemy to na karb "zmiany klimatu", w sumie to pierwsza taka wielka wycieczka dla blisko trzytygodniowego bąbla. Tak poza tym to złote dziecko - nie beczy, nie choruje i nie robi awantur. Poje, przepije i śpi snem sprawiedliwego - oby tak dalej i wszystko będzie w jak najlepszym porządku.

Tradycyjnie na porządne granie czasu nie ma - tylko jakieś zapychacze czasu wolnego, czyli MAME, jakieś głupie mini-gierki we Flash, a na dokończenie czeka Ubersoldier 2 - podobno już, jak wynika z cut-scenek, zostało niewiele - no ale tu już trzeba przysiąść...

Jakoś przez ten cały galimatias nie było czasu się pochwalic nową produkcją, która wyszła spod moich paluchów - czyli Nju Jer intro, które powstało, jako częśc noworocznego, atarowskiego dysku przygotowywanego przez PPS-a.

Nju Jer

Kod (asembler 6502) i grafika wypłynęły spod moich, wspomnianych wcześniej, paluchów, a super kower kolędy w wersji na cztery kanały atarowskiego POKEY-a skomponował Miker. Gdyby ktoś chciał to może sobie pobrac z popularnego "połecia".

No i (prawie) wykrakali

Wczoraj siedziałem sobie w pracy i błogie kodowanie w Visual Basic przerwała mi melodia z dema Odd Stuff, którą mam ustawioną w telefonie, jako dzwonek dla tych, których znam - dzwoniła żona, żeby mi się pochwalić, że w drodze do pracy złapała gumę... Od razu zaczęło się paniczne poszukiwanie kogoś, kto by pomógł małżonce w wymianie koła na zapas i szybkie dojechanie do pracy - niestety się nie udało i samochód trzeba było zostawić na krawężniku ponieważ ja akurat byłem sam w pracy i wyskoczenie na chwilę i podmianka kółka nie wchodziła w rachubę... A nuż będzie jakaś robota "na_za_10_minut". Koniec końców udało mi się dodzwonić do kumpla, który akurat ma wolny zawód i obiecał, że podjedzie jak żona skończy pracę (koło 12:00).

No i pamienili, podjechali od razu do wulkanizacji żeby załatać. Okazało się, że dziurki nie było, ale był uszkodzony wentyl, co spowodowało schudnięcie portfela o zaledwie 15 Polskich Nowych Złotych. Normalnie komentujący poprzedni wpis prawie wykrakali...

Z rzeczy przyjemniejszych mogę napisać, że kończę "podstawkę" do Painkillera - jestem już na walce z Lucyferem we własnej osobie, jest ciężko - wielki to madafaker, poza tym do pomocy ma całą zgraję truposzy, którzy ciągle się spawnują obok naszego bohatera i prą naprzód jak Lemingi. Damy radę.

Poza tym do końca tygodnia nie ma mnie w pracy ponieważ uczestniczę w czterodniowym szkoleniu z Visual Basica .NET, który to miał być kursem dla zaawansowanych, niestety okazało się, że grupa jest bardzo nierówna i prowadzący musiał przez cały dzisiejszy dzień opowiadać o podstawach aby niektórzy mogli złapać charakterystykę VB i pozbyć się naleciałości z dziwnych wynalazków typu C++ czy też Pythonów i PHP ;) Jako kolejny plus dodam, że "w bundlu" z kursem dostaliśmy całkiem ciekawe (tak wynika z pobieżnego przekartkowania) książki, oczywiście made in Helion, książki o Visual Basic .NET. Prowadzący widać, że zna się na rzeczy i nie udało się nikomu jeszcze go zagiąć, tak więc jest bardzo w porządku i liczę na solidne pogłębienie wiedzy. A tak na marginesie, czy ktoś z czytających tego blogasa spotkał się z wymową SQL - "sikłel" (jak sequel)? Prowadzący używa takiej wymowy, ja muszę się przyznać, że pierwszy raz słyszę.

Weekend był udany

A zaczął się już w czwartek późnym wieczorem - tegoż dnia wyruszyłem na coroczne letnie atarowskie party scenowe. Chwalone niedawno przeze mnie PKP tym razem dało niestety ciała dosyć poważnie - na przesiadkę w Opolu mieliśmy bowiem, wydawało się, bezpieczne 15 minut. Pociąg relacji Lublin - Opole niestety spóźnił się o tyle, że nie dane nam było nawet zobaczyć tyłu składu, w który mieliśmy się przesiąść... Dobrze, że PKS był obok i za jedyne 11 zł dowiózł nas na docelowe miejsce.

Ogólnie zlot był bardzo udany (tym razem koledzy nie musieli później opowiadać jak się bawiłem) - impreza była na tyle pochłaniająca wszelkie zasoby, że nie miałem nawet czasu pstrykać zdjęć.

Pojutrze natomiast wyjeżdżam nad morze - nie wie ktoś czy może Jastrzębia Góra jest jakoś "ohotspotowana"?

Jak tu żyć

Weekend minął tak szybko, że nawet specjalnie nie zauważyłem jego końca. Zmaganie się z bólem męczy człowieka tak szybko, szybciej niż wysiłek fizyczny. A miało być tak pięknie, cyzelowanie czasów w CMR z pomocą pożyczonej kierownicy, odpoczynek połączony z przyjemnością... No cóż może za cztery dni się uda, tyle, że już bez kółka, które jutro muszę oddać.

Dziś znowu nie udało mi się kupić Wprost w wersji z dołączoną CD (Propaganda PRL), całe szczęście, że można zamawiać brakujące numery wysyłkowo na stronie Wprost, która notabene w tej chwili nie działa - widać efekt rewelacji dot. "taśm Rydzyka". Przy okazji dziwna sprawa, że za zamówione DVD nie można zapłacić przelewem - do wyboru karta kredytowa lub pobranie, nastawiają się na zasobnych czytelników chyba.

Powoli nachodzi mnie pokusa wymiany kilku bebechów z mojego desktopa, zasadniczo nawet nie wiem czemu. Komputer jest w miarę silny, z wszystkim daje sobie spokojnie radę, ale przydałoby się urwać parę minut z czasu enkodowania video. Poza tym to chyba efekt tego, że dawno nic do niego nie było dokupowywane, starsi też lubią mieć nowe zabawki, prawda? Szczególnie, że Intel i AMD zapowiedziało spore obniżki w tym miesiącu... Ale stop. Udany urlop jest ważniejszy i prawdopodobnie na tą przyjemność pójdzie większa część kasy.

A co do urlopu... To jeszcze niecałe trzy tygodnie, a zacznie tak, jak w filmach Alfreda Hitchcocka - od trzęsienia ziemi, a potem napięcie będzie rosło. Tym trzęsieniem ziemi będzie oczywiście scenowe party, a później kilkasetkilometrowa wycieczka nad morze.

Muzzik

Muzyka od nerdów dla nerdów. Dla mnie mistrzostwo świata.

Tych, którzy nie wiedzą co to za piski, uprzejmie informuję, że odpowiednie napisanie programu przeznaczonego dla ZX Spectrum, zapisanie go na taśmie, a następnie odtworzenie daje powyższy efekt.

To chyba pierwsze demo, które trwa przed załadowaniem...

Kontakt

Jeśli koniecznie chcesz się ze mną skontaktować...

  • Jabber: delyra@jabber.wp.pl
  • GG: 765628
  • e-mail: daniel.kozminski@gmail.com
  • tel: +48605650809